Medycy na pielgrzymim szlaku

Na trasie 48. Lubelskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę są nie tylko pątnicy, przewodnicy i porządkowi. O bezpieczeństwo wędrujących każdego dnia dbają także służby medyczne. Ich praca oznacza nieustanną gotowość do działania, szybkie reagowanie na problemy zdrowotne, ale również wysiłek, który - jak przyznaje Dominika Sowińska - może być większy niż podczas zwykłego pielgrzymowania.

Dominika Sowińska po raz kolejny uczestniczy w pielgrzymce w służbach medycznych. Wcześniej trzy razy szła na Jasną Górę jako pątniczka. Dziś zna więc obie strony pielgrzymiego szlaku i doskonale wie, jak bardzo różnią się te dwa sposoby przeżywania drogi.

- Jeśli chodzi o takie aspekty fizyczne, to jest zupełnie inny rodzaj zmęczenia. Tam biegniemy praktycznie cały czas, ten wysiłek trwa. W służbach medycznych działamy bardzo szybko, przez parę, paręnaście minut, ale bardzo szybko - mówi.

Medycy są tam, gdzie jest potrzebna pomoc

Służby medyczne nie przemierzają szlaku w dokładnie taki sam sposób, jak poszczególne grupy pielgrzymów. Ich zaplecze jest mobilne. Przemieszczają się między postojami, a część osób towarzyszy pątnikom bezpośrednio na trasie.

- My jedziemy od postoju do postoju. Część z nas również towarzyszy pielgrzymom na drodze. Co kawałek po prostu się zatrzymujemy, patrzymy, co się dzieje. W razie czego jesteśmy w kontakcie z przewodnikami, też dojeżdżamy, pilnujemy - wyjaśnia D. Sowińska.

W działania służb zaangażowani są nie tylko medycy. Na trasie obecni są również lekarze, strażacy i inne osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje. Dzięki temu możliwe jest szybkie udzielenie pomocy zarówno w przypadku drobnych dolegliwości, jak i poważniejszych zdarzeń. Po kilku dniach marszu pielgrzymi zgłaszają się z bardzo różnymi problemami. Tegoroczna pogoda dodatkowo postawiła przed nimi kolejne wyzwania.

- Po tych upałach tak naprawdę ze wszystkim, łącznie z chorobami, z takimi infekcjami, zapaleniami. Nagłe to ochłodzenie było. Organizm też nieprzyzwyczajony. Jesteśmy naszykowani, że różne rzeczy mogą się zadziać. No a tak to standardowe odciski, niewielkie omdlenia - mówi D. Sowińska.

Poważniejsze urazy zdarzają się znacznie rzadziej. Jak podkreśla, złamania czy zwichnięcia to pojedyncze przypadki w skali całej pielgrzymki.

Trudniej zadbać o własne życie duchowe

Praca w służbach medycznych różni się od zwykłego pielgrzymowania nie tylko pod względem fizycznym. Ratownik czy medyk musi być przede wszystkim gotowy, by w każdej chwili zająć się drugim człowiekiem. To sprawia, że trudniej znaleźć czas na osobistą modlitwę i duchowe przeżywanie rekolekcji w drodze.

- Jeśli chodzi o aspekty duchowe, no to tu trzeba się trochę bardziej postarać - przyznaje D. Sowińska.

Pielgrzym idący w grupie może modlić się podczas Różańca, Koronki do Miłosierdzia Bożego czy słuchać konferencji. Medycy również uczestniczą w tych wydarzeniach, ale ich uwaga musi być podzielona.

- Jak grupa idzie, no to jest Różaniec, Koronka, konferencje, no to się siłą rzeczy jakoś coś do głowy wskakuje. Natomiast tutaj trzeba się samemu postarać, zadbać o ten aspekt duchowy - mówi.

Nie zawsze można też spokojnie uczestniczyć w Mszy Świętej. Zdarza się, że właśnie podczas Eucharystii ktoś potrzebuje pomocy.

- Czasami musimy pracować na Mszy i to też, żeby jednocześnie być skupionym na człowieku, a jednocześnie gdzieś tam być głową też trochę na Mszy, więc to też jest tak czasami trudno - zauważa.

Pielgrzymka uczy pokory

Dla Dominiki Sowińskiej służba medyczna jest również doświadczeniem, które uczy patrzenia na pielgrzymowanie z innej perspektywy. Nie zawsze najważniejsze jest dotarcie do celu za wszelką cenę. Czasami trzeba zaakceptować własne ograniczenia i pozwolić sobie pomóc.

- To, co jest wspaniałe na pielgrzymce, że człowiek ma prawo nie dawać rady. Zawsze jest ktoś obok, kto może pomóc - podkreśla.

Jak dodaje, najtrudniejsze często nie jest samo przyjęcie pomocy, ale przełamanie wewnętrznej bariery i przyznanie, że nie wszystko trzeba zrobić samemu.

- Najtrudniejsze jest moim zdaniem przemóc się w głowie, przemóc tę barierę, że ja nie muszę sama, ja nie muszę sam - mówi.

Pielgrzymi szlak pokazuje więc nie tylko fizyczne możliwości człowieka. Uczy także pokory i zgody na własne słabości. Czasem oznacza to konieczność skorzystania z pomocy medyka, odpoczynku, a nawet rezygnacji z dalszej drogi.

- Dużo ważniejsze jest przeżycie niż to, na przykład, czy dojdę, czy nie dojdę, bo zdarza się, że trzeba odpuścić - zaznacza Dominika Sowińska.

Służby medyczne pozostają więc jednym z tych elementów pielgrzymki, które często są niemal niewidoczne, dopóki nie okażą się potrzebne. Ich obecność daje pątnikom poczucie bezpieczeństwa, ale sami medycy również przeżywają swoją drogę – zmęczeni, gotowi do szybkiego działania i jednocześnie uczący się, że pielgrzymowanie nie zawsze oznacza pokonywanie własnych granic. Czasem jest właśnie zgodą na to, by ktoś pomógł zrobić kolejny krok.

« 1 »
DO POBRANIA: |

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.