Wierzą w cud

ks. Rafał Pastwa

|

Gość Lubelski 35/2019

dodane 29.08.2019 00:00

Jej noga jest zdeformowana i w coraz gorszym stanie. Kość może pęknąć w każdej chwili. Konieczna jest kosztowna operacja.

Państwo Gajewscy ze swoimi córkami. Lilka na rękach u mamy. Państwo Gajewscy ze swoimi córkami. Lilka na rękach u mamy.
Archiwum rodzinne

Jeżeli nie uda się jej przeprowadzić, dziecko będzie skazane na wózek inwalidzki. Termin operacji wyznaczono na drugą połowę września. Początkowo zainteresowanie mediów oraz osób gotowych nieść pomoc było duże, potem osłabło. A czasu jest niewiele. Jednak my, podobnie jak nasi czytelnicy, wierzymy, że zbiórka pieniędzy na operację Liliany na stronie: siepomaga.pl zakończy się powodzeniem. Operacja kosztuje ponad 350 tys. zł. W tej chwili udało się zebrać 35 proc. potrzebnej kwoty.

Chodzi o zdrowie dziecka

– Jestem mieszkańcem innego województwa i innej diecezji, ale bardzo żywo interesuję się powodzeniem tej akcji, gdyż nie tak dawno udało się nam zakończyć sukcesem podobne starania na rzecz chorego dziecka na zachodzie Polski. Wraz ze swoim najbliższym otoczeniem staram się zaangażować sportowców i znane osoby na rzecz zbiórki na leczenie Liliany. Trochę dziwi jednak bierność niektórych środowisk na Lubelszczyźnie. Ale nie wolno się poddawać. Jeżeli odpowiednia liczba osób się zaangażuje, to uda się zebrać pieniądze na operację – mówi w rozmowie telefonicznej Zdzisław.

Rodzice Liliany podkreślają, że martwią się i boją coraz bardziej, bo czas ucieka. Wymieniamy maile. – To jak zderzenie z potężną ścianą, bo cena, jaką trzeba zapłacić za zdrowie Lilki, jest ogromna. Nie zostało nam dużo czasu, bo termin operacji wyznaczono na 21 września tego roku. Po raz pierwszy w naszym życiu prosimy o taką pomoc, ale kiedy chodzi o przyszłość własnego dziecka, nie ma się innego wyjścia – mówią rodzice Lilki, mieszkańcy gminy Józefów nad Wisłą, należący do parafii pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Rybitwach.

Bolesna odkrycie

– Po porodzie wyszłyśmy ze szpitala do domu. Byliśmy szczęśliwi, bo na świat przyszła nasza druga wymarzona córeczka. Któregoś dnia, kiedy przewijałam Lilkę, zwróciłam uwagę na jej lewą nóżkę, która była nieco bardziej wykrzywiona niż prawa. Jeszcze wtedy nie byłam tym przerażona. Dla spokoju sumienia umówiłam się na konsultację do ortopedy. Z gabinetu wyszłam już ze łzami w oczach. Lekarz od razu powiedział, że jest źle – wspomina mama dziewczynki.

Córka państwa Gajewskich ma staw rzekomy kości piszczelowej lewej nóżki. Oznacza to, że najprawdopodobniej kość źle rozwijała się już w czasie ciąży. Kość piszczelowa jest wygięta w łuk, a stopa jest wykrzywiona. Z każdym dniem kość jest coraz słabsza, bardziej krucha i w każdej chwili może pęknąć. – Od ortopedów słyszymy, że konieczna jest jak najszybsza operacja, aby Lilka mogła uczyć się chodzenia już na zdrowych nogach. Po konsultacjach z polskimi lekarzami byłam załamana. Dali jedynie 50 procent szans na powodzenie operacji. To zbyt duże ryzyko.

Szukając innego rozwiązania, znaleźliśmy informacje o klinice w Stanach Zjednoczonych. Przesłaliśmy wszystkie dokumenty i po dwukrotnej konsultacji lekarze dali nam całkowitą pewność, że naprawią nóżkę naszej córki. Przedstawiono nam cały plan leczenia. Lilka będzie miała pobraną masę kostną z talerzy biodrowych i przeszczepioną do piszczeli. Dodatkowo zostanie wszczepione specjalne białko w miejscu pęknięcia oraz płytka, która usztywni nóżkę – tłumaczą państwo Gajewscy.

Operację zaplanowano w Paley European Institute w Warszawie. – Byliśmy szczęśliwi do czasu, aż otrzymaliśmy kosztorys operacji. Zdrowie Lilki kosztuje nas ponad 350 tys. zł. To wydatek, który musimy pokonać, aby doprowadzić nasze dziecko do sprawności. Dlatego bardzo gorąco prosimy o wsparcie – dodają. Więcej szczegółów na lublin.gosc.pl i www.siepomaga.pl.