• facebook
  • rss
  • Cukier krzepi do dziś

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 17/2015

    dodane 23.04.2015 00:15

    Były jedynym kolorowym medium w tamtym czasie. Zamawiały je zarówno rząd, jak i różne instytucje oraz  prywatne firmy.

    Picie denaturatu powoduje śmierć – głosił jeden z plakatów rozlepianych w różnych miejscach w nowej Polsce. Inny popularyzował hasło wymyślone przez Melchiora Wańkowicza: „Cukier krzepi”, które weszło do naszego języka i zadomowiło się w nim na stałe. – Z plakatów można wyczytać wiele informacji o życiu i problemach Polaków w latach międzywojennych. Pamiętajmy, że początek XX wieku to świat w większości czarno-biały. Nie było kolorowych gazet, nie wspominając o telewizji, której nie było wcale. Kino, także czarno-białe, opowiadało rzeczywistość w odcieniach szarości, nawet radio nie było powszechne w każdym domu. Na tle takiej rzeczywistości kolorowy plakat rzucał się w oczy. To był rodzaj reklamy, która miała przekonać społeczeństwo do pewnych zachowań i propagować idee budowy polskiego państwa, które tworzyło się od nowa po latach zaborów – mówi Piotr Dymmel, dyrektor Archiwum Państwowego w Lublinie.

    To właśnie tutaj zachowała się imponująca kolekcja plakatów z tamtego okresu, która trafiła do albumu „Polski plakat propagandowy dwudziestolecia międzywojennego w zasobie Archiwum Państwowego w Lublinie”.

    Dobra propaganda

    Plakat propagandowy kojarzy się dziś negatywnie. To efekt powojennych czasów, kiedy w PRL propaganda głosiła hasła odstające od prawdy i rzeczywistości. Jednak w latach 20. i 30. XX wieku nie była ona czymś złym. – Było to określenie odpowiadające przekazywaniu jakichś informacji zgodnych z prawdą, które powinny trafić do jak największej grupy ludzi. Stąd też nazwa „plakat propagandowy” nie wywoływała złych skojarzeń – wyjaśnia Piotr Dymmel. Ważnych informacji trzeba było przekazać społeczeństwu sporo. Nowe państwo polskie budowano na ponad 100-letniej spuściźnie zaborców. Oznaczało to, że trzeba było zjednoczyć ludzi, którzy dotąd zamieszkiwali trzy różne państwa, podporządkowani byli trzem różnym systemom prawnym, zwyczajom i mówili trzema różnymi językami. – To naprawdę było wyzwanie. Tym bardziej że większość polskiego społeczeństwa nie umiała czytać ani pisać. Dopiero zaczynał się proces walki z analfabetyzmem, więc nie każdy mógł przeczytać w prasie, książce czy w ulotce to, co rząd czy różne instytucje miały do powiedzenia. Plakat budził ciekawość. Był kolorowy i z rysunku można było odczytać pewne informacje. Jeśli kogoś zaintrygował, można było dopytać tego, kto umiał czytać, co jest tam napisane, choć zwykle napisów było niewiele – podkreślają historycy.

    Zaradzić potrzebie

    Plakaty ze zbioru lubelskiego archiwum podzielono na dwie grupy. Polityczne to nie tylko wyborcze, ale także takie, które przestrzegały społeczeństwo przed bolszewizmem, zachęcały do walki o polskość, podczas wojny 1920 roku wzywały do obrony ziem polskich przed wojskami rosyjskimi. Po uzyskaniu dostępu do morza i budowie portu w Gdyni zachęcały także Polaków do wstępowania w szeregi marynarki. Jeden z plakatów zamówionych przez Ligę Morską i Rzeczną pokazywał przystojnego marynarza na okręcie z polską banderą, a napis wzywał: „Polacy na morze”. – To pokazuje, jaka była wówczas potrzeba. Tak jak plakat reklamujący obligacje rządowe, który przedstawiał werblistę na tle białego orła, nawołującego, by udzielić pożyczki ku odrodzeniu Polski. To była informacja, że potrzeba pieniędzy, by budować nowe państwo, i rząd zwraca się z prośbą do swoich obywateli, by mu w tym pomogli – mówi Piotr Dymmel. Równie wiele o codziennym życiu Polaków można wyczytać z plakatów społeczno-gospodarczych. Wiele z nich zachęcało do tego, by uczyć się czytać, propagowało czytelnictwo książek, jak choćby plakat, który głosił: „Książka w życiu kobiety decyduje o jej powodzeniu”. Walczył też z nałogami zgubnymi dla tych, którzy im ulegali. – Jednym z najbardziej wymownych plakatów, który znalazł się na okładce albumu, jest ten z hasłem „Picie denaturatu powoduje śmierć”. Można wnioskować, że było to dość powszechne zjawisko, z którym próbowano walczyć. Grafika przedstawia kostuchę, która z butelki z nalepką denaturatu nalewa płyn do kieliszka. Nie trzeba było umieć czytać, by domyślić się, jakie konsekwencje niesie ze sobą takie zachowanie – mówią historycy. Plakaty wówczas, podobnie jak dziś, były drukami bieżącymi, więc nie zbieranymi raczej przez archiwa. Zbiór, który posiada archiwum w Lublinie, przekazała w latach 50. prywatna osoba. Jej przedwojenne hobby kolekcjonowania plakatów okazało się cennym źródłem historycznym.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół