• facebook
  • rss
  • Drewniany Jezus, bez rąk i nóg

    ks. Rafał Pastwa ks. Rafał Pastwa

    dodane 13.09.2016 16:27

    - Gdy powiedziałem, że idę do zakonu mama wcale się nie cieszyła. Tata natomiast bardzo. Powiedział mi: - Synu, weź plecak i jedź do rodziny się pożegnać, bo nie wrócisz szybko. Jedź też na cmentarz do dziadków prosić o błogosławieństwo.

    W bazylice ojców dominikanów przy ul. Złotej znajdują się dwie ambony. Po raz kolejny posłużyły do niezwykłej debaty. Naprzeciw siebie, na dwóch ambonach stanęli: ks. Marcin Chyl, proboszcz prawosławnej parafii Cyryla i Metodego w Sandomierzu, i franciszkanin o. Antoni Dudek, który od niedawna mieszka na Górze św. Anny na Opolszczyźnie. Spotkanie poprowadził o. Tomasz Dostatni OP.

    - Te dwie ambony znajdują się tu od kilku wieków. Mówiono, że służyły do dysput między katolikami i wyznawcami innych wyznań. To oczywiście legenda. Bo w XVIII w. Kościół katolicki nie był tak otwarty jak teraz. Oczywiście w każdej legendzie jest nieco prawdy i ta jest jeszcze piękniejsza niż sama legenda - mówił o. Dostatni.

    - W tym kościele w 1616 r. była jedna z najpiękniejszych kart tolerancji chrześcijaństwa w Polsce. Lublin był miastem Trybunału Koronnego, gdy przyjeżdżał król i polska szlachta to odbywały się tu debaty między dominikanami a arianami. Miały miejsce kilkakrotnie. Odbywały się niestety po łacinie, co denerwowało szlachtę - kontynuował o. Tomasz.

    Wprowadził następnie zebranych w kościele w temat szesnastej już debaty dwóch ambon: „Smak Krzyża. Krzyż u prawosławnych i katolików”. Debata dwóch ambon odbywa się zawsze przed odpustem, który u dominikanów przypada w święto Podwyższenia Krzyża Świętego.

    Ks. Marcin Chyl przedstawił znaczenie Krzyża w kościele prawosławnym w oparciu o tradycję wschodnią.

    - Z narzędzia kaźni, stał się Krzyż narzędziem zbawienia - mówił. - W święto Podwyższenia Krzyża Świętego w tradycji prawosławnej przeżywamy wezwanie do postu - precyzował. Przywołał również historię odnalezienia Krzyża, na którym umarł Chrystus w Jerozolimie przez patriarchę Makarego.

    Natomiast o. Antoni Dudek rozpoczął od wzruszającego pytania i jednocześnie wyznania.

    - Marcinie, czy dożyjemy czasów, gdy ty - ubrany w przebogate i piękne szaty prawosławne, a ja w skromny ornacik - będziemy sprawować razem Eucharystię, pokonując nasze egoizmy i uprzedzenia, wybaczając krzywdy. My katolicy wieleśmy ich wam zadali. Marzę o tej jedności - powiedział.

    Opowiadał o swojej pracy duszpasterskiej w Jerozolimie i o współpracy z braćmi prawosławnymi w miejscach, gdzie posługiwał. Opowiedział również historię swojego powołania. Podkreślił przy tym, że ludzie chcą, aby księża mówili do nich o Jezusie, albo wcale.

    O. Antoni Dudek z drewnianym Chrystusem, którego znalazł przed wstąpieniem do zakonu   O. Antoni Dudek z drewnianym Chrystusem, którego znalazł przed wstąpieniem do zakonu ks. Rafał Pastwa /Foto Gość - Gdy powiedziałem, że idę do zakonu mama wcale się nie cieszyła. Tata natomiast bardzo. Powiedział mi: "Synu, weź plecak i jedź do rodziny się pożegnać, bo nie wrócisz szybko. Jedź też na cmentarz do dziadków prosić ich o błogosławieństwo".

    - Pojechałem w rodzinne strony rodziców ojca. Spotkałem się z kuzynami. Poszedłem na cmentarz. Jednak nie mogłem odnaleźć grobu dziadków. Był koniec czerwca 1967 r., cmentarz był zarośnięty, zaniedbany, było gorąco. Wtedy zauważyłem to „Coś”, co uznałem za znak błogosławieństwa od dziadków. Poszedłem z „Tym” do proboszcza, był to pogodny staruszek. Poczęstował mnie zsiadłym mlekiem i kartoflami. Gdy pokazałem mu to „Coś” wzruszył się mocno. Pozwolił mi, abym miał „To” ze sobą. Mam „To” do dziś - opowiadał zakonnik.

    To „Coś” to Chrystus ukrzyżowany, ale bez rąk i nóg, korpus nadgryziony przez korniki, znaleziony na cmentarzu, gdzie młody Kazimierz, przyszły ojciec Antoni - szukał grobu dziadków przed przekroczeniem furty klasztornej.

    Gdy o. Antoni pracował w Jerozolimie Chrystus bez rąk i nóg był u jego kuzynki, której urodziło się niepełnosprawne dziecko. 

    - Powiedziała kiedyś do mnie: "Ty wiesz żeśmy do ślubu z moim narzeczonym szli czyści. Dlaczego On pozwolił, żeby moje dziecko urodziło się chore?" Odpowiedziałem jej: - Nie wiem.

    - Tęsknię za Jezusem. Chciałbym Mu też zadać kilka pytań - wzdychał franciszkanin. - Jego nie ma tu fizycznie. Jest w sakramentach, w Eucharystii, w Ewangelii. Ale jesteśmy fizycznie my, i albo będziemy Mu stwarzać przyjaciół, albo wrogów - zakończył.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół