• facebook
  • rss
  • Spotkałem świętą

    Agnieszka Gieroba

    |

    Lubelski 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    Wybierając się do Polski, poprosiła mnie bym napisał jej treść telegramu: „Jutro przyjeżdżam. Matka Teresa z Kalkuty” – wspomina swoje spotkanie ze świętą bp Ryszard Karpiński.

    Jesienią 1983 roku wówczas ks. Ryszard Karpiński pracował w Watykanie, zajmując się m.in. duszpasterstwem osób przebywających na emigracji. To tam miał okazję spotkać wielu kapłanów z różnych stron świata. Jednym z nich był ksiądz z Indii, zaprzyjaźniony z Matką Teresą z Kalkuty.

    – To od niego dowiedziałem się, że Matka Teresa planuje przyjazd do Polski. Chce do naszego kraju zawieźć cztery siostry ze swego zgromadzenia, by w Polsce podjęły posługę. Zaskoczył mnie tą informacją, bo nie słyszałem, by w Polsce ktoś spodziewał się takiej wizyty – wspomina bp Ryszard. Dla pewności, że ktoś będzie przygotowany na przyjazd sióstr, bp Ryszard zadzwonił do Polski do bp. Jerzego Dąbrowskiego, który był wówczas sekretarzem Konferencji Episkopatu, z zapytaniem, czy ktoś na siostry czeka. – Usłyszałem wówczas, żeby Matka Teresa nie była w gorącej wodzie kąpana, bo w Polsce nikt się nie spodziewa takiej wizyty. Na szczęście bp Dąbrowski wybierał się następnego dnia do Rzymu w celu załatwienia jakichś spraw, więc poprosił mnie, bym zorganizował spotkanie z Matką Teresą w celu wyjaśnienia sytuacji. Zgłosiłem się więc do mojego kolegi z Indii, by umówić nazajutrz to spotkanie biskupa – wspomina bp Ryszard.

    Dom w kurniku

    Zaraz też przyszła wiadomość od Matki Teresy, że o wyznaczonej godzinie i wyznaczonym miejscu spotka się z bp. Dąbrowskim. – Kiedy następnego dnia biskup przyleciał do Rzymu, zwrócił się do mnie z prośbą, by zawiadomić Matkę, że to on przyjedzie do niej. Mówił wówczas, że to nie wypada, by tak znana kobieta, laureatka Nagrody Nobla, musiała się do niego fatygować, to on pofatyguje się do niej. Tak się stało, a bp Dąbrowski poprosił mnie, bym towarzyszył mu w tym spotkaniu – wspomina bp Ryszard. Siostry Matki Teresy mieszkały w Rzymie niedaleko Koloseum. Ponoć dawniej w ich domu ktoś hodował kury. Kiedy siostry zwróciły się do władz rzymskich z pytaniem, czy nie mają jakiegoś miejsca, gdzie mogłyby zamieszkać i służyć biednym, zaproponowano im dawne kurniki. Siostry przyjęły to lokum z wdzięcznością. Tam spotkali się bp Dąbrowski z Matką Teresą. – Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, zostaliśmy zaproszeni do skromnego pokoju, gdzie czekała na nas Matka Teresa. Pamiętam, że zrobił na mnie wrażenie uśmiech na jej twarzy i wielki spokój, który z niej emanował. Zaczęła się rozmowa biskupa z Matką – opowiada bp Ryszard.

    Telegram

    Biskup Dąbrowski powiedział, że słyszał, że Matka wybiera się do Polski. – Tak, lecę jutro do Warszawy z czterema siostrami – usłyszał. – A czy ksiądz prymas o tym wie? – zapytał biskup. – No, prymas nas zaprasza – odpowiedziała Matka. – Prymas owszem, przy okazji jakiegoś spotkania zaprosił siostry do Polski, ale nie zostały ustalone żadne konkrety. Czy siostry myślą, że prymas zwolni zakonnice, które u niego pracują, i na ich miejsce przyjmie siostry? – My nigdy byśmy się na to nie zgodziły i to nie jest nasz charyzmat – wyjaśniła Matka. – Może więc warto zawiadomić prymasa o przyjeździe, by miał dla sióstr jakiś plan – przekonywał biskup Dąbrowski. Wówczas Matka Teresa zwróciła się do ks. Karpińskiego z prośbą, by bardzo wyraźnie, dużymi literami napisał jej po polsku telegram o treści: „Jutro przyjeżdżam z czterem siostrami. Stop. Matka Teresa z Kalkuty”. – Kiedy wręczyłem jej kartkę z taką treścią, poprosiła jedną ze swych sióstr, by ją wzięła na pocztę, przepisała na blankiet telegramu i wysłała do Polski, do prymasa – opowiada biskup Ryszard. Rozmowa trwała dalej. Biskup Dąbrowski przekonał Matkę Teresę, by wysłała kolejny telegram, tym razem do sióstr Franciszkanek Misjonarek Krzyża, które miały dom w Warszawie przy ulicy Piwnej, z prośbą o przyjęcie ich na czas szukania swego miejsca w Polsce. Tak się rzeczywiście stało. Matka Teresa przyleciała do Polski wraz z czterema siostrami 3 listopada 1983 roku. – Z dzisiejszej perspektywy cała ta sytuacja robi na mnie jeszcze większe wrażenie niż wówczas. Zazwyczaj, gdy jakaś matka generalna wysyła gdzieś swoje siostry, najpierw spisuje specjalne umowy, które gwarantują siostrom jakieś mieszkanie i pensje na utrzymanie. Tu nic podobnego nie miało miejsca. Matka zawierzała wszystko Bogu, posyłała swoje siostry, jak przykazał Jezus w Ewangelii, „bez płaszcza i trzosa”, wierząc, że otrzymają wszystko, co będzie im potrzebne. Tak się rzeczywiście stało – podkreśla bp Ryszard Karpiński. W Polsce początkowo zaproponowano siostrom, by dołączyły do jakiegoś zgromadzenia, które prowadzi domy dla ubogich lub chorych, ale Matka Teresa nie chciała. Prosiła, by siostry mogły iść na ulice i tam służyć tym, których znajdą w potrzebie. Tak było od samego początku istnienia zgromadzenia. Obecnie około 4000 sióstr posługuje najbiedniejszym z biednych w różnych krajach na całym świecie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół