Na ratunek ludziom

Agnieszka Gieroba

|

Gość Lubelski 5/2020

dodane 30.01.2020 00:00

„Stan zdrowia słaby, zdolności dobre – bardzo pilny, kaznodzieja dobry, charakter cichy” – tak o diakonie Stanisławie Mysakowskim pisał rektor lubelskiego seminarium, przedstawiając jego sylwetkę do święceń kapłańskich.

Ten rok w lubelskim seminarium poświęcony jest błogosławionym związanym z naszą archidiecezją. Ten rok w lubelskim seminarium poświęcony jest błogosławionym związanym z naszą archidiecezją.
Agnieszka Gieroba /Foto Gość

Stasiu od najmłodszych lat dużo czasu spędzał w kościele. Nie dlatego, że od urodzenia był bardzo pobożny, ale ponieważ jego tata był organistą. Dziś trudno powiedzieć, czy to obserwacja z bliska kapłanów pracujących w jego rodzinnych Wojsławicach na Chełmszczyźnie, czy pobożność przekazana przez rodziców rozbudzała w młodym chłopaku chęć służenia Bogu.

Jednego zawsze był pewien – nie można kochać Boga, jeśli nie miłuje się ludzi. Może dlatego, gdy odczytał swoje powołanie i po ukończeniu lubelskiego seminarium w 1920 roku został księdzem, bardziej niż kariery naukowej pragnął pracy wśród wiernych. Wysłany na studia teologiczne pisał do biskupa: „Po seminaryjnych studiach, ściśle teoretycznych, dobrą będzie rzeczą, jeśli przypatrzę się, poznam trochę życie i jego potrzeby”. Na to pragnienie biskup odpowiedział, kierując go do pracy w parafii Nawrócenia św. Pawła w Lublinie.

Codzienne sprawy

Wystarczyło kilka miesięcy, by młody wikary zorientował się, jak wiele potrzeb kryją ludzkie serca. Pragnął znaleźć sposób, oprócz płomiennych homilii i dyżurów w konfesjonale, by przyprowadzać ludzi do Boga i pomagać im w zwyczajnym, codziennym życiu. Zorganizował więc Stowarzyszenie Rycerzy Serca Jezusowego, nadając organizacji statut osoby prawnej. – Przyjmowano do niego wszystkich, a zwłaszcza młodzież, często wałęsającą się bez celu po ulicach. Tutaj znajdowali zajęcie i czuli, że żywe zainteresowanie innych i wartości chrześcijańskie stają się im drogie i bliskie. Na przykład któregoś razu zgłosiło się trzech braci, znanych w dzielnicy Bronowice jako postrach i chuliganeria. Ksiądz Stanisław przyjął ich z otwartymi ramionami, a oni, uczestnicząc w spotkaniach stowarzyszenia, zmienili się nie do poznania – opowiadała Janina Natowska, świadek w procesie beatyfikacyjnym ks. Mysakowskiego, pracownica stowarzyszenia.

Organizując spotkania Rycerzy Serca Jezusowego, ks. Stanisław podzielił członków na grupy: młodzież męską, żeńską, kobiety i mężczyzn. Oni dzielili się na oddziały, a te na zastępy. Wszyscy mieli swoje sztandary i tarcze. Raz w tygodniu odbywały się lekcje śpiewu, które początkowo ks. Stanisław prowadził osobiście. W każdą niedzielę młodzież miała swoją Mszę św. o godz. 10, a po niej spotkanie i konferencję. Zachęcano do lektury wartościowych pozycji, organizowano jasełka i okolicznościowe akademie.

Dla ciała i ducha

Ksiądz Stanisław wiedział, że oprócz bardzo pobożnych rzeczy ludzie potrzebują też rozrywki. Wpadł więc na pomysł zorganizowania kina parafialnego o nazwie Uciecha, gdzie za bardzo niską cenę można było nabyć bilet i obejrzeć wartościowy film. Młodemu księdzu jednak nie dawała spokoju świadomość, że wielu młodych nie ma perspektyw. Założył więc dla dziewcząt ze wsi, które szukały pracy i mieszkania w Lublinie, stowarzyszenie zawodowe i biuro pośrednictwa pracy, dla mężczyzn organizował kursy szoferskie. Ponadto dbał o ubogich i potrzebujących.

Z jego inicjatywy powstały też Stowarzyszenie Miłosierdzia Chrześcijańskiego, prowadzące dom opieki na Kalinowszczyźnie, oraz kuchnia dla ubogich przy Krakowskim Przedmieściu, w której można było zyskać także doraźną pomoc materialną. Wydawał również gazetę „Echo Parafialne”, był współzałożycielem Związku Kapłanów Dobrego Pasterza i z ramienia tej organizacji wybudował w Zembrzycach dom wczasowo-rekolekcyjny, mający służyć ubogiej młodzieży.

Bez wytchnienia

Z kapłańską posługą docierał do miejsc najtrudniej dostępnych. Za te wszystkie inicjatywy przypłacał zdrowiem. We wrześniu 1939 roku, kiedy wybuchła wojna, a przez Lublin przechodziły tysiące uciekinierów, zorganizował dla nich kuchnię polową. Po pierwszych bombardowaniach ruszył w gruzy, by szukać poszkodowanych i udzielać sakramentów umierającym. Z płonącej katedry wyniósł Najświętszy Sakrament, by umieścić go w kościele ojców kapucynów. 17 listopada, gdy aresztowano lubelskich biskupów i 10 innych kapłanów, poszukiwano także ks. Mysakowskiego. Niemcy zagrozili, że jeśli go nie znajdą, aresztują jego sędziwego ojca. Ksiądz Stanisław zgłosił się więc dobrowolnie. W wyniku fikcyjnego procesu został skazany na karę śmierci i przewieziony do obozu Sachsenhausen, a rok później do Dachau, gdzie został zamordowany w komorze gazowej. Jan Paweł II wyniósł go na ołtarze 20 lat temu w gronie męczenników II wojny światowej. W lubelskim seminarium ten rok formacji kapłańskiej szczególnie poświęcony jest błogosławionym związanym z naszą archidiecezją. Wśród nich jest ks. Stanisław Mysakowski.