Pomaganie to bycie z Bogiem

jj

|

Gość Lubelski 15/2019

publikacja 11.04.2019 00:00

Aleksandra Burdan, współorganizatorka akcji charytatywnych Kotek Marysi, Uwolnić Ciucha oraz Wstawaj, Alicja, została Lublinianką Roku 2018.

▲	Ola podkreśla, że wolontariat uczy wrażliwości na drugiego człowieka. ▲ Ola podkreśla, że wolontariat uczy wrażliwości na drugiego człowieka.
Justyna Jarosińska /Foto Gość

Z wykształcenia prawnik i politolog, miłośniczka dobrej kawy. Od dłuższego czasu zaangażowana w różnego rodzaju akcje charytatywne organizowane w przestrzeni Lublina. Z wyróżnienia bardzo się cieszy, choć nie ukrywa, że jest ono dla niej wielkim zaskoczeniem, bo przecież nie robi nic szczególnego.

− W którymś momencie w życiu zdałam sobie sprawę, że mam naprawdę dużo. Dobrego męża, świetną pracę, wspaniałych przyjaciół. Z tej wdzięczności w moim sercu zrodziło się silne pragnienie, by móc dzielić się z innymi tym, co mam, choćby to był tylko czas, wiedza czy doświadczenie − opowiada Aleksandra Burdan. − Miałam w życiu takie chwile, gdy mocno koncentrowałam się na swoich brakach, frustrowałam się, zapętlałam w myśleniu, że ciągle czegoś jest za mało. Gdy skupiłam się na tym, co mam, co mogę dać innym, Pan Bóg postawił na mojej drodze ludzi, którzy mieli takie samo widzenie świata. Postanowiliśmy robić coś razem.

Choć Ola dużo czasu poświęca na działalność charytatywną, podkreśla, że zachowuje we wszystkim równowagę. − Staram się nikogo i niczego nie zaniedbywać − podkreśla. Czasu na bycie dla innych jej nie szkoda, bo jak mówi, to jest czas dobrze zagospodarowany. − Musimy pamiętać, że czas jest wspaniałym darem od Pana Boga i my jesteśmy za ten dar odpowiedzialni − stwierdza. − Dla mnie pomaganie innym, dawanie siebie jest sposobem na bycie z Panem Bogiem. Odkryłam to i bardzo się z tego cieszę.

Zaledwie kilkanaście dni temu zakończyła się akcja Uwolnij Ciucha, z której pieniądze przeznaczone zostały na leczenie Alicji Mazurek, a już przed Olą i ludźmi, którzy z nią współpracują, kolejne wyzwania. − Właśnie pojawiła się informacja o tym, że skończył się opłacony pobyt małej Marysi Szlązak w klinice w Rzymie − opowiada Ola. − Potrzeba kolejnych 80 tys. euro na dalsze leczenie. W zeszłym tygodniu Marysia miała kolejną chemię. Teraz rodzice czekają na wolne miejsce w klinice pod Rzymem, gdzie dziewczynka będzie miała rehabilitację wzroku. Zastanawiamy się więc, jak uzbierać pieniądze na to leczenie – mówi. Jak przypomina, w akcję Kotek Marysi i zbiórkę pieniędzy na leczenie chorej dziewczynki we włoskiej klinice włączyło się wiele osób i organizacji. − Będziemy myśleć, co jeszcze możemy zrobić, by zebrać potrzebną kwotę. Na pewno będziemy chcieli ponownie uruchomić zbiórkę na stronie internetowej Się Pomaga − informuje.