Nowy numer 20/2018 Archiwum

Między suknią ślubną a orkiestrą

O rozmawianiu ze sobą na ważne tematy przed ślubem, ustaleniu wspólnych priorytetów i przygotowaniu do małżeństwa mówi ks. Bogusław Suszyło rektor kościoła św. Piotra w Lublinie, gdzie powstał trzeci w diecezji ośrodek weekendowych kursów przedmałżeńskich.

Agnieszka Gieroba: Czy w ciągu weekendu można przygotować się do małżeństwa?

Ks. Bogusław Suszyło: W ciągu dwóch (śmiech). W naszym kościele św. Piotra przy ul. Królewskiej w Lublinie narzeczonym proponujemy kurs przedmałżeński, który odbywa się podczas dwóch weekendów. A tak poważnie, to oczywiście weekendowe przygotowanie, jest tylko zwieńczeniem tego, do czego przyszli małżonkowie przygotowywali się przez całe życie.

Jak to przez całe życie?

Na to, jak będzie wyglądało małżeństwo, wpływ ma wiele czynników. Zaczyna się od doświadczeń wyniesionych z domu rodzinnego. Od dziecka obserwujemy rodziców i ich relacje i pewne zachowania potem powtarzamy w dorosłym życiu. Oczywiście nie znaczy to, że nasze małżeństwo będzie takie, jak małżeństwo naszych rodziców. Kiedy dorastamy potrafimy krytycznie spojrzeć na różne sprawy, które być może nie układały się najlepiej między naszymi bliskimi, i nie powtarzać ich błędów, ale wpływ na nas ma także środowisko w jakim się wychowujemy, szkoła, lektury, które czytamy, filmy. To, wszystko, co nas kształtuje przez całe życie, wnosimy do naszego małżeństwa. Można powiedzieć, że jest to przygotowanie dalsze. Kursy przedmałżeńskie są przygotowaniem bliższym.

Na czym polega to przygotowanie?

To czas uporządkowania pewnych rzeczy, zatrzymania się w pędzie szukania najpiękniejszej sukni, orkiestry i fotografa i uświadomienie sobie, że małżeństwo to bardzo cenny sakrament, o czym niektórzy zapominają lub po prostu nie wiedzą. Salę na wesele zamawia się czasem dwa lata wcześniej, rok wcześniej orkiestrę czy kamerzystę, a kurs przedmałżeński traktowany bywa jako kolejna sprawa na liście przygotowań, którą trzeba załatwić, i to sprawa mało istotna, zostawiona na koniec. Tymczasem to może być bardzo cenny czas. Dziś wielu młodych ludzi pomieszkuje ze sobą przed ślubem i wydaje się im, że dobrze się znają. Może się znają, wiedzą, kto jakie ma zwyczaje, czy na śniadanie woli kawę, czy herbatę, ale nie wiedzą, jak wyobraża sobie wspólną przyszłość, ile chce mieć dzieci, jak chciałby je wychowywać, co myśli o relacjach z teściami, czy bierze pod uwagę, że może trzeba się będzie nimi zaopiekować, jakie ma w życiu priorytety i wiele innych spraw. Dlatego proponujemy narzeczczonym nie tylko konferencje, ale przede wszystkim warsztaty, podczas których muszą odpowiedzieć na konkretne pytania i przepracować pewne rzeczy. Jest rozmowa z doradcami życia rodzinnego, z kapłanem, ale przede wszystkim ze sobą. A to okazuje się bezcenne.

A co, jeśli podczas takiej rozmowy okaże się, że oczekiwania narzeczonych są różne?

Zdarza się, że ludzie się ze sobą rozstają. To nic złego. Lepiej uświadomić sobie przed ślubem, że mijamy się w istotnych kwestiach, niż dajmy na to miesiąc czy rok po ślubie zrozumieć, że nie możemy się dogadać.

Ale czy weekend, albo dwa to nie za mało czasu?

Każdy może wybrać sobie taki kurs przedmałżeński, jaki mu odpowiada. Można chodzić na KUL, gdzie spotkania trwają wiele tygodni, czy do dominikanów, gdzie jest podobnie. Można przygotować się w swojej parafii, co jest regułą, ale dzisiejszy świat ma takie tempo, że zdarza się, że młodzi nie są w stanie znaleźć odpowiednich terminów w przygotowaniach np. w swojej parafii, stąd alternatywa weekendowych kursów, których w Lublinie mamy kilka. Nasz kościół jest trzecim ośrodkiem, który takie przygotowanie proponuje. Nie jest to bynajmniej przygotowanie gorsze czy słabsze. Spędzamy ze sobą dwa weekendy po mniej więcej 5 godzin dziennie. To tyle samo, co kurs trwający kilka tygodni, tylko że tam narzeczeni przychodzą raz w tygodniu na godzinę. U nas przychodzą w dwa weekendy na wiele godzin. Myślę, że to też pomaga budować miedzy nimi pewną wspólnotę. Jeśli spędzi się w swoim towarzystwie kilka godzin dziennie, łatwiej się poznać i otworzyć na doświadczenia innych par.

Z jakim nastawieniem młodzi przychodzą na kursy przedmałżeńskie?

Z tym jest różnie. Jedni chcą mieć to szybko z głowy, inni podchodzą do tego z powagą i chcą ten czas rzeczywiście dobrze wykorzystać. Dla Kościoła to wyzwanie – by pokazać młodym, czym jest sakrament, jaką ma wartość i moc. Zdarzyło mi się, że była to dla narzeczonych okazja do odnalezienia się w kościele, który wcześniej traktowali bardzo powierzchownie. Przygotowując się do małżeństwa, zbliżyli się nie tylko do siebie, ale i do Boga. Postanowili razem szukać sposobów umacniania wiary. Niedawno jedna para, zaraz po ślubie, postanowiła pojechać na rekolekcje dla małżeństw, bo właśnie podczas kursu przedmałżeńskiego odkryli, że Pan Bóg i wiara bardzo pomaga im zbliżać się do siebie i pokonywać trudności.

Jak można zapisać się na weekendowy kurs przedmałżeński?

Na stronie naszego kościoła www.swpiotr.lublin.pl można znaleźć wszystkie informacje, trzeba pamiętać jednak, że żeby uczestniczyć w kursie, trzeba mieć zgodę proboszcza swojej parafii.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma