Nic nie jest oczywiste

Justyna Jarosińska

|

Gość Lubelski 39/2019

publikacja 26.09.2019 00:00

Ks. Damian Dorot, duszpasterz, członek projektu „Źródło”, student homiletyki, mówi o pomyśle na ewangelizację młodszych i starszych.

▲	Ks. Damian Dorot jest wikariuszem w parafii NMP Nieustającej Pomocy w Lublinie. ▲ Ks. Damian Dorot jest wikariuszem w parafii NMP Nieustającej Pomocy w Lublinie.
Justyna Jarosińska /Foto Gość

Justyna Jarosińska: Skąd wziął się pomysł na autorski kanał na YouTube?

Ks. Damian Dorot: Prawdę powiedziawszy, zrodził się spontanicznie, przy kawie w księgarni św. Pawła, po drugiej stronie ulicy mojego ówczesnego miejsca zamieszkania. Stąd wzięła się nazwa kanału: „Po drugiej stronie ulicy. Kaznodzieja i księgarz”. Prowadzę go z Piotrem Sady. Wcześniej, w wielu rozmowach, które prowadziłem z różnymi osobami, słyszałem, że dobrze by było, gdybym nagrywał kazania lub konferencje. Wtedy doszliśmy z księgarzami do wniosku, że warto spróbować robić coś takiego, nawet jeśli miałoby to być amatorskie i o niewielkim zasięgu.

Zaczęliście nagrywać krótkie filmiki...

Te pierwsze nie były takie krótkie. Trwały po ok. 20 min., bo na początku wychodził cykl dyskusji o książkach. Nie chcieliśmy robić tego w formie recenzji, a pokazywać, co konkretnie nas w tych poszczególnych pozycjach porusza, co do nas trafia. Ruszyła seria „Fundament”, a wiadomo, że dla każdego chrześcijanina fundamentem jest Biblia. Postanowiliśmy wyłapywać smaczki i ciekawostki, żeby nam Pismo Święte nie spowszedniało, żeby nie było na zasadzie: „znam, czytałem, odłożyłem na półkę”. Później pojawiła się seria „Inspiracje”.

Która książka wzbudziła w oglądających największe zainteresowanie?

Paradoksalnie najwięcej wyświetleń dotyczyło dyskusji o pozycji zatytułowanej „Porzucone sutanny”, choć moim zdaniem realizacja tego odcinka wypadła dosyć średnio. To był jednak chwytliwy temat, mimo że dla mnie dosyć trudny.

Po książkach pojawiła się kolejna seria...

Zaczęliśmy nagrywać „Homilijki”, czyli przyjacielskie rozmówki. Miały one zachęcić widza do samodzielnego sięgnięcia po Słowo. Oparte na niedzielnej Ewangelii, trwają nie dłużej niż 3 minuty. Staram się w nich nie narzucać swojego sposobu myślenia. To tylko zachęta, żeby samemu się z tym tekstem zmierzyć. Wiem, że ludzie traktują te nagrania jako formę przerywnika, chwilowego odpoczynku i wielu chce tego słuchać. Pewnie nie wytrzymaliby 15 minut, ale trzy minuty są w stanie posłuchać.

W planach jest jeszcze jakiś następny cykl?

Tak. W nowej serii rozdzielamy się z Piotrem. Ja będę nagrywał „Kazanka”, a on „Życiówki” – krótkie przemyślenia o życiu. Mam nadzieję, że ta seria ruszy dosłownie za chwilę. Będę w równie krótkich programach odpowiadał na zadawane przez ludzi pytania. Papież Franciszek mówi, że nie należy odpowiadać na pytania, których nikt nie zadaje, więc ja będę odpowiadał tylko na te, które zostaną zadane. Już docierają do mnie konkretne tematy. Ludzie chcą wiedzieć, dlaczego trzeba chodzić do kościoła. Czy nie wystarczy być po prostu dobrym człowiekiem? Młodzi zadają pytania związane z szóstym przykazaniem, również w kontekście toczących się sporów dotyczących LGBT. W gąszczu różnych opinii ludzie chcą prostego przekazu: tak – tak, nie – nie, a nie rozmydlania rzeczywistości. Poza tym nam duchownym wydaje się, że pewne sprawy są oczywiste, okazuje się jednak, że nic takie nie jest. Brakuje fundamentu wiary w zgiełku informacyjnym. Ważne, by w tym wszystkim człowiek wiedział, z czego nie wolno mu zrezygnować.

Taka forma nauczania trafia do ludzi?

To dziś najprostsza metoda dotarcia do współczesnego człowieka, który żyje głównie w mediach. Poza tym, nawet jeśli tylko jedna osoba miałaby to obejrzeć i coś z tego wynieść, to warto to robić. Dodatkowo nagrywamy też projekt wspólnie z lubelską TVP, wyjaśniający poszczególne części Modlitwy Pańskiej.

Co Ksiądz jako student homiletyki uważa za najważniejsze w głoszeniu homilii?

Przepowiadanie Ewangelii. Ona zawsze się obroni. Nie trzeba niczego więcej. Uderzyły mnie ostatnio słowa kard. Krajewskiego, który mówił, żeby po Mszy św. stać się Mszą św. dla innych. To jest ważne i cenne. Słowo nie ma być przegadane, ale ma sprawiać, że ja Ewangelię będę chciał wcielić w życie. Najważniejsze to uświadomić ludziom, że Pan Bóg swoje Słowo kieruje do nas dzisiaj. Nie 2 tys. lat temu, ale dziś, do konkretnej sytuacji każdego człowieka. • justyna.jarosinska@gosc.pl