Wciąż czekają na Jezusa

Agnieszka Gieroba

|

Gość Lubelski 1/2020

dodane 02.01.2020 00:00

150 lat temu zostali posłani, by nieść Chrystusa Afryce. Robią to do dzisiaj. W ich dzieło zaangażowane są setki ludzi z całego świata, także z Polski, z Lublina.

▲	Zakończenie obchodów w lubelskiej wspólnocie misjonarskiej z udziałem nuncjusza apostolskiego. ▲ Zakończenie obchodów w lubelskiej wspólnocie misjonarskiej z udziałem nuncjusza apostolskiego.
archiwum SiÓstr Białych

Rok 2019 był dla ojców i sióstr białych czasem jubileuszu. Jego zakończenie odbyło się w Lublinie, gdzie zgromadzenie posiada jedyne w Polsce domy.

Uczestniczył w nim nuncjusz apostolski abp Salvatore Pennacchio. Dziękując Bogu za półtora wieku istnienia zgromadzeń założonych przez kard. Karola Lavigerie, prosił o refleksję na temat miłości do Kościoła, bo to z niej wypływa misyjne działanie.

Początki

Kiedy bp Karol Lavigerie przybył do Algierii, był pewien, że jest potrzeba założenia zgromadzenia, które będzie pracować na rzecz Afryki. W XIX wieku Algieria była francuską kolonią i zgromadzenia, które w tym czasie pracowały na terenie tego kraju, swoją działalność prowadziły na rzecz mieszkających tam Francuzów. Nie było żadnej wspólnoty, która niosłaby Chrystusa Algierczykom czy innym mieszkańcom Afryki. Dlatego w 1868 roku powołał Zgromadzenie Ojców Białych Misjonarzy Afryki, a zaraz potem Sióstr Białych Misjonarek Afryki.

– Chodziło o to, by pójść do ludzi i z nimi być. Najpierw ojcowie szli do Algierczyków, ale szybko okazało się, że w kraju muzułmańskim mężczyzna nie może wejść do domu, gdzie są niezamężne kobiety, a tym bardziej z nimi rozmawiać. Stało się jasne, że potrzeba kobiet. Sam Karol Lavigerie miał doświadczenie, ile dla domu znaczy obecność wierzącej kobiety. Pochodził z niewierzącej rodziny, ale miał wierzącą nianię, która tak go zachwyciła Jezusem, swoim życiem i danym mu wychowaniem, że został kapłanem. Zaprosił więc do Algierii chętne do pracy na misjach dziewczęta, które miały zająć się sierotami, prowadzić szkoły, uczyć kobiety szycia czy innych czynności, które pozwoliłyby się im utrzymać – opowiada s. Małgorzata Popławska, Polka od 2009 roku posługująca w zgromadzeniu.

Sztafeta wiary

Czas pokazał, że spełniły się słowa bp. Lavigerie, który mówił: „Algieria jest bramą otwartą przez Opatrzność na kontynent dwustu milionów dusz”. Ojcowie i siostry rozeszli się po różnych krajach afrykańskich, niosąc pomoc ich mieszkańcom. Swoją postawą i miłością okazywaną bliźniemu pociągali ludzi do Jezusa. Doświadczenia misjonarzy pokazują, że zaproszenie założyciela do tego, by iść z Chrystusem do Afrykanów, wciąż jest aktualne. Jak bardzo, wyjaśnia s. Cecylia Bachalska, która po kilku latach pracy w Lublinie na rzecz misji wróciła do Afryki.

– Nasz założyciel powiedział nam, abyśmy byli inicjatorami w naszej posłudze, czyli przygotowali liderów, a Afrykanie, którzy przyjmą Chrystusa, będą naszą misję kontynuować. Lubię tę wizję założyciela i widzę, jak się realizuje dzisiaj. Jestem zaangażowana w pomoc w rozeznawaniu powołania tutejszej młodzieży. Przygotowujemy Tanzańczyków do tego, by teraz to oni przejęli pałeczkę i byli misjonarzami w tych krajach, w których dzisiaj potrzeba misjonarzy. To rodzaj sztafety, gdzie jedni przekazują innym wiarę w Chrystusa – podkreśla s. Cecylia.

Słowo, które daje nadzieję

Swoją posługę po powrocie do Tanzanii s. Cecylia rozpoczęła od odwiedzin ludzi chorych w parafii Karola Lwangi w Dar es Salaam. – Ludzie otworzyli swoje domy i serca. Słucham ich zmartwień, problemów, z którymi się borykają. Każde odwiedziny są wyjątkowe i cenne. Szczególnie ludzie chorzy są drogocennymi perłami, swoim cierpieniem ubogacają parafię. Mają tak dużo cierpliwości. Są pokorni. Często zastanawiam się, skąd mają tyle siły duchowej i fizycznej. Tego my, Europejczycy, możemy się od nich uczyć – podkreśla misjonarka. Zauważyła też, że jest miejsce, gdzie dużo kobiet sprzedaje się za pieniądze, uprawiając prostytucję.

– Są jak owce bez pasterza. A moje serce mówiło mi: „Daj im Miłość, której szukają i której potrzebują”. Kiedy mam wolną chwilę, idę do tych kobiet, aby ich słuchać. Czasami pytać, rozmawiać z nimi. Nigdy ich nie oceniać. Kilka tygodni temu jedna z nich dała mi pieniądze, abym kupiła jej Pismo Święte, późnej inna również powiedziała, że chce czytać Biblię. Widzę, że słowa św. Pawła: „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” są wciąż prawdziwe, a nasze zgromadzenia, mimo upływu lat, są dalej bardzo potrzebne – mówi s. Cecylia. Niosąc innym Dobrą Nowinę, sama doświadcza, jak Stwórca troszczy się o nią poprzez innych ludzi.

– To była długa i piękna podróż. Trzy dni w autobusie. Miałam czas, aby podziwiać urzekającą i odmienną przyrodę. Jadąc wiele godzin, zauważyłam, że puchną mi nogi. Zmartwiłam się. Po mojej lewej stronie siedział pewien mężczyzna z żoną. Ku mojemu zdziwieniu na którymś z postojów ten człowiek kupił mały stołeczek. Ustawił go w przejściu między siedzeniami i prosił, abym wyprostowała sobie nogi. Wiecie, że kiedy brałam do ręki Pismo Święte lub różaniec, to kierowca ściszał radio w autobusie? Czyż Pan nie jest wielki?! – cieszy się misjonarka.