Nowy numer 21/2018 Archiwum

Demony naszej historii

Prof. Dariusz Libionka z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, historyk Zagłady, mówi o potrzebie edukacji faktograficznej, społecznej erupcji antysemityzmu w 1968 r. oraz o znaczeniu budowania przyszłości.

Ks. Rafał Pastwa: W związku z nowelizacją ustawy o IPN mamy do czynienia z wielkimi emocjami, swoistym kryzysem, a na dodatek wyszedł na jaw brak wiedzy historycznej w naszym społeczeństwie. Ludzie nie wiedzą komu wierzyć.

Prof. Dariusz Libionka: No właśnie, trudno sobie przypomnieć, kto zaczął. Co leży u początków tego kryzysu. A przyczyny są oczywiście złożone, to nie zaczęło się nagle odkąd do władzy doszła obecna ekipa. Problem Polaków z historią i nawet problem polskich historyków z historią, jako przedmiotem badań i edukacji - to sprawa o wiele dawniejsza.

Ten proces przenikania się polityki i badań naukowych trwa od wielu, wielu lat. I wymknął się po prostu spod kontroli. Mamy z jednej strony do czynienia z próbą wykorzystywania historii przez polityków, ale z drugiej strony mamy do czynienia z sytuacją, gdzie część historyków poprzez swoje nieodpowiedzialne działania wyprowadziła polityków partii rządzącej na pole otwartego konfliktu. W sferze wewnętrznej i międzynarodowej.

Krótko rzecz ujmując - historycy mogą być grupą bardzo niebezpieczną. Radziłbym jako historyk, uważać na historyków, zwłaszcza na tych występujących jako obrońcy dobrego imienia państwa i narodu.

Jak Pan Profesor reaguje na podstawowy brak wiedzy, który na dodatek jest upowszechniany w społeczeństwie. Przecież zdarza się, że niektórzy publicyści piszą m.in., że Polska była ofiarą Holokaustu i nie odróżniają obozu koncentracyjnego od obozu zagłady…

Brakuje wiedzy. Duża część społeczeństwa ma już dosyć mówienia o Zagładzie. We wstępie do mojej książki o eksterminacji Żydów w Generalnym Gubernatorstwie podałem dane z badań przeprowadzonych przez Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku w 2010 r., z których wynika, że zdecydowana większość Polaków nie wiąże nazwy Bełżec z masową eksterminacją Żydów, podobnie nazwy Sobibór i Treblinka. Proszę sobie wyobrazić, że niecały procent Polaków kojarzy Bełżec z miejscem eksterminacji Żydów.

Ale to nie przeszkadza być „ekspertem” w sprawie Holokaustu…

Podobnie jest z politykami i niektórymi historykami. Uważam, że przed rozpoczęciem dyskusji należałoby im zadać kilka podstawowych pytań dotyczących faktografii. Bo słyszymy najczęściej takie lub inne opinie.

Niestety, ludzie wypowiadający się na te tematy nie mają pojęcia o faktach podstawowych. Nie chodzi tu o samą frazę „polskie obozy zagłady”, ale o to jakie to były obozy, gdzie one były, ilu tam Żydów zginęło, ale to już nikogo nie interesuje. Często tej wiedzy nie posiadają osoby, które zajmują prominentne stanowiska jeśli chodzi o polską politykę historyczną i polską politykę pamięci.

Nie wystarczy mieć tytuł naukowy, magisterium czy doktorat z historii. Zdumiewa mnie również to, że historię Polski postrzega się w kategoriach etnicznych. Historia Żydów, polskich obywateli to ma być coś innego niż historia Polaków?

To byli też Polacy.

Część ofiar Zagłady, około 3 miliony osób to byli obywatele II Rzeczypospolitej. Holocaust pochłonął prawie 6 milionów Żydów europejskich, najwięcej z Polski.

Żydzi ginęli z innych powodów niż Polacy…

Eksterminacja Żydów była czymś innym niż terror i represje wymierzone w Polaków. Nikt nie kwestionuje tego, że Polacy byli szczególnie prześladowani przez nazistowskie Niemcy od 1 września 1939 r. Eksterminowane były warstwy przywódcze. Inteligencja oraz duchowieństwo. W pierwszych miesiącach okupacji najbardziej na ziemiach wcielonych do Rzeszy.

Przywołuje się dziś w różnych kontekstach rok 1968.

Od połowy lat 60-tych minionego wieku były różne symptomy, które pokazywały zbliżający się kryzys wewnętrzny w Polsce. Wybuchł on w 1968 r. Można się zastanawiać na ile to była inspiracja towarzyszy radzieckich, a na ile te działania, które prowadzili Polacy - członkowie partii i służby bezpieczeństwa, trafiały w oczekiwania społeczne erupcji antysemityzmu nie sposób tłumaczyć wyłącznie manipulacjami władzy. Mogła ona regulować natężenie i treści „kampanii antysyjonistycznej” i w pewnym momencie ją zakończyć, ale nastroje antysemickie były, czy nam się to podoba, czy nie, autentyczne.

Czy dziś również mamy w jakimś sensie niebezpieczną sytuację?

Po raz kolejny te wszystkie demony naszej historii ujawniły się. Dla znawców „marcowego gadania”, jak nazwał to najlepszy specjalista od komunistycznej propagandy prof. Michał Głowiński, mamy do czynienia, przynajmniej na poziomie tekstów, z powrotem tego samego języka. Z tym, że nie ma już towarzyszy radzieckich. I nie ma Władysława Gomułki, Mieczysława Moczara, PZPR.

Co to za demony?

To jest antysemityzm, ksenofobia, antyliberalizm, myślenie antydemokratyczne, fałszywe pojęcie o swojej własnej historii wynikające z poczucia słabości. I strach.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • kskiba19
    08.03.2018 21:34
    Pan historyk, to proszę nam powiedzieć jak kończyły w historii znane do tej pory demokracje. Pan nam uczciwie odpowie, a my będziemy wiedzieli, dlaczego jednak lepiej w tą demokrację nie wierzyć, skoro ani to prawda, ani nic dobrego nigdy nikomu nie przyniosła, poza złudzeniami.
    doceń 1
  • halinkaa
    09.03.2018 09:36
    pan prof. od mniemanologii stosowanej, antysemityzm był partyjny nie społeczny odpowiednio podkręcany przez partyjne "czynniki" społeczne, część niestety władz wówczas to były najprostsze osobniki wyciągnięte na siłę do urzędów prosto od wideł do gnoju, więc tacy dość łatwo chwytali co naczalstwo sobie życzy, ale tego nie można określić "społeczne", gdyż wtedy u nas rządziły głównie siły antyspołeczne
    doceń 3
  • Louie
    09.03.2018 12:07
    Kolejny przykład (po przypadkach takich jak Magdalena Środa czy Jan Hartman) deprecjacji tytułu profesorskiego w Polsce. Ciekawe, skąd niby te "nastroje antysemickie" się wzięły w polskim społeczeństwie pod koniec lat 60-tych, skoro tak stanowczo twierdzi, że polityka władz komunistycznych była tylko ich katalizatorem. A może chodzi tu po prostu o niechęć do komunistów "ogółem", w tym również do tych żydowskiego pochodzenia, którzy mocno zasłużyli się w budowaniu i umacnianiu "Polski Ludowej"? Których synowie stali się "opozycjonistami" dlatego, że pierwotnie chcieli podobnie jak ich rodzice piastować wysokie posadki w PRLu (Kuroń, Michnik itd), ale którym to się nie udało ze względu na walkę frakcji wewnątrz PZPRu? Rzecz jasna o tym już Dariusz Libionka nie wspomniał (mimo że to fakt), ale wspomniał o jakimś wydumanym "nastroju antysemickim" w narodzie polskim - już tak. Już nawet z litości nie wspomnę o tych "demonach" (antysemityzmu, nietolerancji itd), którymi straszy pan Libionka - raz, że nie znajdują żadnego pokrycia w faktach (właściwie zerowy odsetek przemocy niewerbalnej wobec Żydów, znikomy odsetek przemocy werbalnej - niejeden kraj Europy zachodniej mógłby tego pozazdrościć, u nich regularnie dochodzi do napaści fizycznych, a także morderstw na Żydach "za pochodzenie" (vide Francja). Słabo, bardzo słabo - a prowadzący wywiad właściwie nawet nie podejmuje trudu polemiki z rozmówcą, nie stara się zadawać "niewygodnych" pytań...
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma