• facebook
  • rss
  • Podniebni mieszkańcy Lublina

    dodane 10.08.2017 00:00

    Doktor Grzegorz Grzywaczewski z Katedry Zoologii, Ekologii Zwierząt i Łowiectwa Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie opowiada o ptakach żyjących w naszym mieście, ich ulubionych miejscach i zwyczajach.

    Agnieszka Gieroba: Wiadomo, ile ptaków żyje w Lublinie?

    Grzegorz Grzywaczewski: Mieszka u nas ponad 170 gatunków, w tym ponad 110 lęgowych. W Polsce wszystkich gatunków jest 452, z czego ponad 230 to gatunki lęgowe. Oznacza to, że prawie połowa ptaków lęgowych rozmnaża się w Lublinie.

    Dlaczego w Lublinie żyje tak dużo ptaków?

    Miasto to stół syto zastawiony jedzeniem. Ludzie produkują wiele odpadków, które wyrzucają, a na nie nie brakuje amatorów, którzy chętnie je zjedzą Z kolei na amatorów resztek czyhają kolejni amatorzy, którzy z przyjemnością posilą się, polując właśnie na nich. W mieście jest też wiele odpowiednich miejsc do schowania się i rozmnażania.

    Nam wydaje się, że dom to odpowiednie miejsce do życia dla ludzi. Dotyczy to jednak określonych pomieszczeń. Ale wystarczy popatrzeć na budynek, by zobaczyć pęknięcia, szczeliny, otwory wentylacyjne, czasami parapety, gzymsy, balkony, na których ptak może przycupnąć, odpocząć, przenocować. Może tam też założyć gniazdo. Warto również wiedzieć, że gatunki ptaków, które pojawiają się w budynkach, to gatunki pierwotnie skalne. Dla nich budynki to sztuczne skały, na których od zawsze zakładały gniazda i żyły.

    Jakie ptaki można o tej porze roku obserwować w Lublinie?

    Do połowy sierpnia jerzyki. Są podobne do jaskółek, ale mają ciemnobrązowe upierzenie. Żyją wszędzie, gdzie są szczeliny, gdzie można wejść na stropodach. W Lublinie na obserwację tych ptaków najlepszy jest plac Zamkowy. Tam można usiąść na schodach i rozejrzeć się. Wszystkie ptaki, które są głośne i latają wokół kamienic, to właśnie jerzyki. Możemy spotkać także pustułki, czyli sokoły. To przykład ptaka, który wycofuje się z krajobrazu rolniczego, a pojawia się w miastach. By spotkać pustułkę, wystarczy wybrać się na spacer po miasteczku akademickim. Na budynku rektoratu UMCS od wielu lat gnieździ się para tych ptaków. W Lublinie popularnym ptakiem jest także kopciuszek, i choć nosi nazwę postaci z bajki, jest jak najbardziej prawdziwy. To mały ptaszek, który do życia też wykorzystuje budynki.

    Ptaki w mieście mają nie tylko zwolenników, ale i przeciwników…

    Wiele osób uskarża się na ich produkty przemiany materii, czyli odchody. Oczywiście mnie także nie podoba się, jeśli takim produktem zostanę potraktowany, ale do ptaków trzeba podejść sprawiedliwie. Z jednej strony oczywiście zanieczyszczają teren i mogą roznosić choroby, ale z drugiej mają znaczenie sanitarne i gospodarcze. Wystarczy popatrzeć na sowę pójdźkę, która jest drapieżnikiem. Poluje na gryzonie, ptaki i owady. Codziennie, by się wyżywić, musi upolować, na przykład jedną lub dwie myszy. Gdy policzymy, że ten ptak, który nie odlatuje od nas, przez cały rok każdego dnia upoluje gryzonia dla siebie – a także i dla piskąt, które trzeba nakarmić – liczba upolowanych szkodników jest imponująca.

    Wśród ptaków wywołujących kontrowersje są także gołębie, kawki i gawrony…

    Nie namawiam, by pokochać gołębia. To nie tak, że gołąb przylatuje specjalnie na nasz balkon, który my pieczołowicie czyścimy, i nam go brudzi. To ptak naskalny, który nasze domy traktuje jak skały do zamieszkania. Postęp cywilizacji objął także zwierzęta, które powędrowały za człowiekiem, przekonane, że to dla nich najlepsze warunki życia. Lublin jest także znakomitym miejscem dla gawronów. Przed kilkoma laty zasiedlały one szczególnie Ogród Saski, ale spacerujący po alejkach nie darzyli ich sympatią ze względu na niebezpieczeństwo zabrudzenia odchodami. Miasto zainwestowało w sokolnika, który miał je odstraszyć z ogrodu, co rzeczywiście się udało. Nie oznacza to, że gawrony zniknęły z Lublina. One przeprowadziły się do innych dzielnic miasta, gdzie swój „proceder” dalej uprawiają. Z tej samej rodziny pochodzą mieszkające w Lublinie kawki. To czarny ptak z popielatą głową, mylony z wroną. To, co czarne i kracze w naszym mieście, nie jest wroną. Wrony to rzadki gatunek, nielicznie występujący nad Zalewem Zemborzyckim.

    Karmić czy nie?

    Ptaki można dokarmiać, ale mądrze. Od wiosny do pierwszych przymrozków wszystkie radzą sobie doskonale. Kiedy zaczyna się zima, możemy, ale nie musimy dokarmiać, bo ptaki od wieków dawały sobie radę, więc dadzą i teraz. Nie może być takiej sytuacji, że zaczęliśmy sypać ptakom jedzenie, a potem wyjeżdżamy na święta czy ferie i żywność się nie pojawia. Ptaki przyzwyczaiły się, że tu jest pokarm i nie szukają go gdzie indziej. Przylatują i czekają. W zimie dzień jest krótki, jeśli ptak straci godzinę, może nie zdążyć znaleźć pożywienia. Wówczas głód je zabije. To nie mróz jest groźny, ale pusty brzuch.

    agnieszka.gieroba@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół