Zamknęła się księga życia

Justyna Jarosińska

|

Gość Lubelski 34/2018

dodane 23.08.2018 00:00

Rodzina, liczni księża i parafianie pożegnali ks. Jurczyszyna, wieloletniego proboszcza parafii pw. NMP Królowej Polski w Bystrzycy Starej.

▲	Księdza Andrzeja żegnali członkowie rodziny, wierni i bracia  w kapłaństwie. ▲ Księdza Andrzeja żegnali członkowie rodziny, wierni i bracia w kapłaństwie.
Justyna Jarosińska /Foto Gość

Każda śmierć okrywa serca żałobą − mówił podczas Mszy św. pogrzebowej bp Mieczysław Cisło. − Ona zrywa najgłębsze więzy ludzkie, ale dla ludzi głębokiej wiary smutek przeplata się z wielką nadzieją, której wyrazem jest radosne rezurekcyjne „Alleluja!”. Taką wiarą żył ks. Andrzej. Dziś zamknęła się jego księga ziemskiego życia, ale na nowo otworzył ją Bóg.

Dobry, pilny, taktowny

Ksiądz Andrzej Jurczyszyn urodził się 1 stycznia 1948 roku w Wożuczynie. 20 czerwca 1966 roku otrzymał świadectwo maturalne w LO im. B. Głowackiego w Tomaszowie Lubelskim. Wstąpił do seminarium lubelskiego. 15 czerwca 1972 roku przyjął święcenia z rąk bp. Piotra Kałwy. O wstępującym do seminarium Andrzeju jego licealny prefekt wydał opinię dla władz seminarium: „Był dobry, pilny i sumienny. Mimo utrudnień z powodu prześladowań nigdy z własnej winy nie opuścił lekcji religii. Wyróżniał się zainteresowaniem sprawami wiary i Kościoła, [...]powszechnie ceniony. Rokuje duże nadzieje na dobrego, Bożego pracownika w kapłaństwie”. Podobnie mówił o nim proboszcz rodzinnej parafii. Podkreślał, że diakon cieszy się ogromnym szacunkiem i życzliwością, swoją postawą prezentuje głębokie wartości etyczne, natomiast uczciwością, pracowitością i zdolnościami intelektualnymi daje gwarancję, jeśli chodzi o przyszłą pracę w kapłaństwie.

Oddany Bogu

Od święceń kapłańskich w 1972 roku rozpoczyna się jego posługa wikarego w Częstoborowicach, Puchaczowie, Milejowie i Lublinie (u św. Teresy). W 1982 roku zostaje skierowany do tworzenia nowej parafii w Bystrzycy Starej. Trud pracy przypłacił chorobami. 10 czerwca 2012 roku ks. Andrzej na ręce abp. Stanisława Budzika złożył po 30 latach rezygnację z funkcji proboszcza, z prośbą o przeniesienie go w stan spoczynku. Był już wtedy po dwóch zawałach. To nie choroba serca była ostateczną przyczyną jego śmierci, ale nowotworowy guz mózgu.

− Żegnając go dziś, dziękujemy mu za to, że we wczesnej młodości przyjął wezwanie Chrystusa: „Pójdź za mną” − podkreślał bp Mieczysław. − Że wytrwał w kapłańskiej wierności, że zostawił trwały ślad kapłańskiej posługi, że z heroiczną wiarą znosił cierpienia choroby. W swoim testamencie, liście pożegnalnym, napisał: „Chcę wśród was pozostać, zostawić swoje ciało, które tutaj się zmęczyło i zestarzało, zostawić serce, które was kochało, ręce, które was błogosławiły, rozgrzeszały, dawały Ciało Pańskie. Bądźcie wierni Chrystusowi i Jego Matce, niech was wszystkich Bóg błogosławi”.