Trudny do przyjęcia

Agnieszka Gieroba

|

Gość Lubelski 7/2019

dodane 14.02.2019 00:00

Kiedy u Marii Nowackiej zdiagnozowano raka i ktoś jej powiedział, że choroba może być darem, wszystko się w niej zagotowało ze złości. Po latach jednak przyznała rację temu stwierdzeniu.

▼	Sakrament namaszczenia podczas uroczystości w lubelskiej  katedrze. ▼ Sakrament namaszczenia podczas uroczystości w lubelskiej katedrze.
Agnieszka Gieroba /Foto Gość

O tamtym czasie mówi: − Miałam 40 lat, byłam w pełni sił. Zawodowo powodziło mi się znakomicie, miałam wówczas nastoletnie dzieci, dom. Kiedy przyszła diagnoza − nowotwór piersi − byłam wściekła. Nie mogłam uwierzyć, że mnie to spotkało. Główne pretensje skierowałam do Pana Boga. Żaliłam się też znajomej siostrze zakonnej, a ona powiedziała mi, że choroba może być darem. Pomyślałam, że ta kobieta nic nie rozumie.

Zaczął się szpital, leczenie, chemioterapia. Było bardzo ciężko, a jednak wtedy moja rodzina zjednoczyła się jak nigdy wcześniej. Zdałam sobie sprawę, że każde z nas żyło osobno, choć pod jednym dachem. Mąż miał swoje sprawy, ja swoje, nastoletnie dzieci nie chciały z nami rozmawiać. Choroba sprawiła, że wszystko się przewartościowało. Poczuliśmy, że możemy siebie stracić, że mamy na bycie razem bardzo mało czasu. Pierwszy raz wspólnie się modliliśmy. Mój gniew zaczął zamieniać się w zaufanie.

Wszystko wskazuje na to, że zostałam wyleczona. Od tamtej pory minęło pięć lat i z perspektywy czasu rzeczywiście mogę powiedzieć, że ta choroba była darem. Bardzo trudnym do przyjęcia, a jednak prawdopodobnie ona uratowała moje małżeństwo i rodzinę – daje świadectwo pani Maria. Za chorych, ich opiekunów i lekarzy w lubelskiej katedrze modlił się abp Stanisław Budzik, który z okazji Dnia Chorego przewodniczył Eucharystii. Dziękował ludziom chorym za ich cierpienie ofiarowane w różnych intencjach. Zwracając się do zgromadzonych, odwołał się do czytanej tego dnia Ewangelii, która opowiada o weselu w Kanie Galilejskiej.

− To tam Jezus pierwszy raz objawił swoją moc. Na pierwszy plan jednak wysuwa się Maryja, która pewnie była znajomą pary młodej i na nią Jezus został zaproszony na wesele. Ona ofiarowuje nowożeńcom, ale i nam, najcenniejszy dar – swego Syna, który wybawia z potężnego kłopotu. Każe sługom napełnić stągwie wodą. Ile zaufania ta zwykła czynność wymagała od sług. Mogli przecież powiedzieć, że to bez sensu i powiedzieć gościom, że skończyło się wino. Jednak zrobili to, o co prosił Jezus. Tym bardziej że Maryja powiedziała: uczyńcie, cokolwiek wam powie – mówił abp Stanisław. Podkreślał też, że Bóg wchodzi w zwykłe sprawy, uczestniczy w naszym codziennym życiu. − Ten przykład z Kany uczy, żeby różne prośby zanosić Bogu przez Maryję. Dlatego w Światowym Dniu Chorego prosimy Jezusa przez Maryję, by obdarzył nas wrażliwością na potrzebujących. Pomagając im, mamy szansę stać się rękami Boga. Ta posługa często bywa trudna, a jednak jest wyrazem miłości – podkreślał metropolita.