Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Łączy ich święty

Choć parafia liczy niewiele ponad tysiąc osób, przeszło jedna dziesiąta wiernych to członkowie Żywego Różańca. – Tu ludzie naprawdę chcą się modlić – podkreśla proboszcz ks. Edward Kuś.

Wzdłuż wąskiej ulicy stoją domy, często nowe tuż za starymi. Na styku dwóch wsi: Puszna Godowskiego i Puszna Skokowskiego, należących do jednej parafii, znajduje się niewielki budynek z dużą tablicą. To szkoła z prawie stuletnią tradycją, która od 2003 r. szczyci się patronem św. Maksymilianem Kolbego. Prawie na końcu Puszna Skokowskiego stoi duży, wybudowany z czerwonej cegły kościół. – Tak, jest rzeczywiście dosyć spory, biorąc pod uwagę liczbę wiernych – mówi ks. Edward, który funkcję proboszcza w Pusznie sprawuje od 9 lat.

– Jest on jednak połączony z plebanią, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Kilka kilometrów dalej, w Świdnie, jest też kaplica. Parafia w Pusznie powstała 27 lat temu. W 1985 r. utworzony został najpierw na terenie parafii w Chodlu samodzielny ośrodek duszpasterski Puszno-Świdno i wzniesiono dwie kaplice w Pusznie i Świdnie. 1 lipca 1989 r. bp Bolesław Pylak erygował parafię pw. św. Maksymiliana Kolbego.

Pracowici i pobożni

Bez wątpienia ewenementem niewielkiej parafii jest liczba osób, które należą do tzw. kółek różańcowych. – To co prawda w większości panie, ale cieszy mnie fakt, że chcą się modlić. Ludzie w jego parafii są nie tylko pobożni, ale i dobrzy, podkreśla proboszcz. – Bardzo troszczą się o potrzeby kościoła i te duchowe, i materialne, choć sami finansowo teraz różnie stoją – opowiada. Mieszkańcy zarówno jednego, jak i drugiego Puszna i okolicznych miejscowości żyją głównie z rolnictwa. – Dopóki ceny na owoce były przyzwoite, to funkcjonowali w miarę dobrze, teraz niestety muszą żyć dosyć skromnie. Tu zazwyczaj nikt nie wyjeżdża do pracy za granicę, bo jeśli chce się mieć porządne zbiory, to pracować w polu często trzeba cały rok – zauważa proboszcz. – Dzieje się nawet odwrotnie. To do nas przyjeżdżają ludzie z zagranicy, konkretnie z Ukrainy, żeby pracować. Często zostają na stałe. Mamy kilka małżeństw polsko-ukraińskich, które bardzo dobrze funkcjonują w naszej parafii – podkreśla ks. Edward.

Mała, ale z ambicjami

Bolączką zarówno wsi, jak i lokalnego Kościoła jest brak młodzieży. – W parafii nie ma szkół ponadgimanzjalnych. Młodzi, których i tak jest niewielu, muszą dojeżdżać do szkoły do Opola bądź Chodla, a w większości przypadków wybierają Lublin i mieszkanie w internacie. Nawet jeśli wracają do domu na weekend, to i tak ich nie widać – stwierdza ks. Edward. – Dzieci w parafii też nie ma za wiele. W zeszłym roku co prawda do Pierwszej Komunii św. przystąpiło ich aż 13, więc to naprawdę dużo, ale zazwyczaj to zaledwie kilka osób – podsumowuje. W oddalonej o kilkaset metrów od kościoła szkole razem z przedszkolakami uczy się 80 dzieci. – Chodziły plotki, że mają naszą szkołę zlikwidować – mówi dyrektor placówki Elżbieta Dzięsław – ale mamy nadzieję, że to tylko plotki. Właśnie rozpoczęliśmy remont dwóch kolejnych pomieszczeń, bo przecież będzie potrzeba więcej sal po reformie edukacyjnej – dodaje. Choć szkoła jest mała, to jednak bardzo prężnie działa. – Nasze dzieci biorą udział w różnego rodzaju konkursach i osiągają naprawdę dobre wyniki – chwali się pani dyrektor. – Nie mają co prawda tak dobrych warunków do nauki jak dzieci ze szkół w mieście, bo w zimie zajęcia wychowania fizycznego musimy z braku sali gimnastycznej prowadzić na korytarzu, ale nasi uczniowie naprawdę dobrze sobie radzą. Szkoła, jak zaznacza E. Dzięsław, podejmuje bardzo wiele działań wspólnie z parafią, a dzieje się tak dzięki temu samemu patronowi. – Staramy się ściśle współpracować i fajnie nam to wychodzi – podkreśla. – W różnego rodzaju wydarzenia, które wspólnie organizujemy, angażują się też mieszkańcy całej wsi – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy