Obchody 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej rozpoczęła Msza Święta w intencji poległych podczas wojny obronnej 1939 roku, odprawiona w Parafii Cywilno-Wojskowej pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Lublinie. Następnie uczestnicy obchodów przeszli na Plac Litewski, gdzie przy Pomniku Nieznanego Żołnierza odbył się uroczysty apel.
1 września lubelskie szkoły były normalnie otwarte. Uczniowie zjawili się po wakacjach, ale zostali odesłani do domu. Wiadomość, że nie będzie lekcji, bo wybuchła wojna, nic nikomu nie mówiła. Oczywiście do czasu.
W lipcu 1939 roku, w związku z zaostrzającą się sytuacją międzynarodową postanowiono, że w razie wybuchu wojny Lublin stanie się tymczasową siedzibą prezydenta RP, a okoliczne miasteczka - poszczególnych ministerstw.
Mimo niepokojących wieści nikt jednak nie wierzył, że wojna rzeczywiście wybuchnie, a nawet jeśli, to Lublin i tak miał znaleźć się w strefie, do której działania wojenne z pewnością nie dotrą. Nastroje mieszkańców miasta były zgoła optymistyczne.
- Ach jakiż był zapał i entuzjazm ludzi przy kopaniu zygzakowatych rowów przeciwlotniczych. Ta akcja miała największe rozmiary na dużym placu, róg Okopowej i Lipowej. Przychodziły tam całe kompanie pracowników ze śpiewem na ustach. Nie było dostatecznej ilości łopat i kilofów, tylu ludzi chciało robić coś, by pomóc w obronie miasta. Rosło serce Lublinian, gdy żołnierze ustawili w kilku miejscach miasta działka przeciwlotnicze: na Czechowie, Tatarach i na boisku szkoły Staszica - wspominał Zdzisław Czekajski.
Już 2 września rano nad Lublin nadleciały samoloty i zrzuciły pierwsze bomby. Głównym celem była Lubelska Wytwórnia Samolotów. Mimo prób obrony, samoloty niemieckie wywołały panikę wśród personelu. Podczas ucieczki zginęło bądź zostało rannych ponad 200 robotników. Celem nalotów stały się ponadto szkoła przy ulicy Długiej oraz lotnisko sportowe w Świdniku.
- Wybuchła panika, ludzie uciekali, kryli się do bram. Nie trwało to długo, ale straty były ogromne - wspominał pan Jerzy Salnicki. - Pierwszego rannego w moim życiu zobaczyłem w pobliżu kościoła kapucynów. Siedział w takim koszu motocyklowym, a ktoś stojący obok podtrzymywał mu głowę.
W ciągu kilku dni Lublin zmienił się nie do poznania. Wszystko przez tysiące ludzi, którzy przed Niemcami uciekali na Wschód. Dworce kolejowe były zatłoczone, a wszelkie drogi nieprzejezdne. Ludzie posuwali się wolno jakby idąc w procesji.
Kontrolę nad miastem przejęło wojsko, organizując obronę. Na jej czele stanęli wówczas gen. Mieczysław Smorawiński i płk Piotr Bartak. Rozpoczęło się formowanie w Lublinie armii. Od miejscowości nazwano ją armią „Lublin”.
Wroga jednak nie udało się zatrzymać i 18 września rano Niemcy zajęli Lublin.








