Za symbol kulminacji zbrodni uznaje się 11 lipca 1943 r., określany mianem krwawej niedzieli. Tego dnia oddziały ukraińskich nacjonalistów zaatakowały jednocześnie ok. 100 polskich miejscowości na Wołyniu. - W brutalny sposób zostali zamordowani mieszkańcy tych miejscowości, ofiarami były głównie kobiety, dzieci i starcy - przypomina dr Robert Derewenda, dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie.
Według szacunków historyków, tylko tego jednego dnia mogło zginąć ok. 8 tys. Polaków. W całym okresie zbrodni liczba ofiar sięga od 120 do 134 tys. obywateli II Rzeczypospolitej.
Jak podkreśla historyk, o wyjątkowym charakterze tej tragedii świadczy nie tylko liczba zabitych, ale także sposób, w jaki dokonywano mordów. - Nie chodziło tylko o to, aby doprowadzić do śmierci Polaków, ale aby zadać im jak najwięcej bólu. Poprzez terror chciano zmusić pozostałych mieszkańców do opuszczenia tych terenów - mówi.
Historycy wskazują, że zbrodnia była elementem działań zmierzających do stworzenia państwa jednolitego narodowo. Ofiary nie miały dokąd uciekać - Polska znajdowała się pod niemiecką okupacją, a możliwości schronienia praktycznie nie istniały. Choć od tych wydarzeń minęło ponad osiem dekad, wiele rodzin nadal nie doczekało się możliwości godnego pochowania swoich bliskich. Dlatego jednym z najważniejszych zadań pozostają poszukiwania miejsc pochówku oraz prowadzenie ekshumacji. - To jest nasz podstawowy obowiązek, zarówno chrześcijański, jak i narodowy - pochować naszych rodaków. Do dziś wiele rodzin nie może nawet zapalić świecy w miejscu, gdzie spoczywają ich bliscy - podkreśla dr Derewenda.
Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie prowadzi śledztwa dotyczące zbrodni wołyńskiej, a także badania archeologiczne i identyfikacyjne. W ostatnich tygodniach prace prowadzono m.in. w Hucie Pieniackiej. Zdaniem dyrektora lubelskiego oddziału IPN, skala zniszczeń i liczba miejsc wymagających przebadania sprawiają, że proces ten będzie trwał jeszcze wiele lat.
Równolegle kontynuowane są badania naukowe. IPN Oddział w Lublinie opracowuje relacje świadków zebrane jeszcze podczas II wojny światowej. Powstały już trzy tomy dokumentów "Zbrodnia wołyńska", zawierających opisy wydarzeń spisane przez osoby, którym udało się przeżyć.
- Państwo polskie nieustannie prowadzi badania nad zbrodnią wołyńską. Nie zaprzestaliśmy ich nawet po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Nikt nie zwolnił nas z obowiązku badania historii naszych przodków - zaznacza historyk.
Dr Derewenda zwraca jednocześnie uwagę, że pamięć o Wołyniu nie powinna prowadzić do odpowiedzialności zbiorowej. Przypomina, że wielu Ukraińców ratowało swoich polskich sąsiadów, często ryzykując własnym życiem. - Znamy nazwiska sprawiedliwych Ukraińców, którzy ostrzegali Polaków, ukrywali ich i nie chcieli uczestniczyć w zbrodniach. To oni powinni być wzorem do naśladowania - mówi.
Jednocześnie krytycznie odnosi się do przypadków gloryfikowania działaczy UPA we współczesnej Ukrainie. - Nie da się z bandytów zrobić bohaterów. Bohaterów trzeba szukać wśród tych, którzy ratowali ludzkie życie - podkreśla historyk.
Zdaniem dyrektora IPN, tylko rzetelne badania, godne upamiętnienie wszystkich ofiar oraz otwarte mówienie o faktach mogą stać się fundamentem uczciwego dialogu historycznego między Polską a Ukrainą. - Naszym obowiązkiem jest prawda i świadectwo tej prawdy -podsumowuje dr Derewenda.
11 lipca w Lublinie odbędą się obchody Narodowego Dnia Pamięci o Polakach - Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA. Początek uroczystości rozpocznie się Mszą św. o godz. 10 w kościele garnizonowym. Szczegółowy harmonogram uroczystości na stronie IPN Lublin.
(obraz) |








