• facebook
  • rss
  • Polski Bond pił coca-colę i nazywał się Jan Żbik

    ks. Rafał Pastwa ks. Rafał Pastwa

    dodane 13.10.2016 16:08

    Czy dworzec w niewielkim mieście może świadczyć o całym kraju? Kazik Staszewski śpiewa o dworcu w Kutnie, w nocy, którego brzydota powoduje pękanie oczu. Naukowcy z IPN analizują historię PRL w oparciu m.in. o muzykę tamtego okresu.

    Międzynarodowa konferencja „Życie codzienne w PRL”, organizowana przez IPN oddział w Lublinie, ma pokazać realność tego bolesnego czasu. Mimo że dzisiaj naukowcy poruszali wątki dotyczące popularnej kultury: muzyki, komiksów, filmów, nie zmienia to faktu, że okres PRL nie był sielanką.

    - Nie wolno trywializować tego okresu, bo to nie było „śmieszne dziwactwo”, ale okres pełen dramaturgii, opresji i zniewolenia. Nie istniało coś takiego, jak życie prywatne, jak wolność słowa. Nie można było ze sobą swobodnie rozmawiać, wszędzie było państwo - mówi dr hab. Marcin Kruszyński, pracownik referatu badań naukowych IPN oddział w Lublinie.

    Dr Robert Spałek z IPN w wystąpieniu „Taniec pingwina na szkle. Życie codzienne lat 80. w tekstach muzyki rockowej (koncesjonowanej i niezależnej)” analizował teksty zespołu Lombard, Kult, Róże Europy, a także utwory Grzegorza Ciechowskiego, z których - jego zdaniem - przebija się obraz ówczesnej Polski. - Ciechowski z dworca uczynił ojczyznę. Stąd jego „Nie pytaj mnie”. Podobnie dla Kazika Staszewskiego dworzec w Kutnie, wraz z całym swoim otoczeniem i „bogactwem”, jest obrazem ówczesnego kraju - mówił.

    Dr Robert Spałek z IPN   Dr Robert Spałek z IPN ks. Rafał Pastwa /Foto Gość Podkreślił, że muzycy rockowi widzieli doskonale beznadziejność sytuacji, czas bicia piany przez władzę, problem uzależnienia alkoholowego całych mas młodzieży i robotników, beznadzieję losu urzędników pijących herbatę ze szklanki. Zdaniem R. Spałka, z jednej strony z utworów rockowych przebija obraz zmanipulowanego konsumenta, amatora czeskich filmów, a z drugiej - obraz społeczeństwa, które nie do końca chciało wolności, bo - znów według słów Staszewskiego - miało komu oddawać cześć i dostało Mundial ’86, a także mogło zbudować nowy most imienia przewodniczącego.

    Prof. Dorota Skotarczak z UAM analizowała „Kapitana Żbika” jako źródło wpływu na życie społeczne. Według badaczki, rysunki autorów popularnej serii polskiego komiksu były idealnym sposobem na wprowadzenie trendów w modzie i zachowaniu. - Utrwalano w ten sposób pewne postawy i zachowania. Polska doby Gierka nie prowadziła wojny z Zachodem, ale była przedstawiana jako mocarstwo na poziomie innych państw. To oficerowie z Zachodu przyjeżdżali do polski poznać Żbika - tłumaczyła. Tylko raz w komiksie na przestrzeni lat pojawiło się odniesienie do religii, i to jako zanikającego kultu.

    Komiks był przemyślaną formą oddziaływania. Kapitan Żbik w czasach Gierka w zachodniej Polsce pił pepsi, we wschodniej zaś, zgodnie z rzeczywistością - coca-colę. To kapitan MO Jan Żbik kreował modę na baczki, spodnie z wąskimi lub szerokimi nogawkami, a koleżanki z pracy kapitana decydowały o modnych kolorach w garderobach pań.

    Natomiast dr Karolina Bittner w panelu prowadzonym przez dr. Tomasza Osińskiego skupiła się na analizie życia codziennego zobrazowanego w piosenkach tzw. środka. Jej zdaniem, najlepszej analizy codzienności PRL można dokonać na podstawie piosenek Agnieszki Osieckiej.

    W panelu popołudniowym, prowadzonym przez dr. hab. Marcina Kruszyńskiego, goście z zagranicy mówili o codzienności tamtego okresu w wybranych krajach bloku komunistycznego.

    Konferencja potrwa do 14 października. Odbywa się w Hotelu „Mercure” w Lublinie przy al. Racławickiej 12. Wstęp jest wolny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół