GN 41/2019 Archiwum

Nawrócona Justyna składa świadectwo o tym, jak podniosła się z dna

Ma 24 lata i doświadczenie ogromu Bożego miłosierdzia. Wie, że gdyby nie Jezus, mogłoby już nie być jej wśród żywych.

Nazywam się Justyna Kabacińska, pragnę dzielić się świadectwem mojego nawrócenia. Kilka lat temu Bóg potężnie zadziałał w moim życiu, dał się poznać, uzdrowił i uwolnił. Dzisiaj jestem ewangelizatorką, ukończyłam studia i dziękuję mu za to, co dla mnie uczynił. Może moja historia będzie komuś pomocna. Oto ona.

Bóg był moim Ojcem od zawsze. Rodzina, w której się wychowywałam, należała do wierzących i praktykujących, jednak brakowało w niej gorliwości. Byliśmy raczej katolikami letnimi, gdyż bardzo rzadko spędzaliśmy czas na wspólnej modlitwie, nie czytaliśmy Pisma Świętego i zdarzało nam się zaniedbywać rodzinną Eucharystię niedzielną. Jako dziecko angażowałam się w przedstawienia dotyczące tematyki religijnej, jeździłam do kościoła na nabożeństwa różańcowe, uczęszczałam na "majówki" i śpiewałam w chórku kościelnym. Moja wiara na przemian słabła i umacniała się, traciłam stan łaski uświęcającej, brakowało mi wytrwałości, determinacji i być może także przykładów do naśladowania w najbliższym otoczeniu.

Relacje między moimi rodzicami nie należały do najlepszych. Rzadko widywałam ich przytulonych i szczęśliwych. Tato wyjeżdżał w sprawie pracy, popijał alkohol, co nie podobało się mamie. Ona zajmowała się domem. Więzi między nami słabły, zaś jeśli chodzi o kontakt z Bogiem, bywało różnie. Pewnego dnia zdiagnozowano u mamy nowotwór. Choroba zbliżyła ją do Jezusa, była to łaska jednocząca nas w walce o jej życie. Teraz widzę wyraźnie, że choroba nie musi być przekleństwem w życiu człowieka, może stanowić źródło łask. Od dawna pragnęłam rodzeństwa, prosiłam w ciszy mego serca Ojca Niebieskiego o to, abym nie pozostała jedynaczką. Dobry Ojciec wiedział czego potrzebuję, wysłuchał mojego błagania. Rak został pokonany i zaraz potem okazało się, że mama jest w stanie błogosławionym.

Pomimo tego dobra, którego doświadczyliśmy, z biegiem czasu zaczęłam popadać w stan przygnębienia, zamieniającego się w depresję. Małżeństwo moich rodziców się rozpadło. Doświadczałam przez niecały rok przemocy psychicznej w szkole ze strony rówieśnika - jako lider klasy wyśmiewał mnie publicznie i gnębił. Jestem bardzo wrażliwą osobą i przeżyłam to boleśnie, nie potrafiłam poradzić sobie z sytuacją. Stąd w gimnazjum cechowała mnie nieśmiałość, wstydliwość, niskie poczucie własnej wartości i przeakcentowanie roli wyglądu zewnętrznego w relacjach międzyludzkich.

Chcąc uciec od otoczenia, które zdawało mi się wpędzać mnie w coraz bardziej niekorzystny stan psychiczny, przeprowadziłam się do babci, aby dokończyć naukę w pobliskim mieście. Mama wyraziła na to zgodę. Myślałam, że wyjazd pomoże mi poznać nowych ludzi, a jednocześnie wyjść ze stanu apatii. Rzeczywistość okazała się inna. Nie czułam się w pełni akceptowana przez dziewczyny w klasie, które (jak się dowiedziałam) stosowały przed moim przyjściem przemoc słowną wobec dziewczyny, która z tego powodu opuściła szkołę. Stałam się kolejną ofiarą ich obmów.

Czytałam również książki, które zawierały treści okultystyczne i stanowiły zagrożenie duchowe. Lektury te nie pogłębiały mojej relacji z Bogiem, wręcz przeciwnie, niszczyły ją. Podjęłam walkę o siebie, korzystając z pomocy psychologa. W gabinecie dostałam propozycje wyjawienia swoich problemów w rozmowie z księdzem. Stwierdziłam, że nie jest to zły pomysł, chciałam do niego dotrzeć, ale nie zdołałam. Zamiast tego w wieku 16 lat, zaraz po przyjęciu sakramentu bierzmowania (do którego niedostatecznie się przygotowywałam), zeszłam na złą drogę.

Poznałam chłopaka i zakochałam się w nim. Bardzo. Nie wiedziałam wtedy, że był dilerem narkotyków. Nie chodził do Kościoła, ale myślałam, że zmieni się na lepsze pod wpływem naszej relacji. Postawiłam wszystko na jedną kartę i postanowiłam wieść rozrywkowe życie, a więc zakosztować wszystkiego. Ty był czas odejścia od prowadzenia moralnego życia. Zmieniłam się nie do poznania: zaczęłam pić alkohol, jeździć na dyskoteki, a następnie brać narkotyki. Przyszły pokusy, aby ulec grzechowi nieczystości. Zaprzyjaźniłam się też z koleżanką biorącą leki o działaniu narkotycznym. Wpadłam zarazem w towarzystwo ludzi palących marihuanę, mieszałam już leki z alkoholem, zdarzyło mi się brać amfetaminę i eksperymentować z innymi substancjami. Weszłam w inny stan świadomości i niemalże przez całe wakacje byłam na tzw. "haju". Najbliżsi mieli świadomość tego, co się ze mną dzieje, ale nie potrafili już mnie kontrolować, często przebywałam poza domem.

Zafascynowałam się ruchem hippisowskim, nosiłam pacyfkę i nazywałam siebie dzieckiem kwiatem. Głosiłam hasło "make love, not war". Uciekłam w świat muzyki, wagarowałam, kradłam, myślałam, że jestem wolna. Niestety dominowała nade mną choroba - zmagałam się z bulimią. Zwróciłam się w stronę innych religii, czytałam przesłanki Buddy, a co za tym idzie wypożyczyłam książki o medytacji i postanowiłam ją praktykować. Sprawy duchowe zupełnie przysłoniły mi świat, chciałam iść drogą coraz większego samodoskonalenia i oderwania od spraw ziemskich. Szkoda tylko, że nie wiedziałam wtedy, że najlepszą, najpewniejszą i najprostszą drogą do nieba jest tylko Jezus.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL