Zadanie dla nas wszystkich

Ks. Rafał Pastwa

|

Gość Lubelski 13/2020

publikacja 26.03.2020 00:00

Agnieszka Sadło, psycholog i psychoterapeuta, certyfikowany specjalista terapii uzależnień, wyjaśnia, jak sobie radzić w czasach koronawirusa.

▲	A. Sadlo prowadzi w Lublinie własną praktykę, współpracuje również z organizacją pozarządową. ▲ A. Sadlo prowadzi w Lublinie własną praktykę, współpracuje również z organizacją pozarządową.
Archiwum Agnieszki Sadło

Ks. Rafał Pastwa: Na ulicach Lublina i innych miejscowości niemal zupełnie zamarł ruch. Coraz więcej osób zostaje w domu. Czy to kwestia naszego zorganizowania, zaufania instytucjom czy raczej strach?

Agnieszka Sadło: Myślę, że wszystko to, co pojawiło się w pytaniu. Słyszymy też o osobach, które niewiele sobie robią z zaleceń albo o takich, które bardzo nerwowo reagują na jakąkolwiek próbę kontaktu. Z dnia na dzień zmieniły się okoliczności – to, co było bezpieczne lub neutralne, stało się zagrożeniem. Pierwszą reakcją w takich sytuacjach jest z reguły niedowierzanie, potem zaprzeczanie, pojawiają się takie uczucia jak strach, lęk, niepewność. Aby doszło do adaptacji, pewnego rodzaju akceptacji zaistniałej sytuacji, musi upłynąć trochę czasu. Stało się tak, że zagrożenie płynie od drugiego człowieka. Może to powodować wzrost wzajemnej agresji, nieufności, lęku. A stąd prosta droga do oddalenia ludzi od siebie. Z drugiej strony zamknięci w czterech ścianach mamy możliwość zacieśnienia więzi rodzinnych, ucieczki od tzw. codziennego kieratu, pobycia ze sobą, z dziećmi. Jednym słowem – docenienia tego, co najcenniejsze w życiu, przeorganizowania priorytetów w głowach.

Jak sobie radzić w czasie pandemii koronawirusa? Częste śledzenie serwisów informacyjnych i zanurzenie w mediach społecznościowych chyba nie pomaga?

Nieustanne albo nawet częste śledzenie serwisów informacyjnych na pewno podkręca lęk i strach, uniemożliwia skupienie się na czymkolwiek innym, odbiera poczucie kontroli nad własnym życiem. Myślę, że warto zapoznać się z zaleceniami WHO, czytać wypowiedzi specjalistów od epidemiologii, medycyny i sytuacji kryzysowych oraz stosować się do tych rad i zaleceń. Są też osoby, które szczególnie powinny uważać na tego rodzaju wiadomości – ludzie o dużym poziomie lęku, z kompulsjami, zaburzeniami nerwicowymi i depresyjnymi.

Co z robieniem zapasów?

Zapasy dają nam poczucie jako takiego bezpieczeństwa, a poza tym oszczędzają czas i konieczność częstego odwiedzania sklepów. Racjonalne zapasy to nic złego. Starsi ludzie, z doświadczeniem wojny i okupacji, zawsze mieli w domach zapasy, liczyli zawsze na siebie. Najgorsze jest tzw. nakręcanie się i w efekcie samospełniająca się przepowiednia. Nakręcani informacjami o pustych półkach w sklepach, zapewne też pobiegniemy zrobić zapasy, bo przecież półki są puste i nie wiadomo, kiedy będą nowe dostawy towaru. I właśnie w ten sposób działa efekt samospełniającej się przepowiedni – ludzie myślą, że zabraknie żywności i papieru toaletowego, zaczynają masowo je kupować i rzeczywiście w efekcie półki sklepowe świecą pustkami. Więc ci, którzy do tej pory byli spokojni, zaczynają myśleć: „żywność znika z półek, coś jest na rzeczy, chyba jednak trzeba zrobić większe zakupy”.

Dlaczego powinniśmy być teraz szczególnie ostrożni i odpowiedzialni za swoje zachowanie?

Obecny stan nosi wszelkie znamiona sytuacji kryzysowej. ogłoszenie przez WHO, że mamy do czynienia z pandemią wirusa COVID-19, oznacza, że tego wirusa nie da się już powstrzymać. To, o co walczymy jako ludzkość i naród, to spowolnienie rozprzestrzeniania się infekcji. W tym okresie zdobywamy czas na to, by opracować szczepionkę i leczenie. Kolejnym powodem jest to, że u większości osób infekcja przebiega łagodnie, tylko niewielki procent wymaga wspomagania oddychania z użyciem respiratorów – ważne, żeby wystarczyło ich dla wszystkich. Mamy też obowiązek chronić najsłabszych – starszych i chorych, najbardziej narażonych. Bardzo istotne jest zachowanie osobistego bezpieczeństwa.

Czy strach może być czymś pozytywnym?

Ogłoszenie stanu pandemii skutkuje nagłym i ogromnym wzrostem lęku. Jego przejawy widoczne są w codziennym życiu i w wewnętrznym przeżywaniu. Można się spodziewać, że poziom lęku będzie się zmieniał w zależności od sytuacji epidemiologicznej. Wzrost liczby zgonów wśród znanych i bliskich nam osób może powodować wzrost lęku i depresji. Praca ze skutkami lęku i z depresją leży w zakresie zawodowych kompetencji i powinności psychologów. Szczególnym wyzwaniem wydaje się pomoc terapeutyczna czy wsparcie psychologiczne dla tych grup zawodowych, które pracują pod ogromnym obciążeniem: personelu oddziałów zakaźnych, ratowników medycznych, pielęgniarek i wszystkich, którzy z racji wykonywanego zawodu podlegają ryzyku zakażenia.

To dla nas wielki sprawdzian.

Upraszczając, mamy dwie możliwości. Pierwsza: zamykamy się na świat, ludzi, we własnym strachu, pogrążamy w depresji, lęku, zarażonych traktujemy jak trędowatych, a niezarażonych jako potencjalne zło. I druga: żyjemy rozsądnie, jeśli jesteśmy w grupie niskiego ryzyka – dbamy o bezpieczeństwo zgodnie z zaleceniami, a do tego przeorganizowujemy swoje życie i nastawienie do ludzi. Korzystamy z okazji do zwolnienia tempa, zmiany priorytetów, troszczymy się o siebie nawzajem, jesteśmy tolerancyjni i wyrozumiali. Tę drugą postawę szybko dało się zauważyć – ludzie pomagają starszym w kwarantannie, restauratorzy przygotowują posiłki dla służb medycznych, pracodawcy odsyłają pracowników do pracy zdalnej, księża nawołują do modlitwy w domu. Jednak pojawia się lęk przed utratą źródeł zarobkowania, już teraz mówi się o wielkim kryzysie gospodarczym. Dlatego też ważne są działania osłonowe rządu.

Jak spędzić owocnie czas w domu? Dla wielu rodzin to zupełnie nowa sytuacja, bo świat skurczył się nagle do kilkudziesięciu metrów kwadratowych.

Osobiście zgadzam się ze stwierdzeniem, że depresji nie ma ten, kto ma jakieś hobby. Pamiętajmy, że wiele słynnych dzieł czy odkryć powstało w czasach kwarantanny. Na przykład Szekspir napisał wtedy „Króla Leara”. Przebywanie w domu to okazja do zajęcia się tym, co odkładamy na wieczne „kiedyś”: nauka języka obcego, przeczytanie zaległych książek, obejrzenie filmów, porządki, eksperymenty w kuchni. Myślę, że dobrze jest zrobić plan dnia – dotyczy to zarówno dzieci, jak i dorosłych. Można sobie na przykład rozpisać rzeczy pilne i ważne, mniej pilne, ale ważne, czyli na przykład takie, które mogą poczekać albo możemy je zlecić komuś innemu. Ważne, ale nie takie pilne itd.

Spać do południa?

Należy wstawać o przyzwoitej porze, najtrudniejsze i najcięższe rzeczy wykonywać najszybciej albo wtedy, gdy jesteśmy w najlepszej formie. Większość ludzi najlepiej poznawczo funkcjonuje rano, ale są i tacy, którym lepiej pracuje się wieczorem. Przy tym wszystkim nie powinniśmy zaniedbywać swojego zdrowia, dbania o formę. Odżywiajmy się racjonalnie – wiadomo, że przebywanie w domu sprzyja podjadaniu i tyciu. Mamy teraz okazję w pełni wykorzystywać zdobycze cywilizacji: komputery, internet, telefony. Mam troje dzieci w wieku od przedszkola do liceum i z radością obserwuję, jak nauczyciele wykorzystują te media. Ostatnio syn dostał nawet zestaw ćwiczeń z lekcji wychowania fizycznego z poleceniem nagrania ich realizacji! Wiele prac może być wykonywanych zdalnie.

Co wydaje się najważniejsze w obecnej sytuacji z punktu widzenia psychologii?

Znaleźliśmy się w sytuacji kryzysowej. To wymaga niezwykłej i mądrej mobilizacji. Stres może na nas wpływać na dwa sposoby: mobilizująco i demobilizująco. Działamy wtedy również na dwa sposoby. Koncentrujemy się na problemie lub na emocjach. Ten pierwszy styl radzenia sobie ze stresem daje nam szansę dobrego funkcjonowania w sytuacji kryzysowej, staje się sposobem mobilizującym. Drugi styl jest ewidentnie niekorzystny i może prowadzić do silnego lęku, a nawet paniki. Koncentracja na problemie da nam szansę spojrzenia na epidemię jako na zadanie do wykonania. Co to może znaczyć dla mnie? Na przykład to, że ktoś przestanie zamartwiać się gromadzeniem dóbr, pogonią za pieniędzmi, a spojrzy na swoje dzieci, swoją duchowość, swoje potrzeby albo zacznie robić coś wolontarystycznie dla innych lub doceni wartość chwili, życia tu i teraz. W psychoterapii często pracujemy w ten sposób, że zwracamy uwagę na korzyści, zasoby, dobre strony klienta – pacjenta lub sytuacji. Chociaż jest to bardzo trudne – spróbujmy popatrzeć na ten kryzys w taki sposób, żeby wynikło z niego coś dobrego dla nas i dla ludzkości. Potraktujmy tę sytuację jako zadanie dla nas wszystkich. Myślę, że dla mieszkańców Lublina i Lubelszczyzny istotne będzie to, że w stowarzyszeniu „Agape” codziennie przy telefonie dyżurują psychologowie i psychoterapeuci. Należy dzwonić do biura pod nr 81 534 38 87 w godzinach od 8 do 19, od poniedziałku do piątku. Jest to dobra okazja, aby nie tylko porozmawiać o aktualnej sytuacji, ale również o innych problemach. Być może są osoby, które od dawna myślały o wizycie u specjalisty, ale trudno było im się zmobilizować osobiście, zaś rozmowa telefoniczna pozwoli im bardziej się przełamać.• rafal.pastwa@gosc.pl