• facebook
  • rss
  • Nie chodzi tylko o to, by nie pić

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 13/2015

    dodane 26.03.2015 00:00

    Od ponad 20 lat po lubelskiej Starówce w jeden z piątków Wielkiego Postu idzie Droga Krzyżowa w intencji uzależnionych, ich rodzin i bliskich.

    Ci, którzy zdecydowali się podpisać Krucjatę Wyzwolenia Człowieka, czyli abstynencję od alkoholu, chcą wspierać uwikłanych w różne formy uzależnień. – Nie chodzi tylko o to, by nie pić – mówi Małgorzata Klejszmit z lubelskiej Diakonii Wyzwolenia Ruchu Światło–Życie. – Chodzi też o to, by nie stawiać alkoholu, nie kupować go i nim nie częstować. Krucjata pomaga stać się człowiekiem wolnym od różnych nałogów i jest ofiarą złożoną Bogu w intencji tych, którzy mają problem z jakimś zniewoleniem – tłumaczy. Drogi do Krucjaty są bardzo różne. Jedni podpisują deklarację w intencji konkretnej osoby, inni ofiarują swoją abstynencję Bogu bez wskazania na coś, czy kogoś szczególnego. Wszyscy są zgodni co do tego, że Krucjata przede wszystkim im przyniosła pokój, a komu pomogła jeszcze, wie Pan Bóg.

    Za życie córki

    Kiedy Iwona urodziła Olę, okazało się, że dziewczynka ma wrodzone zapalenie płuc i jej życiu zagraża niebezpieczeństwo. To wtedy obiecała Panu Bogu abstynencję do końca życia w intencji córeczki. – To nie była Krucjata, bo wtedy jeszcze o niej nie słyszałam – mówi. – To był mój krzyk, by Pan Bóg ratował moje dziecko. Jakiś czas później zaproszono nas z mężem do wspólnoty Domowego Kościoła i pojechaliśmy na rekolekcje. Usłyszałam o Krucjacie i poznałam świadectwa tych, którzy wcześniej ją podpisali – opowiada Iwona. – Krucjata to coś więcej niż niepicie alkoholu. To postawa w życiu i nieustanna okazja do dawania świadectwa – wyjaśnia. Dziś Ola wkracza w dorosłość. Przez całe swe życie obserwuje rodziców, którzy dzięki jej chorobie odnaleźli jeden z największych darów. – Pracowałem w piekarni, gdzie był zwyczaj, że na koniec tygodnia, po dobrze wykonanej robocie, w nagrodę szliśmy się napić – opowiada Jacek. – Dla mnie nie było w tym nic zdrożnego. Dla mojej żony przeciwnie. Sobotnie picie zaburzało życie naszej rodziny, tym bardziej że jeszcze w niedzielę trzeba było odespać, by wytrzeźwieć. Nasze małżeńskie relacje cierpiały na tym. Kiedy jednak urodził się nasz pierwszy syn, dotarło do mnie, że chcę być odpowiedzialnym ojcem, że nie chcę, by widział mnie pijanego czy przeze mnie widział rozłam w rodzinie. To zdecydowało, że postanowiłem nie pić. Rekolekcje, na które pojechaliśmy, sprawiły, że postanowiłem podpisać Krucjatę na rok – opowiada.

    Podejrzany typ

    W pracy musiał powiedzieć jasno, dlaczego nie pije, żeby koledzy zrozumieli, że nie żartuje. Niektórzy przyjęli to ze zrozumieniem, inni uważali, że jest podejrzany i lepiej na niego uważać, bo taki, co nie pije, to nie wiadomo kto. – O Krucjacie najlepiej mówić prawdę. Ludzie nie przyjmują ściemniania, jeśli nie powie się prawdy, będą cię ciągle namawiać. Tym samym w bardzo różnych okolicznościach życia zacząłem dawać świadectwo o działaniu Pana Boga w moim życiu i to świadectwo zaczęło działać. Po pół roku, na kolejnych rekolekcjach, postanowił podpisać deklarację na całe życie – mówi Jacek. Ludzi ciągle zaskakuje, że dorosły facet może nie pić alkoholu. – Pamiętam taką sytuację, gdy po weselu mojego brata, jako jeden trzeźwy, rozwoziłem gości do domu. Zatrzymała mnie policja. Kiedy otworzyłem drzwi samochodu, zapach alkoholu pewnie wyczuł policjant. Poza tym byliśmy wszyscy w garniturach i widać było, że wracamy z jakiejś imprezy. Policjant zaprosił mnie do radiowozu i powiedział, żebym od razu się przyznał, ile wypiłem, ja na to, że nic. Nie uwierzył, więc zacząłem dawać świadectwo, że jestem w Krucjacie i dlaczego nie piję. Tak się zasłuchał, że w końcu spojrzał na mnie i powiedział: wierzę panu, niech pan jedzie z Panem Bogiem. I to nie był jedyny taki przypadek – opowiada Jacek. Dzięki Krucjacie czwórka dzieci Iwony i Jacka nie widziała nigdy w domu alkoholu. Czy sami pójdą w ślady rodziców, czas pokaże. – Można podawać wiele korzyści płynących z podpisania Krucjaty. To zarówno wielkie sprawy duchowe, ewangelizacja swoim życiem, poczucie wolności, pewność, że współmałżonek nigdy nie wróci do domu pijany i dobra zabawa na trzeźwo, ale są i takie zwykłe, małe, czasem śmieszne korzyści. Mieliśmy w domu sporą kolekcję różnych kieliszków. Zanim podpisaliśmy Krucjatę, lubiliśmy wypić dobre wino czy drinka. Potem te kieliszki stały się niepotrzebne. Pozbyliśmy się ich i sprzątania było mniej i miejsca więcej – opowiadają małżonkowie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół