Nowy numer 16/2018 Archiwum

Trener przypomina, żebym myślał

Była jesień 2007 roku. W opuszczonym budynku po miejskim muzeum na dziedzińcu parafii Wniebowzięcia NMP w Kraśniku po latach otwarto drzwi. W środku – poza starymi piecami i mnóstwem pajęczyn – nie było niczego. Od siedmiu lat działa tam parafialny klub sportowy z sekcją boksu.


Do środka budynku po 
dawnym muzeum dostał się jeden z wikariuszy wraz z kilkoma parafianami. Nie przypuszczali, że z pomieszczenia, w którym nie było elektryczności i wody, a dach przeciekał – powstanie sala bokserska dla Parafialnego Klubu Sportowego „Za Bramą”. Pomysł wikarego na boks przy parafii wsparł od razu Jacek Zając, sędzia piłkarski i maratończyk. Dołączył do nich młody przedsiębiorca Wojciech Wojtaszek, który o boksie w Kraśniku marzył od dawna. Pracowników, którzy remontowali jego mieszkanie skierował do pracy w budynku przy parafii.


Wejście na ring


Pierwszym krokiem było przystąpienie do Polskiego Związku Bokserskiego. Kolejnym sprowadzenie trenera. Okazało się, że ofertę pracy przyjął jeden z lepszych w Polsce – Władysław Maciejewski, uczestnik kadry m.in. Dariusza Michalczewskiego, Andrzeja Gołoty oraz wychowawca Karoliny Michalczuk, najbardziej utytułowanej polskiej zawodniczki w boksie. – Miło wspominam przygodę z Kraśnikiem i parafialnym klubem bokserskim. Pomagałam trenerowi Maciejewskiemu. Moim zadaniem była praca z dziewczętami. Każdy sport, zwłaszcza boks, wymaga ciągłej i systematycznej pracy. Czy się wygrywa, czy się przegrywa, trzeba pracować – mówi Karolina Michalczuk, była mistrzyni świata w boksie oraz dwukrotna mistrzyni Europy.

– Boks przy parafii to kapitalna sprawa. To nie tylko walka o medale, ale przede wszystkim walka o człowieka. Gdyby nie boks, nikt by o mnie nie słyszał. Ten sport dał mi szansę na to, by się wybić i coś osiągnąć. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co by było ze mną, gdybym nie zajęła się boksem – dodaje Michalczuk.


Kolejny rozdział


Obecnie trenerem jest Marcin Machul. Na treningi do Maciejewskiego przychodził od początku. U niego też uczył się praktyki trenerskiej. – Uprawnienia trenerskie to nie wszystko. Nadal utrzymuję kontakt z trenerem Maciejewskim, jeżdżę do niego na treningi, ale również konsultuję z nim wiele spraw – mówi Machul. – Zadaniem trenera jest też wychowywanie zawodników, nie tylko samo szkolenie. Teraz przygotowuję trzech chłopców do zawodów, ale staram się też rozmawiać z nimi, kontrolować wyniki w nauce i być na bieżąco z ich problemami – dodaje młody trener.


Wiara to też boks


Ma 19 lat. Po maturze poszedł do pracy. Boks w klubie przy parafii trenuje od dwóch lat. Stoczył sześć walk w ringu, trzy z nich wygrał. Swoją karierę zaczął od przegranej na punkty, ale jak podkreśla, to go tylko zmotywowało.– Pierwszy raz usłyszałem o tym klubie od trenera. Byłem nieco zaskoczony, że to się dzieje przy kościele, i że ksiądz jest założycielem klubu. Ale już po pierwszym treningu wiedziałem, że to moje miejsce. Poza tym zajęcia okazały się w pełni profesjonalne – mówi Jakub Bojda, wicemistrz okręgu lubelskiego w boksie. – Moją pasję popierają rodzice i wujek, który jest księdzem. Mama nawet przyjeżdża na moje walki. Boks ma wiele wspólnego z wiarą, bo tam też jest wiele elementów walki z sobą samym – dodaje Kuba. Teraz przygotowuje się do ogólnopolskich zawodów. – Zanim wejdę na ring, kiedy zakładam suspensorium i wiążę bandaże na nadgarstkach, już się stresuję walką. Ale po chwili pojawia się trener Marcin i uspokaja mnie. Przypomina mi, żebym myślał. I to pomaga. Muszę się pilnować i dbać o siebie. Trzymam wagę, dbam o zdrowy tryb życia, no i trenuję pracę nóg i lewą rękę. Boks wymaga koncentracji i odpowiedzialności – konkluduje młody bokser.


Tu jest jak w domu


Uczy się w gimnazjum. Boks trenuje od pół roku. Marzył, by zostać bokserem. Brat przyprowadził go do klubu „Za Bramą” przy ul. Klasztornej. – Moi rodzice bardzo się ucieszyli, że zacząłem się ruszać i wyszedłem z domu. Uwielbiam ten sport, a tu w klubie jest rodzinna atmosfera. Cieszę się też, że mam takiego trenera, bo dużo mnie uczy i wymaga też dobrych ocen w szkole – zwierza się Oskar Mikołajczak. W październiku czeka go pierwsza walka w ringu. 
Na zajęcia bokserskie przychodzą też dorośli. Młodzi zawodnicy mogą liczyć na wsparcie ze strony bardziej doświadczonych. – Zabieram czasami ze sobą moich synów Daniela i Marcela. Żona się dziwi, że mimo mojego wieku mam tyle zapału do sportu. Ale treningi trzymają mnie w dobrej kondycji i dają dużo radości – mówi Zbigniew Kuśmierz, przedsiębiorca z Kraśnika. – Uważam, że boks jest potrzebny młodzieży. To nie tylko szermierka na pięści, ale też praca nad samodyscypliną. Klub sportowy przy kościele, z krzyżem w sali bokserskiej, narzuca także pewne wartości duchowe. Mówię to także jako ojciec – podkreśla Kuśmierz. Już od połowy października zajęcia z boksu prowadzone będą przez Parafialny Klub Sportowy także w Zespole Placówek Oświatowych nr 2 w Kraśniku.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma