• facebook
  • rss
  • Zapach domu

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    Wizyta w mieście ojców, dziadów i pradziadów.

    Na rozesłane przed kilkoma miesiącami zaproszenie do Lublina przyjechało ponad 200 osób z całego świata. „Zjazd Lublinerów” zorganizował Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”. To wydarzenie pełne atrakcji kulturalnych, wpisujące się w 700-lecie Lublina i 75. rocznicę początku likwidacji getta żydowskiego. – To spotkanie Żydów, rozsianych po świecie, którzy pamiętają jeszcze swoich przodków pochodzących z Lublina – mówi Witold Dąbrowski.

    Podróż sentymentalna

    Zjazd rozpoczął się 3 lipca w sali malarstwa Muzeum Lubelskiego w Lublinie. Bogaty program zaplanowano na kilka dni, a wydarzenie miało charakter otwarty i skierowane zostało również do obecnych mieszkańców miasta. W inauguracji wydarzenia uczestniczyli m.in. bp Mieczysław Cisło, Krzysztof Grabczuk i Krzysztof Komorski.

    Zjazd to okazja do odwiedzenia Lublina, dla niektórych po raz pierwszy, dla innych po raz kolejny. Jedna z jego uczestniczek, Rose Lipszyc, mieszkająca niegdyś przy ul. Misjonarskiej, poprosiła taksówkarza, aby ją zawiózł w miejsca, które po raz ostatni widziała w 1939 r. Oczywiście wielu z nich już nigdy nie odnalazła, ale udało się jej odkryć choć niektóre. Do Lublina przyjechała również Barbara Finkelstein z synem Maxem. – Mój ojciec pochodził z tej części Polski, a dokładnie z Uhań w pobliżu Chełma. To moja druga wizyta w Lublinie, tym razem z synem. Wcześniej, dwadzieścia lat temu, byłam tu z moimi rodzicami. Oboje są ocalonymi z Zagłady, o której dowiedziałam się od nich. Tata ocalał jako jedyny ze swojej rodziny, natomiast oprócz mamy przeżyło jeszcze jej dwóch braci. Uwielbiam Lublin, podoba mi się to miejsce i czuję się tu w jakiś sposób głęboko poruszona. Chciałabym wyrazić również wielką wdzięczność wobec organizatorów wydarzenia – podkreśla Barbara.

    Po raz trzeci

    – Już we wrześniu 1947 r. Żydowski Komitet Ziomków Lubelskich w Polsce, czyli organizacja zrzeszająca mieszkających jeszcze po wojnie Żydów, którzy byli w jakikolwiek sposób związani z Lublinem, zorganizował dwa podobne wydarzenia: jedno w Lublinie, drugie we Wrocławiu. Zatem to trzecie po wojnie takie wydarzenie. – Od tamtych spotkań minęło już siedemdziesiąt lat. Mało jest osób z pierwszego pokolenia, które pamięta wojnę – mówi dr hab. Adam Kopciowski z Zakładu Historii i Kultury Żydów UMCS. W latach 1948-49 ziomkostwo zrealizowało działania, których celem było upamiętnienie lubelskich Żydów zamordowanych podczas wojny. Jednak w 1950 r. doszło do jego rozwiązania. – Lublin to wyjątkowe miasto na mapie żydowskiej Polski. Nie przypominam sobie w tej chwili zbyt wielu podobnych wydarzeń winnych miejscach kraju, zorganizowanych na tak szeroką skalę i dla tak wielkiej liczby osób – dodaje badacz.

    Antyutopia na niepamięć

    Wzruszająco zabrzmiało wystąpienie Tomasza Pietrasiewicza, dyrektora Ośrodka „Brama grodzka – Teatr NN”. – Dwadzieścia pięć lat temu wszedłem na drogę, która doprowadziła mnie do dzisiejszego spotkania. We wrześniu 1992 r. grupa przyjaciół, która nazywała się „Teatr NN”, weszła do zrujnowanej Bramy Grodzkiej. Wtedy mieliśmy wielkie marzenie stworzenia tam teatru i bycia artystami. Nie wiedzieliśmy, że przed wojną Brama Grodzka nazywała się Bramą Żydowską, że w przedwojennym 120-tysięcznym mieście żyło ponad 40 tys. Żydów. Nie wiedzieliśmy, że te puste place wokół Bramy Grodzkiej to było dawne miasto żydowskie. Wtedy musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to możliwe, że ja, dorosły człowiek, nic nie wiem na temat tej historii miasta? Czym ma być instytucja kultury, którą chcieliśmy tworzyć, jak ona powinna się zachować wobec tej niepamięci? Wtedy marzenie o teatrze zamieniło się w marzenie stworzenia miejsca, które będzie opowiadać o historii lubelskich Żydów – mówił. Przez lata instytucja zamieniła się w kapsułę czasu, wielkie archiwum z tysiącami nagrań i fotografii. – Opowiadaliśmy o życiu, odsuwając od siebie opowieść o Zagładzie. Ale ten cień nam towarzyszył. Przełomowym momentem było spotkanie z historią Henia Żytomirskiego. Dostaliśmy od jego krewnej album opowiadający o życiu chłopca. Ta historia tak mnie dotknęła, że rozpoczęła się gotowość opowiadania o Zagładzie – tłumaczył. Wyznał, że dopiero po jakimś czasie zrozumiał, iż Niemcom chodziło o coś więcej niż tylko o fizyczną anihilację. – Chodziło o zabranie Żydom ich nazwisk, historii, losów. To był rodzaj utopii, wyrastający z samego jądra zła. Wiedziałem, że jeśli chcemy się temu przeciwstawić – musimy stworzyć rodzaj antyutopii – podsumował.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół