• facebook
  • rss
  • Nie to jest najistotniejsze, czy nas znają

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 07/2015

    dodane 12.02.2015 00:00

    Księdza Tomasza Adamczyka, ostatniego sekretarza abp. Józefa Życińskiego, nieustannie zadziwiają telefony ludzi z Polski i zagranicy, którzy chcą tylko powiedzieć, że brakuje im zmarłego arcybiskupa.

    Gdy trzeba podjąć niełatwe decyzje, wiele osób chętnie skorzystałoby z rady abp. Józefa – mówi ks. Tomasz. – Wielu z tych osób nie znam. Nie wiem, skąd mają mój numer telefonu, ale po każdej takiej rozmowie jestem zadziwiony i wzruszony – mówi ks. Tomasz. Charakterystyczny głos, rozpoznawalna sylwetka, teksty, wobec których trudno było przejść obojętnie. Ślady zmarłego w 2011 roku abp. Józefa Życińskiego w naszej archidiecezji można spotkać na każdym kroku. Wielu ludzi na półkach swoich biblioteczek ma jego książki, często z osobistą dedykacją. Taki miał zwyczaj, że swoich gości i rozmówców nimi obdarowywał, wpisując nierzadko jakieś słowo dedykacji. Kiedy przyjeżdżał do jakiejś parafii, zawsze witał się z ludźmi. Zamieniał z nimi kilka słów o zwykłym codziennym życiu, co nieraz wprawiało w zdziwienie, gdyż na co dzień abp Józef kojarzony był z filozoficznymi rozważaniami.

    Drobne wielkie gesty

    Wśród wielu obowiązków zawsze znajdował także czas dla dziennikarzy. Rozpoznawał wielu, pamiętał imiona, a kiedy przy jakiejś okazji dowiedział się o jakichś ważnych wydarzeniach w życiu prywatnym, pytał o nie. To on zaprosił do diecezji lubelskiej „Gościa Niedzielnego”, którego czytał systematycznie zwykle w czwartek przy śniadaniu, gdy przychodził nowy numer. Czasami z redakcyjnego okna widywaliśmy arcybiskupa spacerującego po kurialnym podwórku z różańcem w ręku. W niektóre dni, gdy my rano szliśmy do pracy, on wychodził do seminarium na zajęcia. Nigdy nie mijał nas obojętnie. Zawsze zatrzymał się na chwilę, zapytał, co słychać. Takie drobne gesty utkwiły w pamięci. Trzeba przyznać rację kard. Nyczowi, który mówił podczas jego pogrzebu: „Wybacz także nam, żeśmy Cię nie zdążyli poznać do końca, a zwłaszcza że nie potrafiliśmy wykorzystać całego potencjału Twoich możliwości”. Arcybiskup Józef na tego rodzaju stwierdzenia miał zwyczaj odpowiadać krótko: „Nie to jest najistotniejsze, czy nas znają i rozumieją, i co o nas myślą, lecz to, co niewidoczne dla oczu, a święte w Bożych planach”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół