Razem  śmieją się i płaczą

Gość Lubelski 38/2019

dodane 19.09.2019 00:00

Kilkanaście lat temu w środku wsi stał stary zaniedbany budynek OSP. Dziś to miejsce tętni życiem. Łączą się w nim pokolenia, splatają ludzkie losy. Rodzi się wspólnota.

Dzieci odkrywają tu swoje talenty. Dzieci odkrywają tu swoje talenty.
Justyna Jarosińska /Foto Gość

To raptem dwa nieduże pomieszczenia, które w kryzysowej sytuacji są w stanie pomieścić naprawdę wiele osób. Głównodowodząca ośrodkiem Agnieszka Wróblewska zapewnia, że dla każdego jest miejsce. Spotykają się tu dzieci, dorośli, seniorzy. Trwa to od 10 lat.

Miejsce dla każdego

− Pamiętam początki ośrodka – wspomina A. Wróblewska. – Kilkoro zapaleńców postanowiło stworzyć tu wyjątkowe miejsce kultury. – Byłam wśród nich. Wymyśliliśmy działania, zajęcia, które chcieliśmy zaproponować mieszkańcom tutejszej gminy. Sami tu nie mieszkaliśmy. Okazało się, że nasze pomysły nie spotkały się z zainteresowaniem. Zderzenie z rzeczywistością było bolesne. Jakiś czas później Agnieszka sama założyła stowarzyszenie, które przejęło organizację działania ośrodka. W pracę w nim zaangażowała kobiety z okolicznych miejscowości. To dzięki niej dzieci z Radawczyka, Radawca, Pawlina czy Motycza nie trzeba było wozić na różnego rodzaju zajęcia do oddalonego o kilkanaście kilometrów Lublina. Swoje miejsce znalazły tu jednak także mamy i babcie.

– Okazało się, że jest wielkie zapotrzebowanie na działania twórcze dla dorosłych. Kobiety chcą robić coś dla siebie, co pozwoli im oderwać się od problemów dnia codziennego, a przy okazji spotkać z innymi kobietami. W niewielkiej sali, w której uczestnicy zajęć malują, wyplatają, wyszywają, wycinają, przyklejają itp., stoi duży stół. To przy nim toczy się życie ośrodka. Jedno popołudnie należy do dzieci, kolejne do dorosłych. I tak na zmianę. Czasami warsztaty się przeplatają. – Tak naprawdę chodzi o to, by wyjść z domu, by nawiązać relacje społeczne, które niestety w dzisiejszym świecie zastępują komputer i telefon – przekonuje Agnieszka Wróblewska. – Ludzie w końcu poczuli się tu wspólnotą. Taka zresztą była nasza idea. Tu razem się śmiejemy, płaczemy, świętujemy ważne wydarzenia dla każdej z nas.

Tacy sami, choć różni

Najwięcej osób wybiera warsztaty z ceramiki. − Do ceramiki trzeba mieć dużą cierpliwość – zauważa A. Wróblewska. − Proces technologiczny wymaga skupienia, poświęcenia, uwagi. Trzeba dużo z siebie dać, ale efekty są naprawdę wymierne. Pracownia to oddzielne pomieszczenie. W kącie stoi specjalny piec, w którym uczestnicy warsztatów wypalają swoje dzieła. Pod ścianami na półkach poustawiano gliniane dzbanki, talerze, wazony, miseczki.

– Jesteśmy na bieżąco ze wszystkimi nowościami, jeśli chodzi o materiały, szkliwo i sposoby pracy – podkreśla pani Agnieszka. Na ceramikę przychodzą głównie panie w różnym wieku i o różnym statusie społecznym. Jest pani profesor, ale też pani, która sprząta. − W tym miejscu wszystkie mówimy sobie po imieniu – zaznacza A. Wróblewska. − Nie ma między nami żadnych barier. Przyszłyśmy tu w konkretnym celu i jesteśmy sobie nawzajem potrzebne. Każda jednak przychodzi z różnym potencjałem i ważne jest, by wszystkie wyszły zadowolone. W warsztatach ceramiki, ale także malarstwa i rękodzieła uczestniczą oczywiście także dzieci. – One są bardzo chętne na wszelkie tego typu inicjatywy. Potrafią robić niesamowite rzeczy. Bardzo mi też pomagają. Nigdy nie spotkałam się ze słowami odmowy na jakąkolwiek prośbę. Dzieciom wystarczy dać przestrzeń, czas i słowa zachęty.

Z zajęć oferowanych przez ośrodek korzysta ponad 150 osób. To ludzie z całej gminy Konopnica, która od początku wspiera rozwój swoich mieszkańców. W sobotę 14 września w Ośrodku Działań Twórczych odbyło się świętowanie wielkiego jubileuszu 10-lecia istnienia placówki. Przygotowano warsztaty ceramiki, warsztaty florystyczne, pokazy mistrzów ognia, iluzji i oczywiście dobre jedzenie.