Powinniśmy myśleć o jutrze

Ks. Rafał Pastwa

|

Gość Lubelski 27/2019

dodane 04.07.2019 00:00

Dr Mariusz Filipek, radca prawny i prezes Pracodawców Ziemi Lubelskiej, mówi o znaczeniu i charakterze tej organizacji, a także o biznesie na Lubelszczyźnie.

▲	Mecenas Mariusz Filipek kieruje organizacją od roku. ▲ Mecenas Mariusz Filipek kieruje organizacją od roku.
ks. Rafał Pastwa /Foto Gość

Ks. Rafał Pastwa: Niedawno odbyła się gala Lubelskiego Orła Biznesu. Jakie znaczenie dla lokalności ma tego typu wydarzenie?

Dr Mariusz Filipek: Tegoroczna gala odbyła się po raz 16. Pomysł na Orła Biznesu powstał w głowie założycieli naszej organizacji. Chodziło o nagrodzenie, o pokazanie najlepszych przedsiębiorców w Lublinie i w regionie. Było to jedno z pierwszych wyróżnień tego typu. Do dziś Orzeł Biznesu jest tylko jeden. W moim odczuciu najcenniejsze przyznawane przez nas wyróżnienie to nagroda dla osobowości roku, dla uznanego autorytetu wspierającego biznes. Nie muszą to być wyłącznie osoby sędziwe, ale te, które zrobiły coś wyjątkowo cennego dla biznesu.

Kapituła wyróżniła też małe i duże firmy, także przedsiębiorstwa rodzinne.

Zwłaszcza docenianie firm rodzinnych ma ogromne znaczenie. Są one dla mnie najcenniejsze, bo z punktu widzenia biznesu rodzinnego prowadzenie takiej firmy jest trudne. A jednak wielu rodzinom to wychodzi i pokazują swoją siłę.

Jak wygląda sytuacja biznesowa na Lubelszczyźnie? Jesteśmy ścianą wschodnią.

To prawda. Niestety biznes w naszym regionie jest mocno rozdrobniony. Dużych zakładów pracy mamy niewiele. Potentatami są Azoty Puławy, Bogdanka, PZL Świdnik. Reszta to tak naprawdę małe i średnie przedsiębiorstwa, dlatego powinno się je doceniać, pomagać w przechodzeniu przez gąszcz różnych zawiłości prawnych i urzędniczych. Konieczne jest ich wsparcie.

Trudno wystartować ze swoją działalnością?

Uważam, że dzisiaj jest łatwiej rozpocząć biznes niż kiedyś. Obecnie dostępne są różnego rodzaju programy pomocowe, oferowane przez urzędy pracy czy jako programy unijne. Można wziąć pożyczkę bezzwrotną na założenie działalności, można starać się o dofinansowanie. Sądzę, że jest łatwiej niż dawniej. Liczy się jednak pomysł i wytrwałość. Kiedyś trzeba było jeszcze znaleźć pieniądze, dziś można dostać środki na start.

Wiele osób boi się jednak rozpocząć własną działalność.

Biznes zawsze wiąże się z ryzykiem, z nieprzewidywalnością. Oczywiście, prowadząc tego typu aktywność, można przewidzieć okresy lepsze, gorsze. Zysk należy liczyć w ciągu roku, a nie w ciągu miesiąca.

Jest Pan współwłaścicielem największej kancelarii prawnej po tej strony Wisły. Łatwiej potentatowi ocenić ryzyko?

Podsumowujemy rok do roku. Analizujemy obrót, zysk. Oczywiście, staramy się planować usługi miesięczne, ale patrzymy zawsze w szerszej perspektywie. Myślę jednak, że swego rodzaju nieprzewidywalność hamuje młodych ludzi przed wejściem na indywidualną ścieżkę biznesową.

Co chce zmienić prezes Pracodawców Ziemi Lubelskiej, jak i cała organizacja, w naszym regionie?

Biznes jest u nas zdecydowanie „osobowy”. Polega na bliskim kontakcie przedsiębiorców, na relacji między nimi. I nam chodzi o jeszcze większe uwypuklenie tej współpracy. Siła bowiem tkwi w kooperacji i współpracy, a nie w działaniu jednoosobowym i samodzielnym. Chcemy też pokazać, że organizacje takie jak nasza są potrzebne. Przeszły bowiem wielką ewolucję. Dziś jesteśmy członkiem Pracodawców RP, największego związku tego typu. W mojej ocenie takie stowarzyszenia nie mogą mieć wyłącznie charakteru bankietowego, powinny przedstawiać i forsować konkretne postulaty, mieć wpływ na sytuację pracodawców, przedsiębiorców, pracowników na danym rynku. Chodzi też o oddziaływanie na lokalne władze w celu pomocy przedsiębiorcom.

Jak oddziaływać na wójta, burmistrza, prezydenta?

Siła tkwi w liczebności członków danej organizacji, w nazwiskach i autorytetach. Nasza ruch zrzesza ok. 14 tys. osób. Głos tych osób musi być słyszalny. Mało tego, siłą związku są też podatki, a skoro tak – każdy włodarz miasta czy gminy powinien się liczyć z ludźmi płacącymi podatki. Chcemy jednak być przede wszystkim partnerem do dyskusji, a nie oponentem.

Jakich zasobów nie wykorzystujemy w naszym regionie?

Mamy potężne tereny pod inwestycje. Zamierzamy stworzyć pewnego rodzaju inkubator działający przy pracodawcach, by umożliwić potencjalnym inwestorom ulokowanie kapitału na Lubelszczyźnie. Chcemy nawiązać szereg relacji z włodarzami miast regionu, by potencjalny inwestor nie szukał na własną rękę, ale miał swoistego przedstawiciela na tym rynku – czyli nas. Znamy potrzeby rynku, a ponadto chcemy wzmacniać relacje z partnerami. Dzisiaj Lubelszczyzna słynie z turystyki – i bardzo dobrze. Ta gałąź się rozwija, mamy wspaniałe tereny przyrodnicze. Oprócz tego musimy jednak mieć coś więcej, chcemy przyciągać biznes. Musimy myśleć o przyszłości, o ciągłości myślenia i działania.