• facebook
  • rss
  • Drewniany folk

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 49/2014

    dodane 04.12.2014 00:00

    Za niedopuszczalne uważają łączenie muzyki ludowej z elektroniką. Dlatego używają instrumentów, które oddają klimat dawnych lat w Polsce i na Kresach Wschodnich.

    Drewutnia w dawnych czasach była miejscem magicznym. Składano tam i przechowywano drewno na opał, a gdy już go zabrakło, stawała się punktem schadzek, gdzie rozgrzewano się tańcami i śpiewem. Być może właśnie ten fakt przyświecał kilkanaście lat temu grupie przyjaciół, którzy ze swej muzycznej pasji i zamiłowania do ludowej sztuki postanowili uczynić sposób na życie. Powstał zespół pod wdzięczną nazwą „Drewutnia”.

    Chłopaki z Lasek

    Śpiewają po polsku, po łemkowsku, po ukraińsku. Inspiracji muzycznej szukają w tradycji ludowej, w opowieściach o ludzkich historiach. Fascynuje ich wzajemne przenikanie się kultur, dlatego głównym obszarem muzycznych poszukiwań są rejony pogranicza wschodniego. A wszystko zaczęło się, jak opowiada Piotr Ziółek grający na bębnie huculskim, od przyjaźni trzech młodych chłopaków w Ośrodku dla Niewidomych w Laskach.

    – Z Mariuszem, który pochodzi z Lublina, i Piotrkiem z Łodzi znamy się właściwie od przedszkola – informuje P. Ziółek, który sam jest z okolic Płocka. – Wszyscy wylądowaliśmy jednak w Lublinie i początki naszego zespołu sięgają czasów studenckich. Śpiewaliśmy wówczas szanty, piosenkę turystyczną i poezję śpiewaną, a zespół składał się z pięciu osób. Gdy w 1997 roku dostaliśmy wyróżnienie na festiwalu „Japa” za ukraińską piosenkę „Jichaw kozak”, zakiełkowała w nas myśl, by zająć się wyłącznie muzyką Wschodu. W 1998 nagraliśmy pierwszą kasetę „Hetaj, hetaj” – wyjaśnia.

    Sopiłki i toushupulur

    Z czasem skład zespołu poszerzył się o „pierwiastek żeński”. – Pochodzę z Gliwic – mówi Anna Różycka, która w zespole gra głównie na skrzypcach i suce biłgorajskiej i oczywiście jak reszta ekipy śpiewa. – Przyjechałam tu na studia, poznałam chłopaków i zostałam. Dziś dzieci Ani i Piotra Ziółka, które zgodnie z zamiłowaniem rodziców do tradycji noszą staropolskie imiona, także podśpiewują w zespole, a najmłodszy, 3-miesięczny Rościsław koncertuje prawie od urodzenia. W Drewutni wszyscy potrafią grać na jakimś instrumencie, ale próżno tu szukać tych powszechnie znanych. – Świadomie nie używamy instrumentów elektronicznych, opieramy się wyłącznie na instrumentach tradycyjnych, pokazując, że można uzyskać dzięki nim bardzo różnorodne brzmienia i tworzyć niepowtarzalny nastrój – opowiada Mariusz Wołkowicz, który w Drewutni głównie gra na toushpulurze. Kiedy do zespołu chciał dołączyć Piotr Michalski, który poza tym, że dobrze śpiewał, na niczym nie grał, pierwsze, co musiał zrobić, to wybrać sobie jakiś instrument i jak najszybciej opanować umiejętność posługiwania się nim. Dziś Piotr z powodzeniem gra na wszelkiego rodzaju instrumentach dętych, począwszy od sopiłki, przez wołynkę, gajdicę, po tradycyjną fujarkę. Swoje instrumenty wozi w specjalnie do tego przygotowanej walizeczce.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół