Nie zostawimy was samych

Agnieszka Gieroba

|

Gość Lubelski 37/2019

dodane 12.09.2019 00:00

Opuścili budynek w środku nocy, tak jak stali. Pilnie potrzebowali ubrań, butów, środków higienicznych. Z pomocą ruszyli parafianie z kościoła bł. Władysława Gorala.

▲	 Całkowicie spłonął dach placówki. ▲ Całkowicie spłonął dach placówki.
Agnieszka Gieroba /Foto Gość

Ogień pojawił się około 2.00 w nocy, zaskakując mieszkańców Domu Pomocy Społecznej przy ul. Głowackiego w Lublinie. Znaczna część z nich to osoby niepełnosprawne, które nie poruszają się samodzielnie. Kiedy zawyły syreny strażackie, większość mieszkańców okolicznych bloków już nie spała. Sąsiedzi ruszyli, by pomóc wyprowadzać osoby mieszkające w ośrodku. Wśród nich była Agnieszka Kremer.

− Wielu sąsiadów ruszyło na pomoc. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że mieszkańcy DPS to osoby leżące i na wózkach, które nie są w stanie same wyjść na zewnątrz. Wraz z policjantami, strażakami i oczywiście opiekunami osób niepełnosprawnych, pracującymi w tym ośrodku, pomagaliśmy wyprowadzać ludzi na ulice. W pamięci utkwił mi obraz starszego pana, który nie chciał opuścić tego miejsca, mówiąc, że to jego dom, wszystko, co ma, całe jego życie − mówi pani Agnieszka.

Odruch serca

Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale ludzie stracili wszystko. Dlatego rada parafialna wraz z wieloma osobami z parafii bł. Władysława Gorala, na której terenie znajduje się DPS, zorganizowała zbiórkę darów dla poszkodowanych.

− Ludzie ci wyszli w piżamach, nie mieli ubrań, butów, szczoteczek do zębów, mydła, szamponu. Potrzebne są pościel, ręczniki, środki higieniczne. Uważamy, że każdy może się czymś podzielić, dlatego pod naszym kościołem zorganizowaliśmy zbiórkę darów. Akcja została ogłoszona na Facebooku i z ambony kościoła. W ciągu dwóch dni zbiórki ludzie zasypali nas darami, które już przekazaliśmy potrzebującym – mówi ks. Mariusz Nakonieczny, proboszcz parafii bł. Władysława Gola.

Straty po pożarze są ogromne, szacowane na ponad 10 mln zł, jednak dzięki sprawnej akcji udało się uratować wiele elementów wyposażenia domu i dokumentację medyczną wszystkich pensjonariuszy.

Pod opieką patronki

Wiadomo, że pożar wybuchł na poddaszu i szybko się rozprzestrzenił, a w końcu zajął cały dach.

– Widok był przerażający, a temperatura w tamtym miejscu straszliwa, dlatego gdy po ugaszeniu ognia, podczas wizji lokalnej, znaleziono na poddaszu obrazek w stanie nienaruszonym, wykonany ze styropianu i szmatek podczas warsztatów przez jednego z mieszkańców domu, przedstawiający Matkę Teresę z Kalkuty (patronkę tego DPS), nikt nie mógł uwierzyć. Dla nas, wierzących, to pewien symbol, że święta patronka miała ludzi w swojej opiece. Nikt nie zginął, więcej, nikt nie wymagał nawet pomocy medycznej, co przy ewakuacji z płonącego budynku ponad stu osób można uważać za cud – mówi ksiądz proboszcz.

Teraz czas na odbudowę spalonego domu. Władze miasta zapewniają, że zabezpieczą środki na ten cel, także wiele osób przychodzi z pomocą. Zanim jednak mieszkańcy wrócą do swych dawnych pokoi, minie pewnie rok.

Obecnie wszyscy ewakuowani zostali przeniesieni do innych DPS, gdzie w pokojach jedno- czy dwuosobowych dostawiono łóżka. Nad wszystkimi została także roztoczona opieka duszpasterska.

Z ludźmi trzeba być

− Mieszkańcy DPS są naszymi parafianami. Ten dom nie był samotną wyspą, odwiedzaliśmy się często, włączaliśmy mieszkańców w życie parafii i oni zapraszali nas do siebie przy różnych okazjach. Wielu mieszkańców znałem osobiście. Zresztą nie tylko ja czy kapelan domu, ale i sporo sąsiadów. W DPS działał klub seniora, z którego korzystali mieszkańcy osiedla. Tworzyliśmy wspólnotę i nie wyobrażam sobie, byśmy mogli zostawić tych ludzi bez pomocy – podkreśla ks. Mariusz.

Duszpasterze służą pomocą. Na prośbę księdza proboszcza Nakoniecznego także kapelani domów, do których trafili poszkodowani, włączyli się w działania duszpasterskie.

− Wiadomo, że gdzie duża grupa ludzi, tam mogą zrodzić się napięcia czy problemy. Jeśli będzie taka potrzeba, będziemy się starać je łagodzić, na razie rozmawiamy zarówno z poszkodowanymi w pożarze, jak i mieszkańcami domów, do których trafili. Wiadomo, że pogorszył się standard ich życia, gdy nagle ich małe pokoje zmieniły się w sale wieloosobowe, ale to sytuacja wyjątkowa i – miejmy nadzieję – krótkotrwała – mówi ks. Nakonieczny.

Opieką duszpasterską otoczono także personel DPS, dla którego pożar także był szokiem. – Chcemy być z tymi ludźmi, dać im wsparcie i pocieszenie. Jestem przekonany, że wszyscy razem damy radę nie tylko odbudować dom, ale i wrócić do spokojnego dnia codziennego – podkreśla ks. Mariusz.