• facebook
  • rss
  • Rok oddany Panu Bogu

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 14/2017

    dodane 06.04.2017 00:00

    Zostawiają wszystko niemal na 12 miesięcy i jadą do Florencji, by razem mieszkać, modlić się, poznawać Boga i głosić to, czego sami doświadczyli. Jednym z misyjnych punktów na ich mapie był Lublin.

    Czworo młodych ludzi i kapucyn – może wiekiem już nie najmłodszy, ale duchem na pewno. Aleksandra ma 27 lat, Filip – 19, Antonella – 23, Isana – 28, a o. Luigi – 59. Od kilku miesięcy mieszkają razem w Szkole Nowej Ewangelizacji we Florencji.

    – Pochodzimy z różnych krajów, mamy różne doświadczenia wiary i życiowe historie. Łączy nas to, że każdy w pewnym momencie postanowił się na chwilę zatrzymać i oddać 9 miesięcy swego życia Panu Bogu. To czas rozeznawania, co chcemy dalej robić, odczytywania Bożego planu i dawania świadectwa – mówi Filip. Florencka szkoła ewangelizacji jest gałęzią szkoły francuskiej, która działa w taki sam sposób. Zaprasza młodych ludzi między 18. a 30. rokiem życia do tego, by nie tylko przyjrzeli się swoim relacjom z Panem Bogiem, ale popatrzyli też na siebie samego. – To dużo czasu na modlitwę i zbudowanie wspólnoty, jeśli mieszka się razem tyle miesięcy, ale także czas na poznawanie teologii i przyglądanie się człowiekowi, jego ciału, reakcjom, emocjom. Na koniec jedziemy na dwa tygodnie na misje, gdzie dajemy świadectwo tego, czego doświadczyliśmy – mówi o. Lugi, opiekun szkoły we Florencji. W tym roku krajem misyjnym była Polska, a dokładnie – Lublin i Puławy, gdzie podczas spotkań w szkołach i parafiach goście z Włoch spotykali się z Polakami i opowiadali o sobie.

    Zaakceptować siebie

    – Urodziłem się w rodzinie wierzącej. Mój tato nazywał się Alfredo, a mama Immaculata. Byliśmy raczej biedni, więc żyliśmy skromnie. Byłem zawsze dzieckiem grzecznym i dobrym – opowiada o sobie o. Luigi. Kiedy miał 8 lat, pierwszy raz przyszło mu do głowy, że chciałby być księdzem. Został ministrantem, dużo się modlił, w końcu poprosił rodziców, by wysłali go do kapucyńskiej szkoły, gdzie mógłby się uczyć i przygotowywać do bycia zakonnikiem. – Rodzice nie chcieli o tym słyszeć, lecz ja byłem tak zdeterminowany i tak wszystkim opowiadałem o swoim pragnieniu, że rodzina, a nawet sąsiedzi postanowili zbierać pieniądze na to, bym mógł pojechać do szkoły do kapucynów. Miałem 11 lat. Wszystko było dobrze do czasu, gdy skończyłem 16 lat. Wtedy zaczęły się kłopoty. Przestałem być miły, miałem różne wątpliwości, nachodziły mnie dręczące myśli. Poczułem, że mam w sobie pustkę. Mój ojciec zawsze był poukładany, miał pewność swoich racji, dla niego świat był albo biały, albo czarny. Ja tak nie potrafiłem i myślałem, że jestem zły. Dopiero po jakimś czasie, dzięki pomocy przyjaciół i przełożonych, zrozumiałem, że Pan Bóg kocha mnie takiego, jakim jestem. Nie muszę być kopią mojego taty, bo jestem innym człowiekiem. Gdy zaakceptowałem siebie, przyszły pokój i radość. Dziś wiem, że nie jestem doskonały, że muszę walczyć z wieloma przywarami i słabościami, ale mam pewność, że niezależnie od tego, co zrobię i jaki skutek moje starania przyniosą, jestem przez Boga kochany – dawał świadectwo o. Luigi.

    Chciałam być kochana

    Antonella właśnie skończyła informatykę. Ma 23 lata i czas na rozeznanie tego, co chce robić w życiu. – Jestem jedynym dzieckiem moich rodziców, ale chyba posiadanie dzieci ich przerosło. Do 6. roku życia zajmowała się mną babcia. Rodzice pracowali od rana do nocy i były takie dni, że ich nie widziałam. Gdy wstawałam, już ich nie było, a gdy szłam spać, jeszcze nie wracali. W końcu postanowili oddać mnie do szkoły z internatem. Dla mnie – sześcioletniej dziewczynki – było to coś strasznego – opowiada. Czuła się porzucona. To przyczyniło się do tego, że była bardzo nieśmiała, miała niskie poczucie wartości i nie potrafiła nawiązywać relacji. Myślała, że jest z nią coś nie tak, skoro rodzice ją oddali. – Stałam się dziwaczką. Gdy miałam 21 lat, poszłam na rekolekcje. Wcześniej też chodziłam do kościoła, nawet się modliłam, ale to wszystko było bardzo powierzchowne. Tym razem jednak stało się coś nieoczekiwanego. W ciągu dwóch dni rekolekcji poczułam, że Pan Bóg mnie kocha. To było tak namacalne doświadczenie miłości i troski, że całkiem zmieniło moje życie – mówi Antonella. Zrozumiała, że jest wartościowa w Bożych oczach, że ma talenty, którymi powinna dzielić się z innymi, i że może mieć przyjaciół. – Została we mnie wlana odwaga do tego, by wychodzić do ludzi, rozmawiać z nimi, nawiązywać przyjaźnie. To, co do tej pory było nieosiągalnym marzeniem, stało się faktem. Rok temu Szkoła Nowej Ewangelizacji z Florencji głosiła rekolekcje dla studentów. To wtedy się o niej dowiedziałam i poczułam, że chcę oddać rok swego życia Bogu, by dobrze się zastanowić, co dalej mam robić i jak pokierować swoim losem. Wybaczyłam rodzicom i sobie też. Czuję teraz, że z Bożą pomocą wszystko jest możliwe – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół