Z ułańską fantazją. Rzecz o prof. Bronisławie Bouffale

ks. Antoni Dębińśki

publikacja 19.03.2020 16:21

Dużo i chętnie podróżował. "Byłem pełen podziwu dla jego bujnego życia. Znał cały świat i barwnie potrafił o nim opowiadać. Gawędziarzem był znakomitym", zanotował przywoływany już Konrad Bielski. Trzeba dodać, że nie tylko gawędziarzem. O swoich wyprawach pisał i to bardzo udatnie; jego dwukrotnie wydawane "Listy z podróży" także dziś zaciekawiają spostrzeżeniami odnośnie do kultury odwiedzanych miejsc i świadczą o dużej wiedzy z zakresu historii, geografii, ekonomii czy etnografii.

Z ułańską fantazją. Rzecz o prof. Bronisławie Bouffale Ks. prof. Antoni Dębiński, rektor KUL: "Umieszczenie ich nazwisk na kamiennych tablicach to znak pamięci, to wyraz naszego związku z nimi". Jakub Szymczuk /Foto Gość

Sekcja Rękopisów Oddziału Zbiorów specjalnych stanowi osobną część Biblioteki Uniwersyteckiej KUL - właśnie tam są zgromadzone jej najcenniejsze „skarby”. Większość z nich jest umieszczona w magazynie, do którego wstęp jest wprawdzie limitowany, ale możliwy. Kilka dni temu nadarzyła się taka sposobność. Przemierzając sale i amfilady zastawione regałami i szafami wypełnionymi rękopisami, inkunabułami, albumami, rycinami  i  mapami, pokonując kręte korytarze i schody (bezwiednie nasuwał mi się na myśli obraz biblioteki z „Imienia róży”  Umberto Eco) dotarłem do małego, przycienionego pomieszczenia, gdzie w specjalnej metalowej szafie z wysuwanymi szufladami są złożone cenne  dokumenty. Tam też jest przechowywany dyplom odznaczenia Krzyżem Niepodległości (zgodnie z katalogiem pod numerem 182). Aby ocenić jego wagę, trzeba najpierw wspomnieć o samym odznaczeniu. Otóż zostało ono ustanowione w 1930 r. na mocy rozporządzenia Prezydenta RP (podówczas funkcję tę pełnił prof. Ignacy Mościcki), w celu, jak czytamy „odznaczenia osób, które zasłużyły się czynnie dla niepodległości Polski”. W okresie międzywojennym otrzymało je ok. 35 tys. osób.

Nie tylko sucha pieczęć

Rzućmy okiem na dyplom. Został on sporządzony na tekturowym kartonie pokrytym białym papierem. Na samej górze dokumentu widnieje wizerunek odznaczenia, które przedstawia równoramienny krzyż. Jego ramiona są złączone pośrodku kwadratową tarczą, na której jest umieszczony stylizowany orzeł. Na ramionach poziomych krzyża widzimy napis: BOJOWNIKOM - NIEPODLEGŁOŚCI, zaś na polach nad nimi litery R[zeczypospolita] i P[olska]. Na czterech polach wytworzonych przez skrzyżowanie ramion krzyża zostały rozmieszczone cyfry tworzące oznaczenie roku ustanowienia odznaczenia:1930. Wykonany pismem w stylu art deco tekst dokumentu nie jest długi, przytoczę go w całości: „PRZEWODNICZĄCY KOMITETU KRZYŻA I MEDALU NIEPODLEGŁOŚCI CZYNI WIADOMYM, ŻE ZARZĄDZENIEM PANA PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Z DNIA 20 XII 1932 ROKU BRONISŁAW BOUFFAŁ ZOSTAŁ ODZNACZONY KRZYŻEM NIEPODLEGŁOŚCI ZA PRACE W DZIELE ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI”. Zatem, jak się dowiadujemy, medalem został uhonorowany B. Bouffał - dyplomata, oficer wojska polskiego, pisarz, działacz niepodległościowy, współtwórca ruchu skautingowego w Polsce, adwokat i profesor. Pracował, wprawdzie krótko, w naszej Alma Mater i już z tej racji dyplom zasługuje na uwagę. Poza tym, z bibliofilskiego punktu widzenia kapitalne znaczenie ma fakt, że dokument został podpisany przez dwie ważne osobistości. Poniżej tekstu bowiem została umieszczone sucha pieczęć komitetu i odręczne podpisy, które, jak czytamy, złożyli: Przewodniczący Komitetu Krzyża i Medali niepodległości J.[ózef] Piłs[udski]” i „Sekretarz generalny komitetu W.[acław] Jędrzejewicz”. Jakie zasługi stały za tym wysokim odznaczeniem?  Dlaczego i jak dyplom znalazł się w kulowskiej książnicy?  Zacznijmy od pierwszej kwestii.

Wykładowca, żołnierz, dyplomata

Bronisław Bouffałł, rocznik 1867, pochodził z rodziny ziemiańskiej o korzeniach litewsko-ruskich. Na świat przyszedł w Jurewiczach w guberni grodzieńskiej w zaborze rosyjskim (obecnie Białoruś), jako poddany cara Aleksandra II. Po ukończeniu gimnazjum w Warszawie studiował prawo na Cesarskim Uniwersytecie w Petersburgu, gdzie uzyskał magisterium. Wybór miejsca studiów był zrozumiały, po zamknięciu w 1832 roku (w ramach represji po powstaniu listopadowym) Uniwersytetu Wileńskiego stolica imperium rosyjskiego stała się praktycznie jedynym miejscem studiów dla Polaków z Królestwa Polskiego i guberni zachodnich (ziem zabranych). Petersburskie studia uzupełnił na uniwersytecie w Heidelbergu, Paryżu i w Oksfordzie, po czym wrócił do Miasta nad Newą. Miał upodobanie do nauki - na podstawie wydanej po rosyjsku (a następnie po polsku) pracy nt. zwłoki wierzyciela w prawie rzymskim został mianowany docentem i zatrudniony w katedrze prawa rzymskiego na uniwersytecie petersburskim.

Nauczaniem studentów parał się do wybuchu I wojny światowej. Po jej rozpoczęciu przywdział mundur i wyruszył na front jako oficer zmobilizowany w armii rosyjskiej.  Ponieważ szukał możliwości działania na rzecz odzyskania niepodległości przez państwo polskie, zorganizował i stanął na czele Związku Wojskowych 11 Armii na Wołyniu, legalnej organizacji Polaków będących w szeregach wojsk rosyjskich. Kiedy w 1917 roku na terenie Rosji został utworzony I Korpus Polski pod dowództwem generała Józefa Dowbór-Muśnickiego zaciągnął się do nowej formacji. Po jej rozwiązaniu i zakończeniu wojny powrócił do Warszawy, gdzie pracował w kilku ministerstwach: skarbu, spraw wojskowych i handlu. Ważnym etapem była jego praca w dyplomacji. W 1919 rozpoczął służbę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, po czym został mianowany delegatem RP w randze radcy poselstwa I klasy i wysłany z misją dyplomatyczną na Łotwę i do Estonii. Pełnił funkcję szefa stałej polskiej misji dyplomatycznej na Łotwie jako chargé d’affaires. Odwołany do centrali Ministerstwa Spraw Zagranicznych w związku z ofensywa bolszewicką, wziął w niej udział, walcząc jako dowódca szwadronu w 5 Pułku Strzelców Konnych. Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej, zdemobilizowany w stopniu majora, był przedstawicielem rządu polskiego przy międzynarodowej Komisji Mieszanej i Trybunale Rozjemczym Górnego Śląska. Jego osiągnięcia zostały zauważone a kariera dyplomatyczna miała nabrać przyśpieszenia. Otóż, jak czytamy w notatce zachowanej w Archiwum Uniwersyteckim KUL, 13 listopada 1923 roku został desygnowany przez ministra spraw zagranicznych (był nim wówczas Roman Dmowski) na stanowisko posła, (czyli ambasadora według obecnej terminologii) w Sztokholmie. Jednak, jak podaje notatka, „na skutek upadku gabinetu [Wincentego Witosa - A.D.] 14 grudnia t.r. nominacja już przygotowana do skutku nie doszła”.  

W Lublinie postrzegany jako indywidualność

Nie zaniedbując pracy urzędniczej B. Bouffał chętnie podejmował wykłady. Prowadził je w ramach Towarzystwa Kursów Naukowych, a następnie w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Nic dziwnego zatem, że w 1924 r. podjął pracę na KUL, który podówczas nie bez trudności kompletował swoja kadrę - jako profesor nadzwyczajny prawa politycznego i prawa narodów (obecnie nazywane międzynarodowym) na Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Politycznych. Wykład inauguracyjny na temat ”Pierwiastek historyczny w teorii prawa politycznego” - jak donosił „Głos Lubelski”, najpopularniejszy w okresie międzywojnia dziennik w Lublinie - odbył się 14 października. W murach lubelskiej wszechnicy B. Bouffał zawitał legitymując się znaczącym dorobkiem. W badaniach naukowych koncentrował się na prawie publicznym oraz ekonomii politycznej, a także zagadnieniach prawa międzynarodowego w kontekście ówczesnych wydarzeń politycznych. Opublikował kilkanaście prac naukowych dotyczących tych zagadnień. W rok po zatrudnieniu w Uniwersytecie Lubelskim został wybrany na stanowisko dziekana Wydziału.

Jego zainteresowania były szerokie i różnorodne, co znajdowało wyraz także w ogłaszanych drukiem publikacjach. Miał „lekkie pióro” i czasami dawał upust swojemu temperamentowi publicysty. Znając biegle języki obce, w tym także łacinę, z wielka erudycją i znawstwem poruszał się w wielu obszarach. Kiedy na początku XX stulecia był nauczycielem ekonomii w szkole średniej napisał opublikowaną w Warszawie książkę pt. „Wykłady ekonomii politycznej. Podręcznik do użytku szkół średnich”.  Zaś, kiedy w 1933 r. dowiedział się o śmierci hrabiego Mieczysława Chodkiewicza, właściciela słynnego Młynowa na Wołyniu, opublikował w formie nadbitki artykuł pośmiertny „Cieniom przyjaciela”. Dedykował go zmarłemu, potomkowi sławnego rodu, który - jak to ujął - „świeci w historii Polski gwiazdą pierwszorzędnej wielkości”. Interesował się dziejami i herbem swojej rodziny, czego efektem były, oparte na źródłach, artykuły opublikowane w „Miesięczniku Heraldycznym” (jedno z najważniejszych naukowych czasopism specjalistycznych) i „Kwartalniku Litewskim” (wydawnictwo poświęcone zabytkom i dziejom Litwy, Białorusi i Inflant). Jako wytrawny i zamiłowany kawalerzysta (w armii rosyjskiej służył w pułku huzarów) napisał poradnik zatytułowany „Szkoła jazdy konnej i tresury konia wierzchowego”. Był zwolennikiem i współorganizatorem ruchu harcerskiego w zaborze rosyjskim i niepodległej Polsce, co znalazło odzwierciedlenie w kilku publikacjach nt. skautingu (m. in. Boy Scauts. Indyanizm w wychowaniu).

W Lublinie był postrzegany jako indywidualność. Poświadcza to Konrad Bielski, lubelski prawnik i literat, absolwent KUL,  który po latach zanotował: ”Była to osobowość bardzo ciekawa i popularna, trudno było go nie zauważyć i nie zapamiętać” („Most nad czasem”). Cieszył się estymą lubelskich żaków, którymi podówczas, w nowo otwartej uczelni, jak to ujął Wacław Gralewski, była „niezwykła”. Wśród nich, jak to zapamiętał ówczesny student prawa, a później dziennikarz i poeta, byli „Ludzie, wśród których wielu znało wszystkie fronty świata od Murmańska do Verdun i od błot poleskich do pozycji nad Piavą. Autentyczni bohaterowie obok autentycznych szwejków, łazików czy zwykłych skromnych żołnierzy” („Ogniste koło”). Wyrazem uznania było nadanie mu przez korporację studencką „Concordia” tytułu „filistra honorowego”. Wydarzenie to poświadcza zachowany w Archiwum Uniwersyteckim KUL dyplom ozdobiony formalnymi znakami stowarzyszenia i opatrzony jego dewizą („Concordia res parvae crescunt, discordia maximae dilabuntur" – „W zgodzie małe rzeczy rosną, a w niezgodzie nawet największe upadają”)  i herbem (tarcza trzypolowa, skośnie dzielona, na polu najwyższym, stalowym, wieniec laurowy, na środkowym złotym – cyrkiel, na karmazynowym – dwie dłonie połączone uściskiem). Tekst tak przyozdobionego dyplomu informuje, że korporanci nadali profesorowi tytuł „oceniwszy zasługi położone dla Państwa i społeczeństwa”. 

Był postacią nieszablonową i oryginalną

B. Bouffał był człowiekiem bardzo aktywnym, obytym w świecie, należał do wielu stowarzyszeń, korporacji i towarzystw naukowych, co odzwierciedla także korespondencja z władzami uniwersytetu. I tak np. pismem z 19 kwietnia 1925 r. kierowanym do rektora prosił o przesunięcie wykładów „Z powodu przyjazdu do Warszawy Benesza (wielokrotny premier, a podówczas minister spraw zagranicznych Czechosłowacji – A. D.)  Resursa Kupiecka, której jestem członkiem, wydaje na jego cześć wielki bankiet, na którym wypada, abym był”.  Z kolei pismo z 2 maja 1927 r. rozpoczął od zwrotu: „Z powodu mego wyjazdu na posiedzenie Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, którego jestem członkiem”. 

Dużo i chętnie podróżował. „Byłem pełen podziwu dla jego bujnego życia. Znał cały świat i barwnie potrafił o nim opowiadać. Gawędziarzem był znakomitym”, zanotował przywoływany już Konrad Bielski. Trzeba dodać, że nie tylko gawędziarzem. O swoich wyprawach pisał i to bardzo udatnie; jego dwukrotnie wydawane „Listy z podróży” także dziś zaciekawiają spostrzeżeniami odnośnie do kultury odwiedzanych miejsc i świadczą o dużej wiedzy z zakresu historii, geografii, ekonomii czy etnografii.

Był postacią nieszablonową i oryginalną. Podobno, jak to odtwarzał cytowany już Konrad Bielski, „On to pierwszy w Polsce propagował coctaile, które osobiście przyrządzał. Sztuki tej nauczył się za oceanem, miedzy innymi, jak mówił, na wyspie Barbados”. Ponoć, owe „nowinki”, jak chce autor wspomnień, profesor Bouffał przeszczepiał na grunt uniwersytecki.  „Na balach akademickich, elegancki, w białym kitlu, zarzuconym na frak, rozstawiał swój warsztat coctailowy, przyrządzał i sprzedawał (oczywiście na dochód Bratniaka) tłumnie oblegającym go snobom”, czytamy w „Moście nad czasem”.

Łagodny sposób usunięcia z uniwersytetu

Pracę w lubelskiej wszechnicy B. Bouffał zakończył nieoczekiwanie, po niespełna trzech latach od zatrudnienia. Formalną podstawą rozwiązania umowy było, jak czytamy w protokole z posiedzenia Senatu Akademickiego, udzielone mu consilium  abeundi. Ten łaciński zwrot tłumaczony dosłownie, jako „porada odejścia” oznaczał, jak to możemy przeczytać w słowniku wyrazów obcych M. Arcta „łagodny sposób usunięcia z uniwersytetu”. Ową poradę profesor otrzymał wskutek konfliktu z prof. Ignacym Czumą, ówczesnym dziekanem Wydziału Prawa (pisałem o nim wcześniej). Spór nabrał rozgłosu i dosyć szerokiego zasięgu. I mimo, że w tej sprawie interweniowały lub wypowiadały się osoby trzecie, prof. Bouffał, stanowczo nie zgadzając się ze stanowiskiem Uniwersytetu, zachował się wobec niego honorowo i lojalnie. W sążnistym piśmie (jednym z wielu), wyjaśniając swoje stanowisko zapewniał, że „sprawy tej, niesprowokowany, w prasie nie poruszę”.  

Na zakończenie chciałbym wrócić do dyplomu Medalu Niepodległości umieszczonego w szafie magazynach Sekcji Rękopisów naszej Biblioteki; niestety, nie wiemy, w jakich okolicznościach trafił on do Lublina. Nie można ustalić, kto i kiedy go przekazał, czy sam profesor (umarł w 1949 roku w Gdańsku), czy ktoś z jego przyjaciół (nie założył rodziny), czy osoby postronne. Nie wiemy też, gdzie znajduje się przyznany mu medal, któremu towarzyszył dyplom. Poza wszystkim jednak, dobrze się stało, że dokument trafił do kulowskiej książnicy. Jest tutaj profesjonalnie przechowywany i udostępniany. Poza tym, przypomina nam barwną, pełną temperamentu i werwy, nietuzinkową postać profesora, który współtworzył międzywojenną historię naszej Alma Mater.