Pomnik wciąż żywy

Justyna Jarosińska

|

Gość Lubelski 45/2018

dodane 08.11.2018 00:00

Niewielka podlubelska miejscowość jest jedynym takim miejscem w regionie, gdzie obok siebie na jednym cmentarzu pochowanych jest aż tylu żołnierzy Józefa Piłsudskiego.

Ksiądz Paweł Kuzioła proboszczem parafii jest od 10 lat. Ksiądz Paweł Kuzioła proboszczem parafii jest od 10 lat.
Justyna Jarosińska /Foto Gość

Był rok 1931, kiedy do Jastkowa przybył Ignacy Mościcki, by wziąć udział w wielkiej uroczystości poświęcenia obelisku postawionego na cmentarzu legionowym. – To właśnie tutaj w 1915 roku rozegrała się jedna z najważniejszych bitew I wojny światowej na terenie Królestwa Polskiego – opowiada ks. Paweł Kuzioła, proboszcz parafii.

Wyryte w kamieniu

Bitwa trwała zaledwie kilka dni. Największe straty poniósł w niej 4 pułk legionistów. Ilu dokładnie żołnierzy zostało wtedy zabitych, do końca nie wiadomo. W miejscu zakończenia bitwy powstał cmentarz, na którym pochowano wszystkich zabitych. – Później pochówki żołnierzy austriackich przeniesiono w inne miejsca, m.in. do Marysina. Rosjanie swoich zabrali i zostali tylko legioniści – opowiada ks. Paweł. Dziś na jastkowskim cmentarzu spoczywa 120 legionistów. Na każdym krzyżu wmurowanym w ziemię umieszczone jest imię i nazwisko zabitego żołnierza. Jak zaznacza proboszcz, są to zarówno uczestnicy bitwy pod Jastkowem, jak i późniejsi polegli w innych walkach niepodległościowych. – Przez lata przyjeżdżały na te groby ich dzieci i wnuki – informuje ks. Kuzioła. Od 1990 roku pierwszy wybrany po przemianach ustrojowych wójt wprowadził Mszę św. na cmentarzu w dniu zakończenia bitwy jastkowskiej − 3 sierpnia. Od tamtego czasu co roku w tę rocznicę sprawowane jest tam o godz. 16 specjalne nabożeństwo.

Zaraz po tym, gdy w Jastkowie powstał cmentarz legionistów, tuż obok postanowiono wybudować szkołę. – Chodziło o to, by stworzyć coś na wzór żywego pomnika legionistów i zobowiązać społeczność szkolną do opiekowania się tym miejscem – mówi proboszcz. Szkoła przyjęła imię Józefa Piłsudskiego, a w czasach komunistycznych patronem został Tadeusz Kościuszko. – Teraz przeżywamy powrót do pierwotnej nazwy – informuje ks. Paweł.

Jastkowski cud

W 1932 roku w Jastkowie powstała parafia erygowana przez bp. Mariana Fulmana. – Ponieważ biskup miał wielkie nabożeństwo do Matki Bożej, nowa świątynia przyjęła wezwanie Matki Bożej Królowej Korony Polskiej, co bezpośrednio wiązało się z bitwą pod Jastkowem – mówi ks. Paweł.

Kościół powstał jako barak z drewnianych ścinek. W 1960 roku ustalono, że parafia wybuduje kościółek w stylu zakopiańskim. Taka świątynia w centrum miejscowości funkcjonuje do dziś. Zmieniono tylko jej wezwanie, nieco je skracając. − Jednym z ciekawszych wydarzeń w okresie blisko 90-letniej działalności naszej parafii był bez wątpienia tzw. cud jastkowski – opowiada ks. Kuzioła. – To, co działo się przez te lata, zapisano w parafialnej kronice prowadzonej od początku powstania parafii. 3 lipca 1949 roku tłumy ludzi szły do lubelskiej archikatedry, by zobaczyć Matkę Bożą, która płacze. Pielgrzymi zatrzymywali się w naszym kościele. Ktoś zauważył, że na obrazie Matki Bożej pojawiły się łzy, że Jej twarz się zmieniła. Niektórzy mówili, że być może spowodowane to było refleksami światła, ale kilka osób z powodu głoszenia tej informacji i zaangażowania w sprawę aresztowano. Informacja o potencjalnym cudzie została bardzo szybko i skutecznie zduszona, miała jednak swój wpływ na całą parafię.

Dziś parafia w Jastkowie liczy ok. 4 tys. wiernych i ciągle się rozrasta. Mieszkańcy bardzo chętnie włączają się w życie swojej wspólnoty. – Dla każdego z nas bardzo ważne są uroczystości patriotyczne, których tu zdecydowanie nie brakuje – mówi pani Ania, mieszkanka Jastkowa.