• facebook
  • rss
  • Zdrajcy, bohaterzy, wszyscy inni

    Lech Giemza*

    dodane 09.02.2017 16:18

    Kiedy ostatnio Pan Prezydent RP stwierdził, że teraz wreszcie na lekcjach historii dowiemy się, kto był bohaterem, a kto był zdrajcą, przypomniała mi się sytuacja sprzed dwudziestu lat z mojej szkoły.

    Na lekcji WOS-u nauczyciel zahaczał o historię PRL-u. Wspomniał o odważnej postawie Gomułki w czasie „polskiego października”, gdy groziła nam radziecka interwencja. Jedna z uczennic zapytała: „To ten Gomułka był w końcu raczej taki czarny czy biały?”, na co część klasy wybuchła śmiechem.

    Byłoby łatwiej, gdyby bohaterowie historyczni byli czarni lub biali. I czasem, niestety, tacy się stają – w naszej zbiorowej wyobraźni, zastygając w gotowe mity, oderwane od rzeczywistości. Boy wspomina w „Brązownikach” księdza Kalinkę, który odstąpił od pierwotnego zamiaru napisania monografii Kościuszki, gdy zapoznał się z materiałami: „Nie (powiedział), nie mogę odbierać narodowi jego ideału”. W wydanych niedawno dziennikach Jan Józef Szczepański przywołuje postać Hubala sportretowaną w filmie przez Bohdana Porębę; Szczepański był autorem scenariusza. Otóż dla pisarza Hubal był postacią tragiczną, postawioną wobec olbrzymiego ciśnienia historii, pełną wewnętrznych sprzeczności – film, w jego odczuciu, okazał się nieznośną laurką, gotową hagiografią, a tytułowy bohater prezentuje się jak „rycerz bez skazy”, zgodnie zresztą z zapotrzebowaniem społecznym; Szczepański wycofał ostatecznie swoje nazwisko z czołówki.

    Nasze spojrzenie na najnowszą historię bardzo często też bywa obarczone taką „bezkompromisową” prostolinijnością: bohaterzy vs. zdrajcy. Zapominamy o proroczych słowach Różewicza: „widziałem: człowieka który był jeden / występny i cnotliwy”. Postaci jednowymiarowe, chodzące ideały i skończeni łajdacy, są dwoma biegunami całej palety najróżniejszych ludzkich postaw, a zło i dobro walczy o lepsze w naszym sercu. Do heroizmu dorasta się całe życie, by niekiedy zdać lub oblać decydujący test w jednej chwili – przekonał się o tym choćby Conradowski „Lord Jim”. Nie nadużywajmy więc słów uwielbienia i potępienia, bo nie znamy dnia ani godziny...

    * Dr hab. Lech Giemza jest pracownikiem Katedry Literatury Współczesnej na Wydziale Nauk Humanistycznych KUL

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół