Skauting. Przygoda na całe życie

Justyna Jarosińska

|

Gość Lubelski 2/2020

dodane 09.01.2020 00:00

Potocznie nazywani zawiszakami, w Lublinie działają już blisko 40 lat. Ich patent na wychowanie to powierzenie młodym wychowania młodych.

Ada i Agnieszka pełnią wśród harcerek na Lubelszczyźnie najważniejsze funkcje. Ada i Agnieszka pełnią wśród harcerek na Lubelszczyźnie najważniejsze funkcje.
Justyna Jarosińska

Tak zwany kod genetyczny Skautów Europy, jak można przeczytać w podręczniku szczepowego Federacji Skautów Europy, składa się z trzech podstawowych elementów: ducha i metody skautowej twórcy skautingu Roberta Baden-Powella, ducha skautingu katolickiego nadanego metodzie Baden-Powella przez jezuitę o. Jakuba Sevina oraz projektu założycieli Federacji Skautingu Europejskiego.

Pod okiem akeli

Skauci Europy działają w dwóch oddzielnych nurtach: chłopców i dziewcząt. Według założyciela skautingu chłopcy i dziewczęta oczekują czegoś zupełnie innego. Podzieleni nie tylko ze względu na płeć, ale także na wiek, spotykają się zazwyczaj raz w tygodniu, by wspólnie przeżywać przygody, najczęściej na świeżym powietrzu. – Cała formacja jest trzystopniowa – informuje lubelska hufcowa Adrianna Kołodziej, która przed świętami Bożego Narodzenia przeżyła obrzęd „fiat”. − Pierwszy stopień to tzw. gałąź żółta. Należą do niej dzieci w wieku od 8−9 do 11–12 lat, nazywane wilczkami. Działamy przez zabawę, opierając się na „Księdze dżungli” Kiplinga – wyjaśnia. – Stąd też szefową bądź szefem gromady wilczków jest tzw. akela – dodaje.

Akela ma ok. 20 lat i jest już dość dobrze uformowaną harcerką bądź harcerzem. Pod okiem akeli młode wilczki w gromadzie przez cały okres formacji próbują wyleczyć się z dziecięcego egoizmu. − Chodzi głównie o to, by dzieciakom pokazać ścieżkę rozwoju duchowego i nauczyć szacunku do drugiego człowieka – zaznacza Agnieszka Rzążewska, która jest asystentką hufcowej ds. żółtej gałęzi, a przez kilka lat sama pełniła funkcję akeli. – Zbiórki w sobotnie poranki to oprócz modlitwy zabawa i nauka według ułożonego przez drużynową czy drużynowego planu pracy rocznej. Mogą to być różnego rodzaju gry – często terenowe, zabawy kulinarne, ale także nauka historii harcerstwa na ziemiach polskich czy umiejętności udzielania pierwszej pomocy.

Najważniejsze − służba

Kolejna, zielona gałąź zawiszaków to harcerze i harcerki. – To dziewczyny i chłopcy w wieku od 12 do 17 lat, czyli w najtrudniejszym etapie życia, jeśli chodzi o rozwój człowieka – tłumaczy Ada. Tu wszystko działa w systemie zastępów. Każdy składa się z 6–8 osób. Co tydzień organizowane są zbiórki, najczęściej przy parafii, a nad rozwojem i funkcjonowaniem zastępu czuwa zastępowa i zastępowy. To osoby zazwyczaj o 2–3 lata starsze od swych podopiecznych, które w porozumieniu z drużynową przygotowują zbiórki i konkretne aktywności dla swojego zastępu.

Gałąź czerwona to grupa, w której formują się akele, czyli drużynowe i drużynowi. Ludzie należący do tej gałęzi nastawieni są na służbę innym, stąd hasło przewodnie brzmi „Ja dla innych”. Skupieni w tzw. ogniskach, na tym etapie formują się głównie duchowo. – Dając coś komuś, też muszą skądś czerpać – zaznacza Ada. Tu więc oprócz szefowej pieczę sprawuje także duszpasterz, a harcerze mają swoje specjalne rekolekcje. – Jako gałąź czerwona mamy różne sfery, w których staramy się działać – podkreślają harcerki. – Najważniejsza jest jednak formacja osobista i we wspólnocie. Naszą swojego rodzaju przewodniczką jest tzw. matka drogi. To dziewczyna, która złożyła swoje „fiat” i pomaga młodszym koleżankom ugruntować wartości oraz znaleźć powołanie w życiu.

Żyć wolą Bożą

Dziewczęca czerwona gałąź, czyli przewodniczki, w czasie swojej formacji idzie tzw. śladami. – To dwanaście dziedzin życia, o których rozmawiamy między sobą – wyjaśnia A. Rzążewska. – One dotyczą w zasadzie każdego, bo to m.in. rodzina, praca, zdrowie. Wiemy, że to dla nas dobre, bo trzeba znaleźć czas i pomyśleć, jaka jestem i jaka chcę być w tym życiu – dodaje.

Ada jest jedną z tych, które już dobrze wiedzą, jak chcą dalej żyć. Właśnie złożyła swoje przyrzecznie „fiat”. − Rozwijamy się cały czas, ale przychodzi moment, w którym chcemy zamanifestować, że nasze dalsze życie zawsze będziemy wiązać z konkretnymi wartościami, i publicznie składamy na wzór Maryi tzw. fiat, czyli przyrzeczenie, że chcemy żyć wolą Bożą w swoim życiu – tłumaczy dziewczyna. Ada do tego momentu dochodziła wiele lat. – To była droga do samodzielności przez przełamywanie swoich wszelkich obaw, mierzenie się z różnego rodzaju wyzwaniami. Jednak najważniejsze w tych wszystkich latach były i są relacje. Wspólnie z innymi żyję tymi samymi wartościami i wiem, że zawsze mam do kogo zadzwonić – podkreśla.

Młodzi dla młodych

Skauting to oprócz wspaniałej młodzieńczej przygody przede wszystkim metoda wychowawcza. Wspiera integralne wychowanie człowieka. – Uczymy się szacunku do drugiej osoby, pokory i otwartości na to, że ktoś może myśleć inaczej – zaznacza Agnieszka. – Jako starszym koleżankom zależy nam też, by oddziaływać na każdą płaszczyznę życia naszych podopiecznych i by one także chciały pracować nad swoim charakterem, np. żeby dziewczyna była dobrą uczennicą, dobrą córką, by rozwijała się w wierze katolickiej.

Priorytetem Skautów Europy jest przykład. Przykład życia niewiele starszych drużynowych bądź zastępowych. – Wzorujemy się na idei wychowania Baden-Powella młodych przez młodych. Dlatego różnice wieku między formowanymi a formującymi nie są takie duże – wyjaśnia A. Rzążewska. – Pamiętam, jak musiałam pokonać swoje wszelkie obawy i nauczyć się komunikacji z rodzicami moich wilczków, kiedy zostałam akelą – wspomina. – Choć miałam już wtedy prawie 18 lat, wyglądałam bardzo młodo i byłam niewysoka. Musiałam się mocno starać, by traktowano mnie jako osobę dorosłą i odpowiedzialną. Dla dorosłych już harcerek ich życie w gronie Skautów Europy to prawdziwa misja. − Pokazujemy młodzieży, że można żyć dobrze. Że są ludzie, którzy mają swoje aktywności, są normalni, ale przy tym ważne są dla nich pewne wartości i służba dla innych – zaznacza A. Kołodziej.

Ciągle na czasie

Harcerstwo, jak mówi Marcin Demkowski, który ma za sobą wiele lat takiej formacji, to przygoda na całe życie. – Zarówno ja, jak i moja żona wyrośliśmy z harcerstwa. Z perspektywy czasu widzę, ile zawdzięczam mojej harcerskiej przygodzie, i teraz jako rodzic tego samego życzę moim dzieciom – opowiada. – Jako ojciec widzę też, jak bardzo potrzebuję skautingu jako konkretnego narzędzia wspomagającego mnie w wychowaniu i przekazywaniu wartości moim dzieciom – podkreśla. Choć wydawałoby się, że wśród tak wielu proponowanych aktywności najmłodsze pokolenie nie zechce wybierać takich, które wymagają pewnej pracy i wyrzeczeń, to jednak zawiszaków jest całkiem sporo. – Mamy prawie 500 harcerek – mówi Ada. – Harcerzy jest troszkę mniej, ale także dużo. Zgromadzeni jesteśmy wokół kilku parafii w Lublinie, Łęcznej oraz w Krasnobrodzie. Mnie na pierwszą zbiórkę wysłała mama i widzę powtarzalność tej sytuacji wśród dzieci. Przychodzą na początku z rodzicami, wkręcają się w przygodę i zostają.

Dla Agaty i Darka, którzy troje swoich dzieci każdej soboty przywożą do parafii św. Maksymiliana w Lublinie na zbiórki, harcerstwo ma wyjątkowe znaczenie. – Chcemy, by nasze dzieci wzrastały w wierze od najmłodszych lat, ale mamy także świadomość, że dziś świat opiera się na relacjach rówieśniczych. Dlatego staramy się, by miały także dobre wzorce wśród starszych kolegów i koleżanek.