• facebook
  • rss
  • Potrzebny drugi człowiek

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 16/2015

    dodane 16.04.2015 00:15

    Pomagają pacjentom, którzy w większości przypadków nie mają szans na powrót do zdrowia. Koncentrują się na uśmierzaniu bólu i towarzyszeniu w godzinach największej próby dla człowieka. To jak oswajanie śmierci.

    Piotr, ekonomista z Lublina, o Hospicjum Dobrego Samarytanina słyszał niewiele. – Wiem, że jest taki ośrodek, który pomaga chorym na nowotwory, ale nie wiem, gdzie się mieści i czym się szczegółowo zajmuje. Z pewnością to kwestia informacji i promocji. Wiadomo, że takie miejsca trudno rekla- mować, ale powinniśmy pokazywać to, co pożyteczne i co służy cierpiącym. Trzeba edukować społeczeństwo i nie wstydzić się tego, że pomagamy słabszym – mówi.

    Dobre imię

    Hospicjum Dobrego Samarytanina przy ul. Bernardyńskiej w Lublinie obejmuje opieką chorych w terminalnym okresie choroby nowotworowej, u których zakończono leczenie przyczynowe, a konieczne jest zwalczanie objawów związanych z postępem choroby. Placówka istnieje od 1989 roku. – Imię Dobrego Samarytanina hospicjum otrzymało w roku 2000. – Była to z jednej strony wdzięczność za dar wiary, za pontyfikat Jana Pawła II, który wzywał do miłosierdzia, a z drugiej chcieliśmy podkreślić wymiar miłosierdzia w naszym działaniu – mówi Maria Drygałowa, prezes społeczny hospicjum. – Ważne było dla nas to, że Samarytanin, o którym pisze św. Łukasz, pochyla się nad chorym i udziela mu pomocy, podczas gdy wszyscy inni go mijają – dodaje pani prezes.

    Praktyka miłosierdzia

    Jak się okazuje, miłosierdzie może przybierać różne formy działania. – Przez siedemnaście lat otrzymywaliśmy codziennie pieczywo dla pacjentów od niedawno zmarłego pana Sergiusza Kuźmiuka. Pan Tomasz Beżyński ofiarowuje z kolei paliwo do samochodów, dzięki temu lekarze i pielęgniarki mogą spokojnie dojeżdżać do chorych w ich domach. Mamy kontrakt z NFZ, ale on zabezpiecza nam tylko 65 proc. środków na funkcjonowanie. O resztę musimy zadbać sami. Organizujemy zbiórki, kwesty. Liczymy na wsparcie 1 proc. podatku rocznego, szukamy sponsorów i darczyńców. Mamy poczucie, że nie jesteśmy sami – opowiada pani Drygałowa. Po rozbudowie placówka dysponuje dwudziestoma łóżkami i przyjmuje wyłącznie pacjentów terminalnie chorych. Hospicjum Dobrego Samarytanina prowadzi opiekę hospicyjną w następujących jednostkach: hospicjum stacjonarne, Zespół Opieki Domowej oraz Poradnia Medycyny Paliatywnej.

    Ludzki lekarz

    Każdy pacjent podchodzi inaczej do swojej choroby. Są osoby pogodzone ze swoim losem, są buntujące się lub przeżywające stan depresji albo zaprzeczenia. Przechodzą przez wszystkie etapy umierania, które opracowała Elizabeth Kübler-Ross, oczywiście nie po kolei i nie według jednego określonego schematu. – Codziennie patrzymy na cierpienie osób, które rzadko wychodzą ze swojej choroby. Pochylanie się nad tymi ludźmi uczy mnie pokory. Wraz z całym personelem zdajemy sobie sprawę z tego, co jest w życiu najważniejsze – wyjaśnia dr med. Mariusz Sałamacha, lekarz naczelny hospicjum. Podkreśla, że hospicja są koniecznością dla współczesnego społeczeństwa ze względu na to, że wypiera się ze świadomości ból, cierpienie i śmierć. W całym hospicjum pracuje 14 lekarzy i personel pielęgniarski oraz inni specjaliści. Hospicjum dysponuje dwudziestoma łóżkami. Łącznie w opiece domowej i stacjonarnej placówka pomaga 500 osobom terminalnie chorym rocznie.

    Malowanie uśmiechu

    Pacjenci trafiają na Bernardyńską w różnym stanie. Z uśmiechem na twarzy wita personel pani Agnieszka Sankowska. Choć nie bez trudu podnosi się z łóżka. Opowiada o rodzinie, a gdy wspomina o wnuczce, na jej twarzy maluje się już pełny uśmiech. – Choruję na raka. Jestem wdzięczna za opiekę, jaką otrzymuję w tym miejscu. Spotkałam tu wyjątkowo dobrych ludzi – mówi. Magdalena Nadwodnik, z wykształcenia pielęgniarka, należy do zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi. Chciała pracować w hospicjum, odkąd odkryła taki rodzaj opieki i towarzyszenia chorym, a przełożeni jej to umożliwili. – Pracuję tu od roku. Ale nie trzeba być w hospicjum, żeby się zorientować, że potrzebujemy miłosierdzia w codziennym życiu. Zaczyna się od przebaczenia. Natomiast tu, na Bernardyńskiej, miłosierdzie chcemy realizować poprzez towarzyszenie naszym pacjentom i ich rodzinom. Monika Kozłowiec, studentka wydziału lekarskiego UM w Lublinie, od dwóch lat jest wolontariuszką w hospicjum. W przyszłości chce zostać onkologiem. – Chciałam zobaczyć, czy poradzę sobie z pacjentami chorymi na nowotwory. Uważam, że każdy student medycyny powinien mieć doświadczenie posługi pacjentom w tak ciężkim stanie. To uczy pokory – tłumaczy studentka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół