• facebook
  • rss
  • Zdolni do świętości

    dodane 21.09.2017 00:00

    Ks. prof. Andrzej Kiciński o życiu sakramentalnym niepełnosprawnych oraz o trudnościach i radościach związanych z przygotowaniem dzieci niepełnosprawnych do przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej.

    Justyna Jarosińska: Co roku we wrześniu duszpasterze i katecheci rozpoczynają przygotowania dzieci do Pierwszej Komunii św. Ksiądz Rektor od dłuższego czasu zajmuje się przygotowywaniem dzieci niepełnosprawnych do tego sakramentu.

    Ks. prof. Andrzej Kiciński: Od wielu lat staram się niepełnosprawnym towarzyszyć w inicjacji chrześcijańskiej. Nauczanie Kościoła mówi, że każda osoba, która cierpi fizycznie, umysłowo lub też ma inne braki, jest zdolna do świętości. Ja nie wykluczam nie tylko spowiedzi i Pierwszej Komunii św., ale po odpowiednim przygotowaniu także kolejnych sakramentów, które mogą przyjmować niepełnosprawni. Na KUL zajmujemy się katechetyką specjalną. 17 i 18 listopada odbędzie się poświęcone tej tematyce sympozjum katechetyczne, którego pokłosiem będzie wiele publikacji i dokumentów. To właśnie na KUL powstał cały projekt podstawy programowej jeśli chodzi o katechezę specjalną. Mamy wzorcowe Centrum Aktywizacji Osób z Niepełnosprawnością KUL CAN.

    Co jest najtrudniejsze w przygotowaniu niepełnosprawnych dzieci do sakramentów?

    Poprawna komunikacja. Dotyczy to zwłaszcza dzieci, które nie potrafią komunikować się werbalnie. Katecheta musi więc wdrożyć specjalny system porozumiewania się. Mogą to być piktogramy, symbole Blissa, różne inne kolorowe symbole (PCS), znaki graficzne – choćby te, których często używamy komunikując się przez smartfony. Musimy wiedzieć i być pewni, kiedy dziecko mówi „tak” albo „nie”, czy coś zna, czy nie zna. To wymaga dużej pracy i zaangażowania. Czasami w poprawnej komunikacji pomagają rodzice, choć zdarza się też, że jest odwrotnie. Często niestety patrzą na sakrament magicznie. Myślą, że on uzdrowi ich dziecko.

    Jak wyglądają spotkania przygotowujące niepełnosprawne dziecko na przyjęcie Pana Jezusa? Bo na pewno różnią się od tych, których doświadczają dzieci zdrowe.

    Zawsze spotykam się najpierw z rodzicami, by ich wysłuchać. Zależy mi na tym, by przede wszystkim zbudować wspólnotę, która rozpocznie pewien proces, wejdzie na drogę wtajemniczenia. Zapraszam całe rodziny, nie tylko rodziców i dziecko, ale także rodzeństwo, a nawet dalszą rodzinę. W nich znajduję świadków wiary. W adhortacji apostolskiej „Sacramentum Caritatis” papież Benedykt XVI napisał, że w trudnych przypadkach, gdy niepełnosprawni się nie komunikują, przyjmują Komunię św. w wierze rodziców lub wspólnoty wierzących. Nigdy nie obiecuję rodzicom, że będzie łatwo. Potem jest konkretna praca. Czasem zapraszam innych katechetów do współpracy. Razem ustalamy indywidualny program dla danego dziecka, który nazywam programem katechetyczno-terapeutycznym. Dalej przygotowujemy dziecko poprzez różne obrzędy i głoszenie Ewangelii dostosowanej do możliwości tego dziecka. Krok po kroku idziemy ku sakramentowi, który nie jest nigdy końcem drogi ale jej początkiem, inicjacją, nabraniem sił i przede wszystkim spotkaniem z Kimś, a nie pustym rytuałem.

    Na koniec to Ksiądz Rektor udziela Pierwszej Komunii Świętej?

    Często tak. Staram się być po prostu księdzem. Te osoby muszą mieć dostęp do człowieka, z którym były wcześniej. To, że pełnię jakąś funkcję, nie znaczy, że jestem zwolniony z tego, co robiłem wcześniej. Skoro Pan Bóg postawił mi tych ludzi na drodze, albo raczej mnie postawił na ich drodze, to z bycia z nimi nie zwalnia mnie żadna funkcja.

    Pracował Ksiądz z wieloma młodszymi i starszymi ludźmi niepełnosprawnymi. W czasie tych wszystkich lat pracy zapewne pojawiły się wyjątkowe osoby, szczególne historie…

    Wiele takich było. Każde dziecko, które przygotowuję do sakramentu, jest wyjątkowe. Kiedyś na przykład przygotowywałem osiemnastolatka, o którym teraz na KUL na kierunku pedagogika specjalna powstała praca magisterska. To był chłopak z autyzmem i wieloma innymi dysfunkcjami. Proboszcz jego parafii kilka lat wcześniej nie dopuścił go do Pierwszej Komunii św. Za zgodą arcybiskupa, na prośbę rodziców, rozpocząłem przygotowanie go do sakramentu. To był proces jak wiele innych. Widziałem, jak chłopak robi postępy, wiedziałem, że mnie zaakceptował. To ważne, bo miałem i takie przypadki, kiedy dziecko nie nawiązywało ze mną kontaktu i musiałem szukać kogoś innego. Przy pomocy mamy ustaliliśmy, w jaki sposób młody człowiek prostymi gestami przeprasza mamę. Prosiłem, by przepraszał nie tylko mamę, ale także Pana Jezusa, podchodząc do krzyża i całując stułę, która tam wisiała. On to wykonywał przez dłuższy czas. Kiedy udało się przygotować go do spowiedzi i pięknie się wyspowiadał, przyszedł czas na udzielenie mu sakramentu. Była obawa, że wypluje Ciało Pana Jezusa, choć długo wszystko ćwiczyliśmy. Przygotowaliśmy więc duże prześcieradło, a on nas wszystkich zaskoczył. Przyjął Komunię św. jak każdy inny wierzący. Nie wiedział jednak, jak powiedzieć „amen”, więc ucałował moją rękę w której trzymałem puszę z Najświętszym Sakramentem. Wszyscy byli naprawdę bardzo wzruszeni.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      Reklama

      przewiń w dół