• facebook
  • rss
  • Mieszała młodym w głowie

    dodane 29.05.2014 00:00

    Przez większą część życia związana z ruchem harcerskim, oddana sprawom młodzieży i patriotycznemu wychowaniu. Do tego córka znanych lubelskich lekarzy, społeczników i żona wielkiego farmaceuty. W maju przypada rocznica śmierci Danuty z Jankowskich Magierskiej, jednej z najsłynniejszych lublinianek XX w

    Niemal na wszystkich fotografiach Danusia jest uśmiechnięta. Na tych z dzieciństwa, gdzie razem z siostrą i bratem ustawieni w szeregu pozują tacie do zdjęcia, na tych ze szkoły i harcerstwa, a nawet na tych zrobionych po wojnie, kiedy miała już za sobą akt oskarżenia wydany przez komunistów i więzienie, w którym siedziała za to, że według ówczesnych władz miesza młodzieży w głowie. Jan, syn Danuty Magierskiej, mówi, że mama nie mogła być inna niż tylko całą sobą zaangażowana w sprawy harcerstwa, konspiracyjną działalność Szarych Szeregów i wychowanie młodzieży. Nie mogła być inna, bo jej rodzice Maria i Paweł Jankowscy tak wychowali wszystkie swoje dzieci.

    Przyjaźń na całe życie

    Córki Jankowskich, Joanna i Danusia, uczęszczały do szkoły Wacławy Arciszowej, gdzie powstała jedna z pierwszych harcerskich drużyn żeńskich im. Królowej Jadwigi. Zachęcone przez ojca obie siostry zostały harcerkami. W 1922 roku Danusię przeniesiono do nowej szkoły im. Unii Lubelskiej. Tu także powstała drużyna harcerska, do której od razu wstąpiła.

    Dzięki nowej szkole i harcerstwu poznała Małgorzatę Szewczykównę, z którą się zaprzyjaźniła. Obie przyjaciółki zdecydowały się studiować polonistykę. Po ukończeniu studiów Danusia nie podjęła pracy zawodowej, ale poświęciła się rodzinie i harcerstwu. Została członkinią komendy chorągwi harcerskiej w Lublinie, prowadziła obozy harcerskie, redagowała czasopismo harcerzy „Łącznik”. To wtedy młodzi harcerze zaczęli nazywać ją po prostu druhną Danusią. Po wybuchu II wojny wraz ze swą przyjaciółką Małgosią zaczęła organizować tajne harcerstwo w Lublinie. To umacniało ich przyjaźń tak bardzo, że przetrwała ona do końca życia, a także pomagała znosić wspólnie prześladowania i więzienie, które obie panie czekało po wojnie. W 1932 roku Danusia wyszła za mąż za Stanisława Magierskiego, farmaceutę i fotografika. Oboje małżonkowie cenią harcerstwo i na jego rzecz pracują. Danusia, oddając mu się całkowicie, Stanisław, wspierając żonę w wolnych chwilach. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej urodziło się Magierskim dwoje dzieci. To trochę utrudniło pracę na rzecz harcerstwa i walkę z okupantem. Zaangażowanie w działalność konspiracyjną było czymś oczywistym. – Podczas wojny przeprowadzaliśmy się osiem razy. Żyliśmy na pudłach, spakowanych walizkach. W jednym z tych ośmiu mieszkań poza nami zatrzymały się jeszcze dwie rodziny, często nocowali partyzanci. Przesiadywali do późna i tak powstawały piosenki ojca: „Dziś do ciebie przyjść nie mogę” oraz inne, mniej znane, pisane dla partyzantów i śpiewane przez nich w lesie – wspomina syn Magierskich.

    Trudne czasy

    Po wojnie, kiedy miało być lepiej, najpierw nowe władze aresztowały Stanisława Magierskiego, niby za wrogą działalność, a w 1952 roku aresztowano także Danutę. – Matka jako harcerka miała rozległe kontakty z młodymi. Przychodzili do niej i pytali: Jak żyć? Co robić? W którą stronę iść? Okazało się, że był wśród nich szpicel. Wszyscy wylądowali w więzieniu, matka jako prowodyr. Dostała 10 lat, wyszła po dwóch, dzięki interwencji u Bieruta – wspomina pan Jan. Danutę Magierską aresztowano razem z jej przyjaciółką Małgorzatą Szewczykówną. Obie panie trafiły do więzienia na zamku lubelskim. Akt oskarżenia zarzucał aresztowanym organizowanie podziemia przeciw władzom komunistycznym i mieszanie młodym ludziom w głowach wrogimi ideami. Zasady przedwojennego harcerstwa, którym przyjaciółki były wierne, w nowej Polsce uważane były za zgubne i wrogie państwu. Mimo licznych apelacji ze strony rodziny nie udało się uzyskać zwolnienia z więzienia. Dopiero po dwóch latach, dzięki interwencji u Bieruta koleżanki zatrzymanych Wandy Papiewskiej, udało się aresztowanym przyjaciółkom wyjść na wolność. Nie oznaczało to jednak ich rehabilitacji. Dobre imię obu paniom przywrócono w 1959 roku. Wtedy to Małgorzata Szewczykówna podjęła pracę jako polonistka w szkole, zaś Danuta Magierska zatrudniła się w dawnej szkole Wacławy Arciszowej, dzisiejszym liceum na Czwartku, i tam pracowała w bibliotece do przejścia na emeryturę. Dzięki niej biblioteka stała się nie tylko miejscem, gdzie wypożyczało się książki, ale i miejscem poważnych rozmów. Zmarła w Lublinie w 1984 roku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół