• facebook
  • rss
  • Kiedy przychodzi wielka woda

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    Jeśli mieszka się nad Wisłą, nigdy spokojnie spać nie można – mówi Joanna Hanna Kowalska, wójt Gminy Wilków, którą w maju 2010 r. zalała woda.

    Często pada, więc i na pobliską rzekę częściej się spogląda. – Na razie zagrożenia nie ma, ale z wodą nigdy nic nie wiadomo. Nauczeni doświadczeniem z 2010 r. wiemy, że to, co wydawało się nam niemożliwe, jednak się stało. Wystarczyło kilka godzin, by cała nasza gmina znalazła się pod wodą. Obrazy z tamtych dni na zawsze pozostaną w mojej pamięci i myślę, że w pamięci wszystkich, którzy to przeżyli – mówi pani wójt.

    21 maja 2010 roku. Piątek. Godzina 16.30. Pęka wał w Zastowie. Wisła wdziera się na teren gminy, zalewając ją niemal w stu procentach. Rozlewisko rozciąga się na 15 kilometrów. Ludzie nie wierzą własnym oczom. W powódź nikt nie wierzył, choć od wielu dni strażacy, wojsko, wolontariusze pilnowali wałów i mówiono, że ich wysiłki mogą nie przynieść oczekiwanych rezultatów. – Oczywiście że każdy z nas przygotowywał się na podtopienia. Wilków zawsze był terenem zalewowym, więc przywykliśmy do tego, by w piwnicach nie trzymać nic cennego, a jak jest alarm przeciwpowodziowy, to z parteru trzeba wynieść na piętro rzeczy, które nie lubią wody. Mieliśmy w pamięci lata 1997 i 2000, kiedy też groziła nam powódź. Wówczas wójt nakazał nawet przymusową ewakuację wszystkich mieszkańców. Opuściliśmy domy, ale poza podtopieniami i wodą w piwnicach nic się nie stało. Tym razem więc nikt się jakoś bardzo nie przejął – wspominają mieszkańcy gminy.

    Przyszła woda

    Sytuacja na wałach była coraz bardziej dramatyczna. Przesiąki coraz większe. Przerwanie wału było niemal pewne. W końcu wał pękł. Woda rozlewała się po okolicy i cały czas się podnosiła, fala przybierała na sile. – To nie był łagodny strumyczek czy spokojnie rozlewające się jezioro. Im wody było więcej, tym była głośniejsza. W końcu był taki szum, jakby obok był wodospad. Woda zaczęła zalewać parter i wdzierać się na piętro. Były takie miejsca w gminie, gdzie jej poziom sięgał 3–4 metrów. Kto nie miał piętra, ratował się, wchodząc na dach. Stamtąd ludzi zabierały łodzie lub helikopter – wspominają mieszkańcy. W takich sytuacjach człowiek zapamiętuje różne rzeczy, czasami w pamięci zostają obrazy, które pamięta się całe życie. – Zanim przyszła duża woda, na elewacje domów zaczęły wdrapywać się różne zwierzęta. Z ziemi wyszły niezliczone ilości kretów, dżdżownic, robactwa. Wszystko po murze pięło się jak najwyżej. Kiedy ludzie zobaczyli, jak uciekają zwierzaki, niektórzy wpadli w panikę. W takich sytuacjach człowiek nigdy nie wie, jak się zachować – mówią ludzie z Wilkowa.

    Fala dobroci

    – To były chyba najbardziej dramatyczne wydarzenia w moim życiu. Staliśmy bezradni wobec żywiołu i do głowy wciąż wracało pytanie: „jak my teraz będziemy żyć?”. Ludzi ogarniał lęk, wszyscy popadliśmy w zbiorową depresję, nie wiedząc, za co się zabrać, gdy wody opadły. Gdyby nie pomoc tysięcy wolontariuszy i instytucji, zarówno rządowych, jak i prywatnych przedsiębiorców, nie udałoby się nam dźwignąć z tej sytuacji – podkreśla Joanna Hanna Kowalska. To, co zniszczyła woda, odbudowali ludzie piękniej i lepiej. Paradoksalnie, po 7 latach od tamtych wydarzeń można powiedzieć, że powódź się opłaciła. W całej gminie są nowe drogi, odremontowane budynki, wyposażono szkołę, niemal każde gospodarstwo ma nowy sprzęt rolniczy. Wilków stał się gminą nowocześniejszą i ładniejszą. – Powódź nauczyła nas wielu rzeczy, za które nigdy byśmy się może nie zabrali, gdyby nie zmusiła nas sytuacja. Nauczyliśmy się korzystać z funduszy unijnych. Dziś niemal każde podwórko wyłożone jest kostką brukową, a przed powodzią było tam klepisko. Na pola i do sadów prowadzą nowe asfaltowe drogi, które zastąpiły wyboiste drogi gruntowe. W gminie Wilków jest teraz nowy świat – podkreślają mieszkańcy. Jak długo przetrwa, nikt nie umie powiedzieć. Może będzie tak, jak pokazują daty wyryte na kościelnych murach. Od ostatniej tak wielkiej powodzi w 1833 r. do kolejnej o tak niszczącej skali w roku 2010 minęło ponad 170 lat. – Woda na pewno do Wilkowa przyjdzie. Może nie tak szybko, bo udało się odbudować, miejmy nadzieję solidne wały, ale ile lat wytrzymają, tego nikt nie wie – mówi pani wójt.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      Reklama

      przewiń w dół