Czy już zawsze będzie istnieć Polska B?

ks. Rafał Pastwa

dodane 06.04.2018 21:38

Nie udało się zniwelować różnic ekonomicznych za pomocą środków unijnych, które się kończą – a ich efektywność jest poddawana w wątpliwość. Czy są inne sposoby na podniesienie statusu gorzej sytuowanych regionów?

Czy już zawsze będzie istnieć Polska B? Prof. Artur Paździor jest Prodziekanem Wydziału Zarządzania Politechniki Lubelskiej ks. Rafał Pastwa /Foto Gość

Prof. Artur Paździor z Wydziału Zarządzania Politechniki Lubelskiej i członek Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego mówi o złym ukierunkowaniu młodzieży, rozziewie gospodarczym między Polską wschodnią i zachodnią oraz o braku wyspecjalizowanych pracowników na rynku pracy i małych przedsiębiorcach.

Ks. Rafał Pastwa: Czy to w ogóle możliwe, aby połączyć rzeczywistość finansów i wartości?

Prof. Artur Paździor: Z perspektywy zarówno naukowej jak i biznesowej wydaje się, że jest to do pogodzenia. Oczywiście nie jest to rzeczą łatwą, prostą i przyjemną integrowanie tak różnych i odmiennych elementów jak ekspansja biznesowa, nastawienie na zyski z etyką biznesu. Moje obserwacje z rynku biznesowego wskazują, że wielu przedsiębiorców, także tych lubelskich, charakteryzuje się wysokim stopniem etyki, co nie uniemożliwia im realizowania celów stricte biznesowych.

W czym przejawia się ta etyka?

Przede wszystkim w nastawieniu do swoich pracowników – odeszliśmy już od tego nurtu, który ukazywał pracodawcę jako krwiopijcę i wyzyskiwacza, tzw. cwanego prywaciarza, którego obraz był rozpowszechniany przez lata komunizmu. Rzeczywiście, wielu lubelskich przedsiębiorców zaczyna dostrzegać potrzeby pracowników, zarówno finansowe jak i zdrowotne, oferując pakiety medyczne. To, co mnie osobiście buduje, to istnienie małych, nieznanych szerszemu gronu perełek biznesowych, gdzie średnie wynagrodzenie pracowników jest wyższe o kilkadziesiąt procent niż średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej. Są takie firmy i dobrze funkcjonują, mimo, że nie są tak znane, jak duże przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym.

Z czego to wynika, że konkretne małe firmy stać na coś takiego?

Wynika to z dwóch przyczyn. Pierwsza sprawa, to wartości wrodzone bądź nabyte przez pracodawcę, innymi słowy - ta etyka musi się skądś wziąć. Jeśli nie ma się skąd wziąć – to weźmie się z tego, co oferuje rynek. A, że obecnie mamy rynek pracownika, a nie pracodawcy – chcąc nie chcąc nasi lubelscy przedsiębiorcy muszą płacić więcej swoim pracownikom, ponieważ na rynku brakuje nie tylko wykwalifikowanych pracowników, ale także wielu pracowników działalności podstawowej.

Jak to rozumieć, skoro niemal na każdym kroku słychać o tym, że ludzie po studiach nie mają pracy?

Spotykając się z pracodawcami, słyszę z kolei, że nie ma pracowników. Czy to w budownictwie, w sektorze IT, w sektorze finansowym także zaczyna brakować pracowników.

Nawet na Lubelszczyźnie?

Tak. Wystarczy nadmienić, że chociażby w samej Warszawie stopa bezrobocia oscyluje na poziomie 2,2 proc. W Poznaniu to już tylko ok. 1,5 proc. W Lublinie to poziom ok. 6,5 proc., a jeszcze kilkanaście lat temu było to ponad 15 proc.

Z czego wynika to zmniejszenie bezrobocia i zapotrzebowanie na pracownika w szerszym kontekście?

Z dwóch rzeczy. Pierwszą sprawą jest popyt globalny i tendencje w gospodarce globalnej, który w ostatnich dwóch latach uległ znacznej poprawie. Drugi powód to exodus naszych pracowników do krajów Europy Zachodniej. Konsekwencją tego jest relatywnie niewielka podaż siły roboczej w Polsce, a także złe ukierunkowanie młodych ludzi. To nastawienie realizowane kilkanaście lat temu polegające na tym, by na siłę zwiększać liczbę absolwentów szkół wyższych. Szybko okazało się, że luka braku wyspecjalizowanych osób po studiach została zasypana, choć nie w każdym obszarze, natomiast bardzo często brakuje pracowników do prac podstawowych, na przykład w przemyśle.

Ale utarło się w naszym społeczeństwie, że chodzenie do pracy w białym kołnierzyku oznacza wyższy status i prestiż niż chodzenie w kombinezonie.

To się wzięło z sytuacji, która miała miejsce na rynku pracy w Polsce na początku lat 90-tych ubiegłego wieku, podczas transformacji ustrojowej.

Każdy chciał być dyrektorem lub prezesem.

Tak. I rzeczywiście te drogi kariery były bardzo krótkie. Wystarczyło skończyć ekonomię, zarządzanie, finanse i po kilku latach zostawało się nawet członkiem zarządu dużej grupy kapitałowej. Obecnie ta ścieżka znacznie bardziej się wydłużyła, rynek się nasycił specjalistami z wielu obszarów. Natomiast są kierunki studiów, mówię tu zwłaszcza o kierunkach czysto humanistycznych, gdzie uzyskanie dobrze płatnej pracy po studiach graniczy z cudem, jeśli nie jest to praca w sektorze publicznym. Natomiast są zawody, o czym wspomniał Ksiądz Redaktor, takie jak murarz, tynkarz, ślusarz – gdzie dobry specjalista zarabia często więcej niż profesor akademicki.

Powiedział Pan Profesor o złym ukierunkowaniu młodzieży. Co radziłby Pan uczniom szkoły średniej lub początkującym studentom? Na czym się koncentrować?

Najważniejsze nie jest nawet to, by być wybitnym studentem, ale by być przeciętnym studentem dobrego kierunku, dobrego czyli konkretnego, który daje dobry zawód i który w najbliższym czasie będzie miał wzięcie na rynku pracy. Mówię tu głównie o studiach medycznych, o studiach z elementami finansów, inżynierskich.

To mogłyby rozwiązać wyższe szkoły zawodowe. Czy nie potrzeba jednak dobrych humanistów, którzy przejdą przez uniwersytet, z klasycznym wykształceniem?

To jest potężny problem. Zdecydowanie potrzeba humanistów, aby złagodzić nieco i zetrzeć „szorstkie kanty” w relacjach biznesowych. Ale pojawia się pytanie innego rodzaju. Powinniśmy raczej zapytać czy humaniści są potrzebni w takiej liczbie? Pewnie nie. Problem jest generalnie z funkcjonowaniem szkolnictwa wyższego. Potrzeba odpowiedniej synergii. System szkolnictwa wyższego powinien integrować naukę czysto teoretyczną, również w nurcie humanistycznym, z realnymi potrzebami gospodarki. Żaden kierunek studiów nie powinien abstrahować od tego, co się dzieje w obiegu gospodarczym.

Gospodarka ewidentnie dyktuje warunki…

Nie jesteśmy tak silni, by zatrzymać nurt rzeki, ważne, by być na tyle silnym, by z tym nurtem płynąć. Bo to wcale nie jest łatwe zadanie.

Jak młody człowiek powinien podchodzić do okresu studiów? Pracować i studiować czy tylko studiować? I czy pracować za 1400 zł?

Będąc na studiach na pewno. Uważam, że żadna praca nie hańbi. Zwłaszcza taka, która daje możliwość realizowania swoich finansowych marzeń. Praca w czasie studiów pozwala upraktycznić element teoretyczny, który zdobywa się w procesie kształcenia. Trzeba pamiętać, że każde doświadczenie, praca nad charakterem, który udoskonalamy podczas nauki i pracy – kiedyś przyniesie owoce.

Organizuje Pan Profesor 18 kwietnia pierwsze Lubelskie Forum Biznesu na Zamku w Lublinie oraz dwudniową konferencję w Kazimierzu Dolnym, która rozpocznie się 19 kwietnia, dotyczącą wartości w biznesie. Zarówno jedno, jak i drugie wydarzenie przyciągnie do Lublina wiele znanych osób: przedstawicieli biznesu, polityki, nauki, a nawet służby zdrowia. W jakim celu to wszystko?

Przy organizacji Lubelskiego Forum Biznesu przyświecało mi zagadnienie omawiane na wielu wcześniejszych konferencjach. Otóż, mimo wpompowywania środków unijnych, choć nie tylko – w Polskę Wschodnią, to ten dystans, biorąc pod uwagę wskaźniki ekonomiczne – do Polski zachodniej czy centralnej, nie mówiąc już o Europie - nie jest zmniejszany. Te bariery nie są niwelowane. Organizując forum, chcielibyśmy zadać pytania i tzw. rekinom biznesu i politykom – z czego ta sytuacja może wynikać? I czy to jest do naprawienia, czy to realne? Bo jeśli nie udało się to za pomocą środków unijnych, które nam powoli się kończą – a ich efektywność także jest poddawana w wątpliwość, to czy są jakieś inne sposoby, tzw. niskobudżetowe, bardziej może mentalnościowe, które umożliwiłyby wyrwanie się z tych uwarunkowań Polski B. Forum będzie okazją do konfrontacji tego, co mają nam do zaoferowania lokalni i centralni politycy z tym, czego oczekują przedsiębiorcy. Chodzi tu też o niezwykle ważną kwestię: zarówno sfery rządowe, jak i pozarządowe, instytucje naukowe używają sformułowania: „sektor małych i średnich przedsiębiorstw”. Z punktu widzenia natury prawnej średni przedsiębiorca może realizować roczne przychody rzędu 200 mln zł i zatrudniać 249 pracowników. Czy taki przedsiębiorca potrzebuje pomocy od państwa i samorządów? W moim odczuciu nie. Dlatego Forum i pozostałe działania powinny się koncentrować na sferze mikro i małych przedsiębiorstw, które stanowią ponad 95 proc. wszystkich przedsiębiorstw w Polsce.

To ciekawa analiza.

Kto tworzy produkt krajowy brutto? Głownie mikro i mali przedsiębiorcy. W moim odczuciu potrzebują oni przynajmniej tego, by im nie przeszkadzać. A jeśli udałoby się zorganizować wsparcie umożliwiające rozwój nie tylko w ujęciu finansowym, ale także regionalnym czy przestrzennym – to byłoby ważne osiągnięcie.

To wsparcie i ekspansja najmniejszych przedsiębiorstw zdaniem Pana Profesora może się przyczynić do zmniejszania rozziewu gospodarczego między Polką wschodnią i zachodnią?

Dokładnie. Potrzeba wsparcia oraz ograniczania barier biurokratycznych. Średnie czy duże przedsiębiorstwo stać na zatrudnianie prawnika, księgowej, sztabu PR po to, by móc przełamywać istniejące bariery. Mały przedsiębiorca zamiast koncentrować się na biznesie – dwa dni w tygodniu musi poświęcać na śledzenie przepisów podatkowych i różnych zmian legislacyjnych. To uniemożliwia myślenie prorozwojowe w moim odczuciu.