• facebook
  • rss
  • Cuda we Francji, czyli czy możesz zrobić nam pizzę w imię Jezusa...

    ag

    dodane 22.08.2017 09:20

    Wziął ze sobą Pismo Święte, szczoteczkę do zębów i majtki na zmianę. Tak poszedł na ulice, by mówić o Jezusie. Cuda, jakich stał się świadkiem, pokazują, że Bóg działa tu i teraz. Takie doświadczenie ma Bartek Jełowicki ze wspólnoty neokatechumenatu, który od kilku lat ze swą rodziną jest posłany, by żyć wśród Francuzów i dawać świadectwo.

    Raz na jakiś czas Bartek pisze mail do przyjaciół i braci we wspólnocie, którzy zostali w Polsce. Nie jest to nigdy zwykły list o tym, jak im się żyje we Francji, gdzie pojechali nie znając języka i nie mając po ludzku żadnego zabezpieczenia. Decydując się na pójście za Jezusem na drodze neokatechumenatu, zaufali Bogu, że ich poprowadzi. W tej gotowości zgłosili się całą rodziną do wyjazdu na misje. Wylosowali Francję, gdzie od kilku lat żyją wśród Francuzów swoim życiem i słowem dają świadectwo wiary.

    Ostatni list Bartka, jaki do nas dotarł, jest kolejną opowieścią o spotkaniu Pana Boga tu i teraz, czyli w wakacje 2017 roku. Poniżej jego treść.

    Ostatnio dane mi było uczestniczyć w pięknym doświadczeniu. W lipcu odbyło się spotkanie, na którym zostało rozesłanych na ewangelizację 120 chętnych z południa Francji. Takie samo rozesłanie było również w innych krajach, w tym i w Polsce. Byliśmy rozsyłani po dwóch bez pieniędzy, bez ubrania na zmianę, bez telefonów. Jako towarzysza, wylosowałem José-Miguel - seminarzystę z Marsylii. Również przez losowanie zostaliśmy wysłani do Annecy. Jest to śliczne miasteczko, nad pięknym jeziorem otoczonym górami. Dostaliśmy tylko bilet na pociąg w dwie strony. Ja jako człowiek małej wiary oprócz krzyża misyjnego, małej Biblii, brewiarza i różańca wziąłem majtki na zmianę i szczoteczkę do zębów. José-Miguel wziął tylko Pismo Św. i krzyż.
    Przed wyruszeniem na misje   Bartek i Hose Migel
    Przed wyruszeniem na misje
    Do Annecy dojechaliśmy po 16. Prosto z dworca udaliśmy się do kurii. Spotkanie z biskupem zaczęło się dość chłodno. Chodziło głownie o to, że nikt go nie uprzedził, że nie zapisaliśmy się wcześniej na wizytę, że nie mamy żadnego papierka. Na początku, ksiądz biskup usiadł z notesem, by notować nasze zeznania. Powiedziałem, że ja nic nie wiem, co i jak powinno się zrobić, bo jestem jedynie zwykłym ojcem rodziny. Gdy zacząłem opowiadać swoje doświadczenie, ksiądz biskup odłożył notes i zaczął uważnie słuchać. Na koniec powiedziałem, że ja naprawdę nie wiem jakie są procedury, ale wiem, że doświadczyłem w swoim życiu śmierci i że Bóg przywrócił mi życie. Dlatego teraz nie mogę siedzieć spokojnie, kiedy wokół mnie jest tylu ludzi którzy cierpią. Kto im powie, że jest Bóg, który zbawia? Potem José-Miguel powiedział swoje doświadczenie. Na koniec z odwagą powiedział, że my wiemy, że ksiądz biskup to wszystko wie, ale przychodzimy i jemu głosić Dobrą Nowinę, że Bóg go kocha, zna jego cierpienia i posyła nas byśmy mu o tym przypomnieli. Ksiądz biskup wysłuchał nas, potem wstał, pomodlił się z nami i nas pobłogosławił.
     
    Po wyjściu z kurii poszliśmy ewangelizować w centrum. Rozmawialiśmy z jednym Francuzem, który nic nie wiedział o chrześcijaństwie. Potem kiedy szliśmy przez park, jeden człowiek zawołał nas, prosząc żebyśmy z nim porozmawiali. Przyszedł tutaj się upić, bo nie widział sensu swojego życia. Mówiliśmy mu swoje świadectwo i zapewniliśmy go, że Bóg go kocha i posłał nas specjalnie do niego, aby mu o tym powiedzieć. On był bardzo wdzięczny i powiedział, że dzisiaj on nie ma nas czym przyjąć, ale zaprasza nas na obiad we środę. Poszliśmy szukać jakiegoś miejsc na nocleg. Zadzwoniliśmy do jednego klasztoru żeńskiego. José-Miguel miał koszulę z koloratką, więc było widać kim jest. Siostra nawet nie wysłuchała do końca. Poszliśmy więc dalej. Byliśmy bardzo głodni. Wdzięczny jestem Panu Bogu, że dał mi tak odważnego towarzysza. José-Miguel wszedł do jednej pizzerii i powiedział: "W imię Jezusa Chrystusa czy możesz nam dać coś do jedzenia?" Właściciel restauracji wytrzeszczył szeroko oczy ze zdziwienia, ale powiedział, że jak w imię Jezusa Chrystusa, to przygotuje nam pizzę. Dodał tylko, że nie daje nam jej za darmo, ale w zamian za modlitwę za jego ojca, który niedawno umarł. Po tym cudownym posiłku poszliśmy nad jezioro szukać miejsca do spania. Znaleźliśmy kawałek trawy pod drzewem i tam ułożyliśmy się do snu.  Myśleliśmy, że jak cały dzień było ciepło, to w nocy też będzie ciepło. Klimat alpejski jest jednak surowy. W nocy było tak zimno, że nie mogliśmy spać. Co godzinkę wstawaliśmy by się trochę rozruszać. O 4-tej nad ranem już nie mogliśmy wytrzymać z zimna. Poszliśmy na dworzec i tam doczekaliśmy do rana.
     
    Rano zaczęliśmy naszą misję zmęczeni i głodni. Szybko zauważyłem, że poziom mojej wiary jest ściśle zawiązany ze stopniem napełnienia mojego żołądka. Chodziliśmy po parku od ławeczki do ławeczki i rozmawialiśmy ze starszymi osobami. To było bardzo przygnębiające, bo wiele z tych staruszków mówiło, że ich to nie interesuje. Jak mówił Jan Paweł II (Jasna Góra 1987)  "Trudny dar wolności człowieka, który sprawia, że wciąż bytujemy pomiędzy dobrem a złem. Pomiędzy zbawieniem a odrzuceniem." Smutno jest patrzeć na ludzi, którzy stoją przed grobem i mówią, że ta miłość Boga ich nie interesuje. Ale Bóg zawsze szanuje wolność człowieka, bo nie można kochać bez wolności. Dlatego posyła takich właśnie apostołów jak my, aby każdy mógł ich odrzucić. Około 16 byliśmy już bardzo zmęczeni i głodni. José-Miguel powiedział, że musimy znaleźć dzisiaj jakiś nocleg i coś do jedzenia. Weszliśmy pomodlić się do jednego kościoła. Byłem tak głodny i zmęczony, że w moim wykonaniu modlitwa ta była jedynie czystym szemraniem w sercu. Kiedy tak sobie nabożnie szemrałem zobaczyłem koło ołtarza małe drzewko, a na tym drzewku małego ptaszka. Przypomniałem sobie psalm: "Nawet wróbel dom sobie znajduje i jaskółka gniazdo gdzie złoży swe pisklęta: przy Twoich ołtarzach, Panie Zastępów, mój Królu i mój Boże!" (Ps 84,4) Powiedziałem do José-Miguel, że musimy tutaj zapytać o nocleg. Przy kościele była mała kawiarnia "U proboszcza". Pani, która tam była powiedziała nam, że tutaj każdy może napić się czegoś za darmo. Bardzo się ucieszyliśmy. Kiedy usłyszała jeszcze, co robimy pobiegła szybko do sklepu po jakieś kanapki. Kiedy napełniliśmy nasze żołądki zaraz wróciła nasza wiara. Zaczęliśmy przepowiadać. Przysłuchiwała się nam jedna kobieta, która prowadziła wraz z mężem przyparafialny dom dla studentów. Poruszona naszym świadectwem powiedziała, że możemy się zatrzymać w tym domu. 
    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół