Nikt cię nie kocha tak jak Ja

ag

|

Gość Lubelski 11/2019

dodane 14.03.2019 00:00

Miała 23 lata, gdy usłyszała słowa poruszające do głębi. To one zaprowadziły ją do klasztornych drzwi, przez które przeszła bez wahania.

►	Zakonnica pracuje w Lublinie, gdzie wraz ze współsiostrami prowadzi dom dziecka. ► Zakonnica pracuje w Lublinie, gdzie wraz ze współsiostrami prowadzi dom dziecka.
Agnieszka Gieroba/Foto Gość

Siostra Łucja pochodzi z Brazylii. Od jej wstąpienia do Zgromadzenia Sióstr Służebnic Wynagrodzicielek NSJ minęło już dwadzieścia lat. Codziennie jednak słyszy w sercu słowa, które kiedyś ją poruszyły. − Dziś co prawda rozumiem je inaczej niż wtedy, gdy byłam młodsza, lecz niepodważalne jest, że stały się one żywym filarem mego powołania – mówi.

Była wychowywana w katolickiej rodzinie, mimo że większość jej bliskich należy do Kościoła protestanckiego. Jako nastolatka miała takie same, zwyczajne i naturalne pragnienia jak jej rówieśniczki – wyjść za mąż, mieć dużo dzieci i rodzinę. Wszystkie swoje działania kierowała ku realizacji tego planu. Nie dopuszczała do siebie żadnego innego rozwiązania. W wieku piętnastu lat przeżyła pierwsze zauroczenie, potem pojawiło się kilku innych chłopaków.

Poszukiwanie miłości

– Czegoś mi jednak brakowało w tych związkach. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam czego. Pragnienie kochania i bycia kochanym jest w każdym człowieku. Jeśli nie jest zaspokojone w sposób prawdziwy, dusza odczuwa trawiący brak. Przeżywałam to jako osobisty dramat, tym większy że w moim kraju w tamtych czasach dwudziestotrzyletnia dziewczyna bez męża była naprawdę rzadkością. Było mi z tym ciężko, lecz nie przerywałam poszukiwań i nie traciłam nadziei. I w tę właśnie sytuację mojego życia wszedł sam Bóg – daje świadectwo s. Łucja. Po kolejnym rozczarowaniu poznała miłego chłopaka. Zaczął jej opowiadać o swojej wierze, o ruchu charyzmatycznym, do którego należy, i zaprosił na spotkanie modlitewne w katedrze. W pewną majową sobotę młoda Brazylijka zdecydowała się pójść na spotkanie. – W tym dniu moje życie zostało wywrócone do góry nogami. Dziś mogę powiedzieć, że rozświetlił je ogień Bożej miłości, który pali się do tej pory. To doświadczenie jest nie tyle wspominaniem, ile ciągłą rzeczywistością – mówi siostra.

Odnalazłam swoje miejsce

Usłyszała wtedy piosenkę: „Nikt cię nie kocha tak jak Ja”. – To słowa, które Jezus kieruje do każdego człowieka. Coś wtedy we mnie pękło i rozpłakałam się jak małe dziecko. Nagle znalazłam to, czego szukałam, a raczej dałam się znaleźć Temu, który mnie szukał. Miłość, którą poczułam, wypełniła mnie całą i zaspokoiła pragnienia, które nosiłam. Słowa i uczucia płynęły strumieniem i były obrazem mojej relacji z Panem Bogiem, a raczej Jego relacji do mnie, której nie dostrzegałam i nie doceniałam. Zrozumiałam, że na świecie naprawdę nie ma nikogo innego, kto mógłby pokochać mnie tak bardzo. Na takie wyznanie nie mogłam odpowiedzieć inaczej jak tylko moją małą miłością, która była przyjęciem miłości Boga – podkreśla s. Łucja.

Podczas Mszy św. Łucja poczuła przynaglenie, aby porozmawiać z księdzem sprawującym Eucharystię. – Kiedy weszłam do zakrystii, kapłan powiedział: „Czekałem na ciebie” – zupełnie tak jak Pan Jezus wcześniej! W trakcie rozmowy spytał, czy myślałam kiedyś o życiu zakonnym. Nie myślałam. A jednak poszłam za głosem miłości, który mnie zapraszał, chociaż z moim usposobieniem wydawało mi się to szaleństwem. Z czasem zaczęłam łączyć różne fakty i dostrzegać Boże znaki, które towarzyszyły mi przez całe życie, doprowadzając ostatecznie do miejsca, gdzie dziś jestem − mówi.

Dwadzieścia lat życia konsekrowanego potwierdza nieustanne poczucie bycia kochanym. W codzienności, która jest różna – zupełnie zwyczajna, czasem radosna, czasem smutna – zakonnica doświadcza miłości prawdziwej i pełnej. Zaczynając swoją przygodę z Jezusem, nie wiedziała, że w Bożych planach jest jej przyjazd do Polski i praca w domu dziecka. – Dostałam więcej, niż mogłabym nawet marzyć – podsumowuje s. Łucja Vania Soares Justiniano.