• facebook
  • rss
  • Nie chodzi o to, by było różowo

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 41/2016

    dodane 06.10.2016 00:00

    Droga do świętości nie jest różowa, ale i tak warto nią podążać. Jak być wiernym, gdy jest trudno, uczyli się małżonkowie z Domowego Kościoła, którzy pielgrzymowali do sanktuarium bł. Honorata Koźmińskiego.

    Założył ponad 20 zgromadzeń, głosił kazania, katechizował, pomagał biednym, spędzał wiele godzin w konfesjonale, ale wyniesiony na ołtarze został dlatego, że umiał rezygnować ze wszystkiego na chwałę Bożą. – Małżeństwo, w którym nie umie się rezygnować dla swego współmałżonka, skazane jest na porażkę. A rezygnować trzeba codziennie z wielu rzeczy. Czasem z własnej wygody, czasem z misternie ułożonych planów, czasem z jakichś upodobań. W codzienności – z całkiem małych i tych naprawdę dużych rzeczy. Jeśli ktoś ma z tym problem, niech przyjrzy się bł. Honoratowi Koźmińskiemu – zachęcał małżonków o. Tomasz Mantyk, kapucyn, który posługiwał podczas wyjazdu rodzin z Lublina do Nowego Miasta, gdzie ostatnie lata swego życia spędził na zesłaniu bł. Honorat Koźmiński.

    Nawrócony przez pomyłkę

    Trudno streścić życie człowieka, i to takiego, który założył tak wiele zgromadzeń i dał początek wielu dziełom charytatywnym. – Warto wziąć przykład z Honorata i uczyć się od niego determinacji w dążeniu do świętości. Ten początkowo wierzący młody człowiek, mając kilkanaście lat, stracił wiarę i publicznie się jej wyrzekł. Kiedy przez władze carskie został aresztowany przez pomyłkę za działalność konspiracyjną, w Cytadeli przeżył nawrócenie. Wówczas postanowił sobie, że zrobi wszystko, by zostać świętym – opowiada o. Tomasz Mantyk. Rozejrzawszy się wokół, postanowił wstąpić do najsurowszego wówczas w Polsce zgromadzenia – kapucynów. Ponieważ nie było wtedy polskiego świętego kapucyna, postanowił zostać pierwszym. Był w tym bardzo konsekwentny, podejmując wiele prac dla królestwa niebieskiego przez posługę biednym, nauczanie katechezy, modlitwę i pokutę. Był bardzo popularnym kapucynem, który działał na wielu frontach w Warszawie przed powstaniem styczniowym.

    Areszt domowy

    Po powstaniu, w które kapucyni się zaangażowali, car zlikwidował wszystkie zakony. Do kapucynów w Warszawie przyszli żołnierze, dali 2 godziny na spakowanie i kazali się wyprowadzić do Zakroczymia, gdzie zamknęli ich w areszcie domowym. – Tu przyszedł kolejny kryzys wiary. Pozbawiony możliwości działania Honorat zaczął popadać w depresję. Było tak do czasu, gdy zawierzył Bogu sytuację, w jakiej się znalazł. Nie mógł opuszczać klasztoru i nauczać, ale mógł spowiadać. Bóg przyprowadzał do niego ludzi, którzy chcieli się nawrócić, poradzić się, pogłębić swoje życie duchowe. To w konfesjonale zakładał kolejne zakony. Musiały być bezhabitowe, żyjące w ukryciu, gdyż obowiązywał zakaz cara co do istnienia zgromadzeń. Nie robiąc nic innego, jak służąc spowiedzią i radą, stał się ojcem wielu zgromadzeń – mówi o. Tomasz. Władze carskie nie wiedziały, co się dzieje, ale że coś jest na rzeczy, były pewne. Postanowiły więc przenieść Honorata do Nowego Miasta nad Pilicą. Przybywali do niego ludzie do spowiedzi z różnych stron. Było ich tak wielu, że nieraz, by się wyspowiadać, trzeba było czekać 5 dni. – To dlatego, że o. Honorat każdego traktował bardzo poważnie. Kazał zbudować sobie pierwszy chyba na świecie konfesjonał „szafę”, by penitent mógł czuć się swobodnie, rozmawiając o swoim życiu. Jeśli Honorat widział, że ktoś nie okazuje skruchy, zamykał go w konfesjonale, wychodził do ogrodu i biczował się w jego intencji. Wszystko to trochę trwało – opowiada o. Tomasz.

    Posłuszeństwo

    Jedną z osób korzystających ze spowiedzi u o. Honorata była mateczka Kozłowska, która zapoczątkowała herezję mariawitów. Kiedy nie chciała podporządkować się kierownictwu o. Honorata, on zrezygnował z bycia jej spowiednikiem, jasno odcinając się od jej poczynań. – Jednak mateczka mimo to często powoływała się na o. Honorata, chcąc mieć go jako podporę swych działań. Tak rozchodziła się wieść, że o. Honorat patronuje jakiejś herezji. Dotarło to do Watykanu, który w związku z tym zabronił ojcu kierownictwa nad wszystkimi zgromadzeniami, jakie założył. Kiedy przyszło pismo z tą wiadomością, posłaniec z Watykanu poprosił go, by zastanowił się przez jakiś czas, czy przyjmuje ten zakaz. Ojciec Honorat powiedział, że nie musi się zastanawiać, bo skoro Kościół, jego Matka, wydaje taką decyzję, to on ją przyjmuje. To była wielka rezygnacja – pozbawienie się kontaktu z tak wieloma swoimi duchowymi dziećmi, ale dla osiągnięcia świętości gotów był na wszystko – mówi o. Tomasz. Przykład o. Honorata, który wielokrotnie potrafił rezygnować ze swoich planów, jest dla małżonków bardzo cenny, bo jedną z tajemnic udanego małżeństwa jest umiejętność rezygnacji z siebie dla współmałżonka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół