Uratujesz mu życie?

Justyna Jarosińska

|

Gość Lubelski 11/2019

dodane 14.03.2019 00:00

Jacek Kudła jest radnym gminy Wólka. Jest też sołtysem Rudnika. Od lat działa na rzecz lokalnej społeczności. Teraz szuka dawcy szpiku − genetycznego bliźniaka.

▲	Rodzina pana Jacka czeka na powrót do zdrowia męża i ojca. ▲ Rodzina pana Jacka czeka na powrót do zdrowia męża i ojca.
Justyna Jarosińska /Foto Gość

Pan Jacek ma 49 lat i troje dzieci. Przez wiele lat pracował w sklepie E.Leclerc przy ul. Zana w Lublinie. Dziś jego codzienność to szpital, ale jak mówi Renata Kudła, jego żona, gdyby tylko znalazł się dawca, mógłby natychmiast zostać poddany przeszczepowi.

O tym, że jest chory na ostrą białaczkę szpikową, dowiedział się w październiku 2018 roku. − Mąż przeszedł szereg specjalistycznych badań, które w końcu wykazały powód słabych wyników morfologii. Okazało się, że jest chory na nowotwór krwi i tak naprawdę jedynym ratunkiem jest przeszczep szpiku − mówi pani Renata. − Niestety nikt z rodziny nie zakwalifikował się jako dawca, dlatego też rozpoczęliśmy poszukiwania potencjalnego dawcy przez Fundację DKMS.

Mimo że w bazie DKMS zarejestrowanych jest ponad 1,5 mln potencjalnych donatorów, nie ma wśród nich genetycznego bliźniaka pana Jacka. Dlatego też przyjaciele, ale także cała gmina Wólka, z wójtem Edwinem Gortatem na czele, zaangażowali się wraz z fundacją DKMS w akcję poszukiwania dawcy dla pana Jacka. – Żyjemy na tym świecie, żeby sobie wzajemnie pomagać. Choroba nie wybiera i kiedyś może to spotkać każdego z nas.

Każdego roku ponad 10 tysięcy osób w Polsce zapada na jedną z chorób nowotworowych krwi lub szpiku. Od kilku lat tylko w naszym kraju wykonuje się około 1500 ratujących życie transplantacji szpiku, w tym aż w 75 proc. od dawców niespokrewnionych. Dawcy z zagranicy ratują polskich pacjentów, a dawcy z Polski – pacjentów na całym świecie. − Co godzinę ktoś słyszy diagnozę: nowotwór krwi − mówi Katarzyna Poniatowska z fundacji DKMS. – Szukanie dawcy dla potrzebującego przeszczepienia pacjenta jest często jak szukanie igły w stogu siana. Pomimo 30 milionów dawców zarejestrowanych dziś w bazach na świecie nadal dla 20 proc. polskich pacjentów nie znajduje się zgodnego dawcy − mówi. – Dlatego tak ważne jest, by ludzie się rejestrowali i jako potencjalni dawcy szpiku lub komórek macierzystych krwi obwodowej dawali szansę na życie osobom, które walczą z nowotworem krwi – podkreśla K. Poniatowska. − Najbliższą akcję rejestracji dawców przeprowadzamy z myślą o panu Jacku, ale rejestrujemy się dla wszystkich chorych na całym świecie.

Wokół przeszczepu szpiku narosło wiele mitów. Mimo akcji edukacyjnych wiele osób ma wątpliwości. Pobranie szpiku jednak nie grozi paraliżem, bo nie ma nic wspólnego z kręgosłupem. Szpik, który może uratować życie, najczęściej pobierany jest z krwi. Jedynie 20 proc. przypadków to pobranie komórek macierzystych z talerza kości biodrowej.

By się nie bać i zarejestrować w bazie DKMS, zachęca Angelika Panocha, która mimo młodego wieku już mogła uratować czyjeś życie. – Zarejestrowałam się tuż po ukończeniu 18 lat. Telefon zadzwonił jakieś półtora roku później. Byłam bardzo szczęśliwa. Miałam jednak też świadomość, że człowiek, który czeka na mój szpik, jest bardzo chory – opowiada. – Gdy siadłam na fotelu i bez jakiegokolwiek stresu poddałam się 3−4-godzinnemu pobraniu szpiku z krwi, pomyślałam, że dla mnie to tak niewiele, a dla kogoś to całe życie.

Akcja poszukiwania bliźniaka genetycznego dla Jacka Kudły odbywała się przez kilka dni w wielu punktach Lublina i gminy Wólka. Zaplanowana jest także na 16 marca w godzinach od 9 do 20 w Tarasach Zamkowych w Lublinie. Każdy jednak, kto nie zdąży wziąć w niej udziału, może zarejestrować się przez stronę internetową dkms.pl.