• facebook
  • rss
  • Tradycja wymieszana z nowoczesnością

    dodane 05.01.2017 00:00

    Dr hab. Katarzyna Smyk z Zakładu Kultury Polskiej w Instytucie Kulturoznawstwa UMCS o tradycji i nowych technologiach oraz upadku autorytetów i najważniejszych wartościach.

    Ks. Rafał Pastwa: Święta, święta i po świętach…?

    Dr hab. Katarzyna Smyk: Cały kompleks wyjątkowych dni, począwszy od wigilii Narodzenia Pańskiego aż po Trzech Króli, ma w myśleniu tradycyjnym charakter noworoczny. Ciekawym zjawiskiem jest fenomen święta Trzech Króli w przestrzeni miejskiej. W wielu szopkach mędrcy czy królowie pojawiają się dopiero w uroczystość Objawienia Pańskiego, nie wcześniej. Jest to widoczne również w pewnym nurcie w malarstwie, gdzie Matka Boża odchyla pieluszkę i pokazuje ciało Jezusa, co oznacza, że ujawnia światu Boga. To symbol pokazujący, że również my z tej delikatności i intymności rodzinnej wychodzimy coraz dalej w świat.

    Orszaki Trzech Króli są w polskich miastach obecne od niedawna. A jednak wiele osób sobie nie wyobraża świętowania bez takiej oprawy.

    Moi liczni znajomi obowiązkowo biorą udział w lubelskim orszaku. Rzecz jest młoda, ale podległa bardzo szybko folkloryzacji, innymi słowy utrwaliło się w przekonaniu znacznej grupy mieszkańców Lublina, że to jest nasze. To pokazuje, że jest w nas Polakach, szerzej w Słowianach, a może jeszcze szerzej – w Europejczykach – potrzeba ujawnienia świętowania na zewnątrz. Z jednej strony folkloryści krytykują komercyjność orszaków, a z drugiej jest to wydarzenie w jakiś sposób „magiczne”, skoro tyle osób każdego roku chce w nim uczestniczyć.

    Polska tradycja związana z uroczystością Trzech Króli była związana z kolędowaniem. Wydawać by się mogło, że ta tradycja zanika, a tymczasem coraz częściej można spotkać chociażby kolędników misyjnych.

    W ubiegłym roku jechałam z moją mamą o zmroku przez wioski wokół Lubartowa, żeby oglądać kolorowe iluminacje i dekoracje domów. A tam całe grupy kolędników. Poza dużymi miastami kolędnicy są nadal aktywni. A nawet w mieście można spotkać chłopców z szopką, którzy śpiewają kolędy i składają życzenia, chodząc od mieszkania do mieszkania, klatka po klatce w bloku. Na LSM-ie spotkałam również kolędujące dziewczynki.

    Tradycja miesza się z nowoczesnością. Trudno zachować jedno bez utraty drugiego…

    Dzisiaj mamy do czynienia z nowymi technologiami, cyfryzacją i digitalizacją, które „szerokim pasmem” weszły w nasze życie. Ten proces dosięga wszystkich bez wyjątku, niezależnie od wieku czy miejsca zamieszkania. Jest to dobre – bo mamy ze sobą łączność i kontakt, stajemy się globalną wioską. Ten, kto mieszka samotnie, jest osobą starszą lub niepełnosprawną, ma taki sam dostęp do zjawisk, informacji i komunikacji jak inni. Ale wysoki poziom technologiczny zachwiał naszymi bezpośrednimi relacjami i kontaktami. Świat wirtualny i realny to dwa zupełnie inne wymiary, nieprzystające do siebie.

    W jaki sposób w takich okolicznościach kultywować tradycje, także te rodzinne, które kształtują człowieka od początku?

    Badacze folkloru, czyli tego, co wspólnotowe, co łączy grupę i buduje jej tożsamość, podkreślają, że można mówić o folklorze każdej rodziny. Chodzi o pewien rytuał świętowania, o praktyki kulturowe podczas określonych spotkań czy rocznic. Ten folklor stabilizuje i utwierdza nas w poczuciu bezpieczeństwa i daje pewność, kim jesteśmy, skąd pochodzimy, jaka społeczność jest naszym zapleczem, jakie są nasze korzenie. Oznacza to, że należy poznać swoją tradycję oraz wartości i dopiero wtedy je szerzyć. Jako badacz folkloru dostrzegam, iż kultywowanie tradycji jest nam potrzebne. Czuję się aksjologiem, badam system wartości, który mnie najbardziej interesuje. Potrafię z tekstów folkloru i tekstów współczesnej kultury wyczytać wartości istotne dla danej osoby czy grupy osób.

    A do najważniejszych w naszym kręgu kulturowym należą?

    Już analiza chociażby pieśni ludowych pokazuje wyraźnie, że wśród najważniejszych wartości są: rodzina, życie drugiego człowieka, Bóg, dom jako przestrzeń najświętsza i najbezpieczniejsza oraz harmonijność relacji międzyludzkich.

    Z tą harmonijnością jest chyba niezbyt dobrze w przestrzeni publicznej?

    Zgadza się. Upadły na przestrzeni ostatnich lat autorytety, w tym autorytet nauczyciela, rodzica, prawnika, dziennikarza, pisarza itd. Niewiele osób czyta książki, a literatura stanowi przecież materiał tożsamotwórczy. Aby odwrócić ten trend, potrzeba zrozumienia zachodzących procesów wokół nas i chęci zasypywania powstałej na skutek antagonizmów przepaści między nami. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół