Dlaczego legendarnemu Ragnarowi Lodbrokowi oko nie zbieleje?

Lech Giemza*

dodane 25.01.2018 21:09

Powinniśmy obawiać się „historii monumentalnej”, przy której nasze życie karleje?

Dlaczego legendarnemu Ragnarowi Lodbrokowi oko nie zbieleje? Łukasz Sianożęcki /Foto Gość

Gdy wszyscy (no, prawie) powiedzieli i napisali już (prawie) wszystko o serialu „Korona królów”, pomyślałem, że warto dać upust kilku swoim opiniom, trochę może z przekory, trochę z obowiązku badacza literatury historycznej.

Zainteresowanie filmem, niezależnie od jego wartości artystycznej, potwierdza naszą niesłabnącą, narodową „tęsknotę za historią”.

Chcemy się rozpoznawać w wielkich gestach, szlachetnych czynach, twardych słowach. Warto jednak przypomnieć przestrogę Nietzschego: „historyczna wiedza i historyczne czucie człowieka może być bardzo ograniczone, jego horyzont ciasny jak horyzont mieszkańca alpejskiej doliny”. Nietzsche przestrzega przed „historią monumentalną”, przy której nasze życie karleje.

Bohaterowie „Korony królów” są monumentalni, hieratyczni i statyczni. Każde zdanie wypowiadają z namaszczeniem, jakby recytowali „Katechizm polskiego dziecka” Bełzy.

Kiedy królowa Jadwiga patetycznym tonem zwraca się do Boga w modlitwie: „Ty wiesz Panie, jak bardzo Władysław pragnął odzyskać swe rodzinne gniazdo...” to nie mogę uniknąć skojarzeń z zapomnianym dziełkiem „Pojata” Feliksa Bernatowicza z początku XIX wieku, gdzie bohaterowie porozumiewają się mniej więcej w ten sposób: „Pani! Królowo! - mówił za odchodzącą we łzach rozrzewniony starzec - ty jesteś bóstwem Polaków! Czemuż tak nieba zrządziły, że z łez twoich ma być ich szczęście stworzone!” Adresatką słów jest tym razem Jadwiga Andegaweńska…

Mamy w polskiej literaturze scenariusze niemal gotowe, ambitne poznawczo, wolne od czytankowej maniery, jak powieści Malewskiej, Kossak-Szczuckiej, Terleckiego, czy cykl „Bolesław Chrobry” Gołubiewa.

Choćby na podstawie tej ostatniej powieści można zrobić serial taki, że Ragnarowi Lodbrokowi oko zbieleje... Ale nie mogą to być „ruchome obrazki” do szkolnej czytanki, lecz historia żywa, fascynująca, zostawiająca pole dla wyobraźni.


* Dr hab. Lech Giemza jest pracownikiem Katedry Literatury Współczesnej na Wydziale Nauk Humanistycznych KUL