• facebook
  • rss
  • Sposób, by dostać się razem do nieba

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 38/2017

    dodane 21.09.2017 00:00

    Niektórzy mają długi staż małżeński, inni dopiero zaczynają wspólną drogę. Nie jest ważne, ile ma się lat, zawsze można zacząć budować swoje małżeństwo według wskazówek ks. Franciszka Blachnickiego.

    Nie trzeba być w stanie kryzysu, by zacząć szukać dla swojego małżeństwa jakiejś recepty na to, by było szczęśliwe. Domowy Kościół Ruchu Światło–Życie daje sprawdzone wskazówki, co robić, by do kryzysu nie doszło, by zwyczajnie być bliżej siebie, rozumieć się lepiej, dobrze wychowywać dzieci. – Najważniejsze jednak, że pomaga dostać się do nieba zarówno żonie, jak i mężowi – mówią małżonkowie zaangażowani w formację Domowego Kościoła.

    Po wakacyjnej przerwie, podczas której wiele małżeństw uczestniczyło w różnych oazowych rekolekcjach, rozpoczął się kolejny rok pracy formacyjnej w małych grupach. Inaugurująca go uroczysta Msza św., której przewodniczył o. Andrzej Derdziuk, odbyła się w kościele ojców kapucynów na Poczekajce. Podczas spotkania dzielono się przeżyciami z rekolekcji. Rekolekcje to czas umocnienia i poznania innych małżeństw, które podobnie przeżywają wiarę, a wzajemne relacje budują na podstawie zasad Domowego Kościoła. To także możliwość spojrzenia na swoje małżeństwo i własne relacje z Panem Bogiem, a na zakończenie – czas świadectwa. Ania i Krzysztof zawsze uważali swoje małżeństwo za udane. – Najpierw – wiadomo – był zachwyt współmałżonkiem, potem na świat przyszły dzieci i nasze życie skoncentrowało się wokół nich. Kiedy jednak dzieci troszkę podrosły, odczuliśmy, że chcielibyśmy czegoś więcej, jakiejś wspólnoty podobnych nam ludzi, z którymi moglibyśmy się spotykać, a jednocześnie budować lepiej nasze małżeńskie relacje. Wtedy odkryliśmy Domowy Kościół. Mimo że wiele rzeczy, o których usłyszeliśmy, istniało już w naszym małżeństwie, teraz spojrzeliśmy na nie z innej strony – dają świadectwo małżonkowie. Inaczej było w przypadku Kasi i Wojtka, którzy stali na progu rozwodu. – Było źle. Nie mogliśmy się dogadać. Ja swoje, mąż swoje. Znajomy ksiądz, z którym rozmawialiśmy, poprosił nas, byśmy – zanim podejmiemy jakieś drastyczne decyzje – spróbowali przez rok uczestniczyć w formacji Domowego Kościoła. Początkowo nie chcieliśmy, ale było nam głupio odmówić, więc poszliśmy na spotkanie. Pomyślałam wtedy, że ja nie mam już pomysłu na moje małżeństwo, więc jeżeli ma go Pan Bóg, to niech coś zrobi. I zaczął robić. Najpierw dostaliśmy zadanie, by się razem pomodlić. Trudno było, ale potem wstąpiła w nas nadzieja. Kolejne kroki, które są sensem formacji małżonków w Domowym Kościele, zaczęły zbliżać nas do siebie. Dziś z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że Domowy Kościół nas uratował – dają świadectwo małżonkowie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      Reklama

      przewiń w dół