Wielki kapłan, symbol oddania Bogu i ludziom, urodziny w 1907 roku ks. Marceli Mrozek, oficer i kapelan AK. Już na początku wojennej zawieruchy wraz z ks. Julianem Jakubiakiem 20 listopada 1939 roku został aresztowany na Górze Chełmskiej i osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie. W tym czasie świątynia została przekazana przez niemieckie władze okupacyjne prawosławnej Ukrainie i powstała tu diecezja chełmsko-podlaska.
Wierni starali się o uwolnienie kapłanów, pisali w tej sprawie listy, w których poparcie swoje wyrazili wpływowi chełmscy przedsiębiorcy Gasner i Dekert. Starania te przyniosły zwolnienie najpierw ks. J. Jakubiaka, który trafił do Szpitala Jana Bożego w Lublinie, a następnie zwolniony został ks. M. Mrozek. Po powrocie do parafii służyli swoim wiernym. Niosąc pomoc chorym na tyfus, obaj zarazili się tą chorobą. 11 lutego 1942 roku ks. Julian Jakubiak zmarł, a proboszczem kościoła katedralnego został ks. Marceli Mrozek.
To z jego osobą związany jest fakt wyjęcia z ukrycia ikony Matki Bożej Chełmskiej, która była przechowywana w domach wiernych przed zniszczeniem, czy grabieżą. 2 września 1945 roku w uroczystej procesji przeniesiono obraz do chełmskiej katedry i umieszczono w wielkim, prowizorycznym, drewnianym ołtarzu przywiezionym przez repatriantów z parafii z zza Bugu.
Wojna przyniosła cierpienie ludu, głód i biedę. Ks. proboszcz prowadził „księgę ubogich”, by przyznawać biednym zapomogi finansowe pochodzące z ofiar indywidualnych księży, wiernych i z tacy kościelnej. Ks. Mrozek współdziałał jako delegat PCK i PKO obejmując pomocą ubogich, chorych i skazanych przebywających w miejscowym więzieniu oraz w obozach koncentracyjnych. Współpracował z mgr Stanisławem Makiełło, aptekarzem, uzyskując darmowe leki na cele charytatywne. Kapłan ten wrócił do tradycji organizowania wigilii dla ubogich. Zapraszani byli biedni, repatrianci, dzieci, siostry z ochronki, siostry zakonne i kapłani. Dzięki jego staraniom władze więzienia wyrażali zgodę na dostarczania paczek na Boże Narodzenie osadzonym.
Działał poruszony sercem i miłością Jezusa. Organizował powstanie sierocińca, z dworca zabierał osobiście furmanką głodne, zmarznięte i pozbawione opieki dzieci na parafię, gdzie oddawał pod opiekę Siostrom Służebniczkom. Zmuszony był do żebrania, by zorganizować jedzenie dla dzieci, a z lasu osobiście konno przywoził drzewo by zapewnić ogrzewanie. Tak powstała placówka opiekuńcza dla dziesiątki sierot przy parafii. Ochronkę wspierały na prośbę księdza zamożniejsze rodziny. Z czasem dzieci przybywało. Przyjeżdżały pociągi z Polakami zza Buga, którym również nie odmówił pomocy. Sam chodził na targowisko zbierać datki na sierociniec.
Kolejnym pomysłem na działalność miłosierdzia było utworzenie bursy dla biednych chłopców, zapewniając im mieszkanie, wyżywienie i opiekę wychowawczą. Praca duszpasterska, wychowawcza, opiekuńcza i charytatywna była codziennością ks. Marcelego. Nie brakowało trosk codziennego, kapłańskiego życia. Po świętokradzkiej grabieży sukni i korony Matce Bożej Chełmskiej ks. Marceli podjął wszelkie działania w celu odzyskania skradzionych rzeczy. Udało się odzyskać jedynie suknię Bogarodzicy. Po wykonaniu w Krakowie nowej korony, zabiegał u ówczesnego biskupa ks. S. Wyszyńskiego o dokonanie aktu koronacji, który ma miejsce 7 lipca 1946 roku.
Kiedy ks. Stefan Wyszyński jesienią 1948 roku został powołany na Stolicę Prymasowska do Gniezna, ks. Mrozek bardzo się ucieszył i niebawem zaprosił ks. Prymasa na uroczystości odpustowe do Chełma. Nie doszło jednak do wizyty, bo Prymas został aresztowany przez władze komunistyczne. W tym czasie proboszcz parafii Narodzenia NMP w Chełmie prowadził z nim korespondencję. Uwięzionemu w Komańczy Prymasowi listy dostarczała siostra zakonna Feliksa ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek, pracująca w przedszkolu na Chełmskiej Górze. Miała ona rodzinę w Komańczy i bez podejrzeń mogła odwiedzać tą miejscowość i modlić się w kaplicy sióstr w klasztorze, gdzie więziono księdza Prymasa. Z zachowanej korespondencji możemy czytać: „Kochany Księże Marceli przesyłam słowa najmilszych wspomnień z pracy naszej na Górce. Raduję się, że Ksiądz czuwa przy Matce Bożej, że ma łaskę pracy i że praca ta przynosi Owoc Boży".
Zachowały się też w listach wzmianki o przekazanej przez siostrę Feliksę skromnej pomocy materialnej dla Prymasa i informacji o kradzieży koron i sukni dokonanej z 12 na 13 września 1956 roku.
W odpowiedzi ksiądz Prymas napisał : „Drogi Księże Marceli, bardzo współczuję w krzywdzie, którą wyrządzono Matce Bożej Chełmskiej. Podobną zniewagę wyrządzono Chrystusowi Katedralnemu, największej Świętości Stolicy w nocy z 7 na 8 IX. Te rzeczy idą seriami. Ale Bóg chętnie wyrzeka się srebra i złota, byle tylko pozyskać serca ludzkie. Jeżeli więc te zniewagi wstrząsnęły niejednym sercem, to korzyść jest niewątpliwa. Kruszec zmienia się w uczucia żywe. Miłość godna Boga zamiana. Raduję się tryumfami Matki Bożej Chełmskiej. Kiedyś zostawiłem tam podarowany mi portret jako wyraz mego pragnienia obecności na Chełmskiej Górze, przynajmniej w tej postaci. Mszę Świętą odprawię w intencji pielgrzymów z całą radością. W modlitwach pamiętam o Was. Ks. Proboszczowi i Konfratrom z całego serca błogosławię, in caritate fraterna” (Komańcza 11 X 1956 r.).
Po uwolnieniu z więzienia ks. proboszcz otrzymywał nadal korespondencję od Księdza Prymasa, a 8 września 1964 roku podczas odpustu Prymas Stefan Wyszyński osobiście przekazał na ręce ks. proboszcza Marcelego Mrozka hojną ofiarę pieniężną na zakup żyrandola i kinkietów z Orłem Białym projektowanych przez prof. Wiktora Zina, które zdobią wnętrze Bazyliki do dziś.
Ks. Mrozek nie szczędził sił by w kolejnych latach swej pracy duszpasterskiej udzielać pomocy biednym i potrzebującym. Swoim zaangażowaniem w dzieła miłosierdzia zarażał innych. Swoją posługę nie zakończył w dniu odwołania go w grudniu 1978 roku na emeryturę. Z czasem choć sam zapadał na zdrowiu martwił się o los ludzi, których zatrudniał, o los zamieszkujących w budynkach na Górze Katedralnej.
Ksiądz Marceli Mrozek zmarł nagle 11 lipca 1982 roku w wieku 75 lat. Został pochowany na cmentarzu parafialnym przy ul. Lwowskiej w Chełmie, obok swoich przyjaciół: śp. ks. kan. Juliana Jakubiaka, byłego proboszcza parafii Mariackiej i śp. ks. płk. Stanisława Warchałowskiego, kapelana Wojska Polskiego. W tym roku mija 44 lata od odejścia do Pana tego wyjątkowego kapłana Ziemi Chełmskiej.








