• facebook
  • rss
  • Koko Euro spoko pod krzyżem

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:00

    Śniadanie na trawie, kolejka pod prysznic, bajka na dobranoc i próba wyjaśnienia pojęcia czystego serca. SDM znowu przyciąga.

    Co takiego sprawia, że co roku wraz z rozpoczęciem wakacji do małej miejscowości pod Lublinem zjeżdża prawie tysiąc młodych ludzi? – Przyciąga atmosfera, możliwość doskonalenia swojej wiary, ale także, dzięki warsztatom, samego siebie – mówi Kinga, która do Pliszczyna przyjechała z Bełchatowa już czwarty raz. Nikt tu luksusów nie znajdzie, ale jak podkreśla współorganizatorka przedsięwzięcia Katarzyna Mitrut, jest wszystko, czego młodzi ludzie mogą potrzebować. – Łącznie ze sklepikiem, gdzie mamy prawie hurtowe ceny – dodaje. Na terenie przyklasztornego ogródka trudno znaleźć choć minimum wolnego miejsca. Każdy skrawek ziemi wykorzystany jest pod namiot. Jest ich mnóstwo. Szare, kolorowe, małe, duże. – Uwielbiam spać w namiocie – mówi 16-letni Sebastian. – Wstyd się przyznać, ale moją główną motywacją do przyjazdu tutaj była chęć spędzenia czasu właśnie pod namiotem. Nie myślałem, że odnajdę się na modlitwie i konferencjach. Jestem miło zaskoczony. Eucharystia najważniejsza Coroczne spotkania u sercanów to nie tylko modlitwa i konferencje. To też wspólna zabawa, warsztaty, koncerty. – Zapraszam do tańca – krzyczy ze sceny młoda góralka, która prowadzi warsztaty zumby.

    – Trzeba się ruszać, mimo gorąca. W rytm „Koko Euro spoko” radośnie wymachuje nogami i rękami, a wraz z nią gromada młodych ludzi. Wśród nich nie brakuje też animatorów. – Tu wszyscy bawią się razem – podkreśla Kasia Mitrut. – Księża ćwiczą zumbę, siostry zakonne biorą udział w warsztatach wokalnych prowadzonych przez Marysię Krawczyk. W kościele księży sercanów uczy śpiewać głównie dziewczyny, ale od czasu do czasu pojawia się tam też i męski głos. W salce, w pobliskiej szkole, ks. Włodek odpowiada na trudne pytania zadawane przez młodzież. To też jeden z tegorocznych warsztatów. – Można zapytać o wszystko – mówi pani Kasia. Są także warsztaty psychologiczne, poetyckie, plastyczne, beat boxu. Każdy znajdzie coś dla siebie. Na koniec spotkania wszystkie grupy prezentują swoje osiągnięcia. Pośród tej szerokiej oferty zajęć najważniejszym momentem każdego dnia jest wspólna Eucharystia. Na scenie, na której chwilę wcześniej dziewczyna z Podhala uczyła tańca, staje ołtarz. Wielki hangar zamienia się w miejsce modlitwy. Tutaj też, jak co roku, rozważane jest jedno z ośmiu błogosławieństw – tym razem szóste. Klimat nie do opisania Ania przyjechała do Pliszczyna z Krakowa. Podczas Sercańskich Dni pracuje w służbach medycznych. – Po tym, jak pierwszy raz tu przyjechałam trzy lata temu, nie wyobrażam sobie już inaczej zacząć wakacji jak tylko z SDM-em. To spotkanie zostało wpisane w mój kalendarz na stałe – śmieje się. – Niesamowite jest to połączenie czasu wolnego i sportowej aktywności z religijnością. Klimat pliszczyński jest naprawdę nie do opisania. Spotkania w Pliszczynie rozpoczęły się 19 lat temu. Na początku spotykała się tu grupka 30 osób sercańskiej młodzieży. Z czasem grupek zaczęło przybywać. Dziś to setki młodych ludzi nie tylko z Polski. Lokalna społeczność już chyba nie wyobraża sobie początku lata bez hałasu dobiegającego z klasztornych ogrodów oraz atrakcji przygotowanych przez animatorów również dla nich. – Wiele zawdzięczamy mieszkańcom Pliszczyna – podkreśla Katarzyna Mitrut. – Tutejsza młodzież przygotowuje nam teren, sprząta, kosi trawę, organizuje kuchnię polową. Panie z tej miejscowości gotują obiady, a pliszczyńscy strażacy nam je dowożą. Organizatorzy już myślą o przyszłorocznym, jubileuszowym, dwudziestym spotkaniu. Czy wtedy liczba młodych przekroczy tysiąc?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół