• facebook
  • rss
  • Spotkałem świętego

    dodane 24.04.2014 00:00

    Z księdzem Ryszardem Jurakiem, proboszczem parafii pw. Świętej Rodziny w Lublinie, koordynatorem wizyty papieża Jana Pawła II w 1987 roku na lubelskich Czubach rozmawia Patrycja Sanecka.

    Patrycja Sanecka: Mam wrażenie, że zbyt mało promuje się związek Karola Wojtyły z Lublinem. Uważa Ksiądz, że Lublin to miasto papieskie?

    Ks. Ryszard Jurak: Tak, Lublin jest miastem papieskim. Trudno powiedzieć, czy zbyt mało się promuje związki papieża z Lublinem. Jednak warto podkreślić, że władze samorządowe uczyniły ojca świętego honorowym obywatelem miasta. A dlaczego? Bo był związany z Lublinem przez ponad 20 lat pracy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Sama jego obecność w Lublinie z wizytą duszpasterską w 1987 roku już powinna czynić z Lublina miasto papieskie. O parafii Świętej Rodziny mówi się, że to parafia papieska.

    Czy to prawda, że na spotkanie z papieżem 9 czerwca 1987 roku na terenie tej budującej się wtedy parafii przygotowaliście sektory aż dla 1,5 mln osób?

    Tak było. Na spotkanie z Janem Pawłem II na Czubach w Lublinie przybyło ponad milion wiernych mimo negatywnej propagandy.

    Ludzie mieli 12 godzin, żeby się gromadzić na placu.

    Oni już od północy się zbierali, a od rana ciągnęły tłumy. Ze wszystkich stron, dosłownie z pól, od lasu, ulicami, od miasta – wszędzie nieprzebrane tłumy. To jednak ponad milion ludzi. Sektory zostały zamknięte o 14.00. Każdy sektor stawał się takim Kościołem. Byli wierni i kapłani. Ludzie się spowiadali, śpiewali, modlili, każdy sektor na swój sposób.

    Czy to prawda, że modliliście się o wizytę papieża w waszej parafii?

    Modliliśmy się w tej intencji. Najważniejsza była modlitwa. Bo wizyta papieża ma przede wszystkim wymiar religijny. To pielgrzymka. Organizatorzy mieli do dyspozycji i do wyboru wiele miejsc, a nam bardzo zależało, żeby to było tutaj. Decyzja do nas nie należała, trzeba było modlitwy. Może Duch Święty natchnął abp. Bolesława Pylaka? Zadzwonił do mnie i mówi: „Ty interesowałeś się przyjazdem papieża do Lublina. Weź plan, inżyniera, objedźcie Lublin i na planie zaznacz, gdzie mógłby być przyjęty ojciec święty, gdzie mogłaby zostać odprawiona Msza św. dla przynajmniej miliona ludzi”. Od razu tej samej niedzieli pojechaliśmy i obejrzeliśmy wszystkie dostępne miejsca. Przyjęliśmy schemat plusów i minusów dla danego miejsca.

    Czuby nie miały żadnych minusów?

    Same plusy, nie ma minusów! Tak napisałem. Najważniejszy plus był taki, że ja chciałem to zrobić. Jak przyjechali z wydziału bezpieczeństwa, padło pytanie: „Co to ksiądz powypisywał, że papież może być tylko na Czubach?”. W pół godziny wybudowaliśmy podium, oni weszli na tę wysokość, na której później stał Jan Paweł II, zobaczyli panoramę miejsca, całe zaplecze: plebanię, dwupasmową jezdnię, ośrodek zdrowia – wszystko było na miejscu.

    Czyli to było najlepsze miejsce i taka decyzja zapadła?

    Taka decyzja zapadła. Gdy przyjechał ojciec Tucci z Watykanu, który był odpowiedzialny za bezpieczeństwo ojca świętego, również wyszedł na podium (tylko zbudowaliśmy już lepsze), spojrzał i nawet nie chciał jechać oglądać innych miejsc. Zszedł z podium i pogratulował mi. Sprawa była jasna.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół