Wikt i kąt

Justyna Jarosińska

|

Gość Lubelski 26/2019

dodane 27.06.2019 00:00

Szefowali mu kandydaci na ołtarze, mieszkała w nim niemal połowa episkopatu. Dom studencki dla księży działa w Lublinie już od wieku.

Rada seniorów wraz z dyrektorem o. Mirosławem Chmielewskim (piąty od lewej). Rada seniorów wraz z dyrektorem o. Mirosławem Chmielewskim (piąty od lewej).
Justyna Jarosińska /Foto Gość

W chwili, gdy powołano do życia uniwersytet lubelski, polscy biskupi zadecydowali, że jego integralną częścią ma być konwikt. – To nazwa pochodząca z łaciny od słowa convento – czyli wspólne mieszkanie księży, zakonników, wspólnoty klasztornej – wyjaśnia dyrektor domu studenckiego dla księży, redemptorysta o. dr Mirosław Chmielewski.

Przez pierwszy rok księża wysłani na studia do Lublina mieszkali w seminarium duchownym przy dzisiejszej ulicy Wyszyńskiego, później w konwikcie na Starówce przy ul. Archidiakońskiej. – Przebywał tam także m.in. kard. Stefan Wyszyński – opowiada o. Chmielewski. – Na budynku do dziś widnieje tablica, która o tym informuje.

W 1931 roku ówczesny rektor KUL ks. Józef Kruszyński rozbudował przy pomocy biskupa diecezji Leona Fulmana część dawnych wojskowych koszarów przy ul. Zgody, późniejszej ul. Nowotki, a obecnej Radziszewskiego. W nowo powstałym budynku mogło zamieszkać przeszło 200 mieszkańców. – Ideą tego wspólnego mieszkania było przede wszystkim zapewnienie księżom formacji kapłańskiej, wsparcia duchowego – mówi o. Mirosław. Od początku w konwikcie mieszkali zarówno księża diecezjalni, jak i zakonnicy, którzy w Lublinie nie posiadali swoich domów wspólnotowych. Studiowali głównie teologię, ale gdy uniwersytet zaczął się rozwijać, także inne kierunki. Od początku wraz ze studentami mieszkali również profesorowie. Tak jest do dziś. – To forma nawiązania do tradycji oksfordzkiej – informuje ojciec dyrektor.

Przez sto lat działalności konwiktu przewinęło się przez niego wielu duszpasterzy, dziś bardzo znanych, a także kandydatów na ołtarze. – Wśród bardziej znaczących postaci dyrektorami konwiktu byli m.in. o. Jacek Woroniecki, ks. Władysław Korniłowicz, późniejszy biskup lubelski Piotr Kałwa, ks. Stefan Wyszyński, ks. Wincenty Granat czy ks. Józef Homerski – wymienia o. Mirosław. – A wielu naszych księży studentów zostało biskupami – dodaje.

Od początku swojego funkcjonowania konwikt miał regulamin, który każdorazowo podpisywał aktualny rektor. – Była i jest w nim informacja o tym, że konwikt podlega pod episkopat, a wybierany dyrektor musi być zatwierdzony przez biskupa, który jest jednocześnie wielkim kanclerzem KUL − informuje o. Chmielewski.

Księża konwiktorzy, którzy przewinęli się przez dom przy ul. Radziszewskiego, bardzo przysłużyli się uczelni. – To oni, wracając do swoich diecezji, propagowali ideę katolickiego uniwersytetu, to oni informowali, że KUL istnieje i nie studiują na nim jedynie księża – mówi o. Mirosław. − To oni także szukali wsparcia finansowego dla uniwersytetu – dodaje.

Dziś w konwikcie mieszka ponad setka księży. W przeciwieństwie do początków jego działalności, ci, którzy aktualnie studiują teologię, są w mniejszości. – Wielu uczy się na KUL języków obcych, psychologii, ale też studiują nauki ścisłe. Wśród naszych mieszkańców jest też 23 księży z Nigerii. Coraz lepiej sobie radzą, niektórzy świetnie już mówią po polsku – opowiada ojciec dyrektor.

Choć warunki mieszkalne w konwikcie nie są idealne, wielkim atutem tego akademika jest kaplica oraz stołówka, która jednoczy duchowieństwo z różnych diecezji. – Te elementy, ale także obecność ojca duchownego, organizowane rekolekcje czy spotkania dyskusyjne sprawiają, że chętnych na mieszkanie w konwikcie nie brakuje – cieszy się o. Chmielewski.