• facebook
  • rss
  • Wesele w cieniu pogrzebu

    Agnieszka Gieroba


    |

    Gość Lubelski 48/2013

    dodane 28.11.2013 00:15

    Premiera. Pięć żon króla Dawida, duch Uriasza, piękna Batszeba, królewscy bracia i wesele, na którym para młoda wcale nie jest taka szczęśliwa, jak mogłoby się wydawać. To wszystko znajdziemy w najnowszym spektaklu Teatru ITP.


    Wiele lat temu zrobiliśmy spektakl o Józefie sprzedanym do Egiptu. Była to opowieść biblijna, trochę poważna, trochę śmieszna, która pokazywała, jak Pan Bóg wyprowadza człowieka, który mu ufa, z najróżniejszych niebezpieczeństw. Zamarzyło mi się wtedy, żeby inne historie biblijne pokazać naszym widzom. Każda z nich jest opowieścią o życiu, decyzjach, jakie podejmujemy, konsekwencjach tych postanowień i każda pokazuje, jak Pan Bóg nas kocha. Tym razem zabraliśmy się za króla Dawida. Scenariusz napisał Marcin Wąsowski, który pomagał też przy „Józefie”. To gwarantuje dobrą zabawę przy okazji poważnego tematu. Autorem muzyki jest Michał Iwanek, nad przygotowaniem wokalnym zespołu czuwała Urszula Kasprzak-Wąsowska, kostiumy są dziełem Baśki Wesołowskiej, ja tym razem zająłem się opieką artystyczną i scenografią – mówi ks. Mariusz Lach, szef studenckiego Teatru ITP. 
Spektakl jest o tym, że w każdych czasach, może szczególnie dzisiejszych, znajdą się ludzie od marketingu, którzy będą kłamać, by tylko władza się cieszyła.


    Wesele czy farsa?


    Wszyscy goście weselni wiedzą, że król Dawid, który żeni się z piękną Batszebą, zabił jej męża Uriasza, by zatuszować swój grzech z jego żoną. Nikt jednak nie śmie władcy tego powiedzieć. W końcu to król, czyli człowiek, który ma władzę. Nie wypada odmówić udziału w weselu i nie wypada się nie weselić. Nie ma wyjścia, trzeba przyjść i udawać, że zabawa jest świetna. Nie wszyscy jednak dają radę grać tę farsę. Wybuchają konflikty, które czynią wesele niekoniecznie radosną ucztą. Ze wszystkich sił i najróżniejszymi sposobami próbują je tuszować królewscy bracia. To znakomici spece od PR. Jeśli nie prośbą, to groźbą przemawiają do rozsądku gości, zmuszając ich do uśmiechów i przyklaskiwań na cześć króla Dawida. Do tego pięć wcześniejszych żon króla zawiązuje spisek przeciw nowej wybrance. To w końcu konkurencja. Żony uważają, że ich piątka jest wystarczająca. W końcu od poniedziałku do piątku każda ma swój dzień, a weekend jest po to, by król odpoczął. Szósta żona burzy ten porządek. Przy okazji jest wiele zabawnych sytuacji, dużo śmiechu i całkiem poważna refleksja nad konsekwencjami własnych wyborów, nad wizerunkiem władzy i nad tym, co w państwie jest najważniejsze – dobre samopoczucie króla czy praworządność i dobrobyt mieszkańców. I choć sztuka opowiada o wydarzeniach sprzed wieków, bardzo aktualnie wpisuje się w dzisiejsze czasy. Okazuje się, że ludzkie dylematy pozostają niezmienne, niezależnie czy są to biblijne czasy króla Dawida, czy XXI wiek – wydawałoby się nowoczesny, cywilizowany świat. 


    Potrzeba zaangażowania


    Kiedy w 2001 roku powstawał teatr, była to przygoda studentów polonistyki, którzy chcieli wspólnie zrobić coś fajnego. – Nie myśleliśmy wtedy, że nasz teatr – Inicjatywa Teatralna Polonistów – wpisze się na dobre w życie uczelni, miasta i wielu ludzi – mówi szef teatru ks. Mariusz Lach, salezjanin. Praca w Teatrze ITP ma swój szczególny, wyregulowany przez długą wspólną pracę, rytm. Na początku każdego roku akademickiego (tradycyjnie już w listopadzie) teatr wystawia nowy autorski spektakl. Po premierze prace nie ustają: w odpowiedzi na zaproszenia z całej Polski na większych lub mniejszych scenach ITP gra spektakle wyjazdowe. Dla samych aktorów – studentów lubelskich uczelni – to wielka przygoda.

    – Są to młodzi ludzie uczący się na co dzień na bardzo różnych kierunkach studiów. Sam podziwiam ich za to, że w natłoku obowiązków, nauki, w dążeniu dzisiejszego świata do kariery, wysokich zarobków i znaczących stanowisk oni swój wolny czas poświęcają na próby, warsztaty i rekolekcje. Bycie w naszym teatrze to przygoda wymagająca dużego zaangażowania – mówi ks. Mariusz Lach. Jak widać, nie zraża to młodych aktorów. Co roku przybywa chętnych do udziału w kolejnym przedstawieniu. Nikomu nie przeszkadza, że spektakle mają przesłanie, że są inspirowane Biblią lub postaciami świętych, jak choćby niedawne widowisko „Spełniony sen” o ks. Janie Bosko. Ksiądz Mariusz woli jednak unikać określenia „teatr religijny”. – W Polsce kojarzy się ono z bylejakością – mówi. – Jest tylko parę dobrych grup z tej półki, m.in. Teatr A 
z Gliwic czy Logos z Łodzi. Byłem na kilku przeglądach poświęconych twórczości papieskiej i to, co tam widziałem, załamało mnie. Białe bluzki, granatowe spódniczki i mamrotanie o „umiłowanym Ojcu Świętym”. I jeszcze klaskanie „pod Rubika”. Do naszych opowieści wolę zapraszać dobrych muzyków. Bo przecież nie chodzi o to, żeby podkreślać, że to jest z Biblii lub z papieża, tylko żeby uderzyć siłą samych tekstów – mówi.


    Popularne nie znaczy banalne


    Do tego dochodzi muzyka. Nie ma spektaklu Teatru ITP bez znakomitej muzyki. Śpiewający aktorzy, znakomite teksty i dobrzy muzycy to podstawa każdego przedstawienia. „Wesele Dawida”, jak to na wesele przystało, nie mogło się odbyć bez muzyki i śpiewu. To, co było wyjątkiem, to muzyka na żywo. – Do tej pory nagrywaliśmy wcześniej ścieżkę dźwiękową, do której aktorzy na scenie śpiewali na żywo. Tym razem wszystko jest na żywo, i muzyka, i śpiew – podkreśla ks. Mariusz. 
Występowali już niemal w całej Polsce, oglądano ich też w Berlinie i Oslo, nieraz niepokój organizatorów imprez budził już sam fakt, że teatr jest związany z KUL-em. – Organizatorzy warszawskich juwenaliów wykreślili nas kiedyś z programu, bo uznali, że nie będziemy pasować do tamtejszej młodzieży – ubolewa ksiądz Mariusz. Mimo to młodzi artyści z ITP nie rezygnują. Ewangeliczne przesłanie ubierają w formę musicali, pamiętając o odbiorcy, do którego adresują swoje spektakle. – Uczniowie szkół średnich, studenci nie zawsze są publicznością przygotowaną do odbioru bardziej wyrafinowanych form – twierdzi salezjanin. – My dajemy im trochę radości, piosenki, które mogą zanucić, a między tym przemycamy poważne treści. Tak jest w najlepszych musicalach, wystarczy wspomnieć „Skrzypka na dachu”, „Kabaret” czy „Jesus Christ Superstar”. To, co popularne, wcale nie musi być banalne.
Ci, którzy od dawna nie opuszczają żadnej z premier Teatru ITP, podkreślają, że to, co teatr oferuje, jest zawsze połączeniem dobrej muzyki, znakomitej zabawy i treści, które dają do myślenia. Tak jest i tym razem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół